Kup on-line
Carmen. Bella Donna
Stefan Vögel
najbliższy spektakl: 27.01.2015 16:30 1h 30min, 1 przerwa Karmelicka 6
Obsada
Carmen Wolf
Sabina Wolf
Bernie
Martin
Valentin von Strachwitz
Hans Jürgen von Strachwitz
Tłumaczenie: Jacek Lachowski
Reżyseria: Paweł Pitera
Scenografia: Joanna Schoen
Ruch sceniczny: Małgorzata Haduch
Reżyseria świateł: Marek Oleniacz
Opracowanie muzyczne / asystent reżysera / inspicjent / sufler: Monika Handzlik
Opis spektaklu
O autorze
O reżyserze
Recenzje
Reżyser o:
Autor o:
Opinie

Carmen. Bella Donna

 

Niezwykle atrakcyjna autorka poczytnych książek kucharskich, Carmen, uważa, iż „na miłość i na szampana nigdy nie jest za późno”. Żyje wg doskonale działającego schematu: „mężczyzn co dwa lata trzeba utylizować”. Dniem morderstwa, a zarazem dniem początku nowego romansu, jest zawsze sylwester - tym razem jednak cały plan może wziąć w łeb, gdyż córka Carmen wraca przed czasem do domu, za nią zaś przybywa narzeczony o konserwatywnych poglądach, a za nim jego jeszcze bardziej konserwatywny ojciec. W dodatku kandydat na nowego kochanka może wcale nie być tym, za kogo się podaje, a na ścianie wciąż wisi portret męża Carmen.

 

Przypominająca nieco klasyczne „Arszenik i stare koronki” austriacka komedia kryminalna z rozerotyzowaną bohaterką i wątkiem romansowym, w podwójnie doborowej obsadzie gwarantuje wieczór pełen różnorakich wrażeń. Jak przypomniał Jerzy Pilch w „Dzienniku”, komedia, w której nikt nie umiera, zawsze będzie mniej warta od komedii z jednym tylko nieboszczykiem.

 

ZIELNIK CARMEN

 

Atropa belladonna, czyli swojski pokrzyk vel wilcza jagoda, wilcza wiśnia, leśna tabaka; bylina z rodziny psiankowatych, występuje także w Polsce, głównie w miejscach wilgotnych, zacienionych, z żyzną glebą. Roślina trująca i lecznicza, bogate źródło atropiny, hioscyjaminy i skopolaminy. Szkodzi – i to bardzo – na mózg, rdzeń przedłużony i obwodowy układ nerwowy. Pomaga w okulistyce, leczeniu kaszlu, kolki nerkowej i żółciowej, astmy oraz schorzeń żołądkowo-jelitowych. Podobno w Średniowieczu zabijano za jej pomocą skazańców. Łacińska nazwa pochodzi od bogini Atropos, przecinającej nić ludzkiego żywota.

 

Paullinia cupana, czyli paulinia guarana, zwana też ciernioplątem, guaraną lub osmętą; pnącze z rodziny mydleńcowatych występujące w dorzeczu Amazonki i Pary. Indianie Guarani nazywają ją darem od Boga i eliksirem młodości; w Europie znana od XVII/XVIII wieku i zachwalana jako afrodyzjak dzięki właściwościom energetyzującym. Nazwana na cześć niemieckiego lekarza Christiana Franza Paulliniego. W Polsce dostępna w postaci przetworzonej w aptekach i sklepach ze zdrową żywnością.

 

Alrauna – pochodząca z niemieckiego nazwa korzenia mandragory lekarskiej (Mandragora officinarum), któremu na skutek humanoidalnego kształtu przypisywano właściwości magiczne. Najczęstszym miejscem jego występowania miała być szubienica: części rozkładającego się ciała wisielca posiadały jakoby właściwości doskonałej pożywki. W wersji bardziej perwersyjnej mandragora wyrastała z nasienia skazańca, wytryskującego w chwili śmierci. Pozyskiwanie korzenia obwarowane było szeregiem zastrzeżeń i wymagało użycia rozmaitych ludzkich płynów fizjologicznych tudzież czarnego psa. Z kolei jagody rośliny nazywano jabłkami miłości i używano jako remedium na bezpłodność oraz do pobudzania żądz miłosnych, próżności w małych dawkach i głupoty w dużych.

 

Prapremiera polska: 26 marca  2013, Duża Scena

Gala premierowa: 6 kwietnia 2013, Duża Scena

Stefan Vögel, z urodzenia (w 1969 w Bludenz) Austriak, dorastał w liczącej 200 mieszkańców wiosce alpejskiej Gurtis, w kraju związkowym Vorarlberg. Studiował informatykę i ekonomię w Zurychu, ale od 1993 jest niezależnym autorem oraz aktorem.

 

Wraz z żoną i dwójką dzieci mieszka w Mauren (Liechtenstein).

 

Pierwszy sukces odniósł kabaretem w gwarze Vorarlbergu „Grüß Gott in Vorarlberg”, który w licznych kontynuacjach stał się jednym z najbardziej popularnych przedstawień scenicznych w Vorarlbergu i wraz z następnym utworem „Schaffa, schaffa Hüsle baua” doczekał się ponad 120 przedstawień z ponadsześćdziesieciotysięczną publicznością.

 

Vögel jest uznanym autorem powieści, sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych. Sztuki „Eine gute Partie”, „Global Player”, „Biały puch” („Süßer die Glocken”) oraz „Die süßesten Früchte” cieszą się powodzeniem na niemieckojęzycznych scenach i były wystawiane m.in. w Stuttgarcie, Wiedniu, Hamburgu, Berlinie, Frankfurcie, Dreźnie, Düsseldorfie i Bregencji. W 2012 w wiedeńskim Theater in der Josefstadt z powodzeniem odbyła się premiera jego najnowszej sztuki „Altweiberfrühling”.

 

Prapremiera „Carmen. Bella Donny” w Teatrze Bagatela jest pierwszą polską inscenizacją dorobku austriackiego autora.

Paweł Pitera, reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych oraz scenarzysta, jest absolwentem Wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego (dyplom 1976) i Wydziału Reżyserii łódzkiej PWSFTviT (dyplom 1980). Ponadto Pitera to także tłumacz komedii teatralnych i wykładowca Międzynarodowej Akademii Dokumentu Dragon Forum.

 

Największą popularność i uznanie zyskał jako reżyser serialu telewizyjnego „Na kłopoty... Bednarski” (1986). Od końca lat 90. poświęcił się realizacji filmów dokumentalnych o życiu Jana Pawła II, w tym ważnego „Świadectwa” z udziałem Michaela Yorka (2008). Pitera został też stypendystą założonej przez Ronalda Reagana National Forum Foundation.

 

Jest autorem seriali i pełnometrażowych filmów telewizyjnych, m.in. : „Powrót do Polski”; „Watykan Jana Pawła II”; „Czwarty król”; „Jan Paweł II i Jego przyjaciel”; „Maciek, rower i ekonomia”; „Ach, te okienka”.

 

Paweł Pitera wyreżyserował (inscenizował) wiele sztuk teatralnych – głównie komedii i fars – w teatrach w Gdańsku, Rzeszowie, Poznaniu, Kaliszu, Olsztynie, Łodzi i Krakowie. Ponadto reżyserował również wiele teleturniejów, programów publicystycznych, muzycznych, edukacyjnych i reklamowych.

Alicja Müller „Hasta la vista, baby”, „Teatralia - Kraków”, 24 kwietnia 2013:

„Szczypta szkodzącej na mózg wilczej jagody, odrobina guarany – cudownego afrodyzjaku, troszkę rozbudzającej miłosne żądze mandragory, która to (o ironio!) wyrastać miała z nasienia wisielca, a także lampka najlepszego szampana – mężczyźni od tego głupieją. I nawet ci najbardziej pruderyjni zmieniają się w rozognionych lubieżników, a czasem, gdy do kieliszka wpadnie nieco więcej trujących ziół, umierają. O proporcjach decyduje piękna Carmen, seksowna autorka popularnych książek kucharskich, która jest trzy razy bardziej niebezpieczna od facetów w czerni i jeszcze bardziej przebiegła niż sam Sherlock. Paweł Pitera nie mógł wybrać lepszego czarnego charakteru, by rozkochać w nim publiczność Bagateli.

Carmen (w tej roli zalotna Ewelina Starejki) ma już pięć trupów w ogrodzie i  wciąż jest tam miejsce na następne. Kochankowie pojawiają się co dwa lata. Nikt z widzów nie wróży żadnemu z nich długiego życia. Nie ma między nimi symetrii – ona jest czarownicą. Razem piją szampana z bardzo czystych kieliszków, ale jego napój jest nieco bardziej wyskokowy. Mężczyzna musi polec w takiej konfrontacji. Czekają go przyjemna ostrość w gardle i niespodziewane, nieomal konwulsyjne drganie podnieconego ciała. Jakże bezradne okażą się jego duma i wszystkie męskie sposoby! Po szampańskich nocach kochankowie budzą się na lekkim kacu i wdzięczą do swej pani. Są nieustannie gotowi, by najlepszego szampana wetrzeć jej w nadgarstki, w obojczyki, we włosy. Chcą iść do łóżka. Wczorajsze ekstazy wyzwalają w nich pewność, że dzisiaj znowu uda się ich doświadczyć/ je przeżyć. Nie wiedzą, że ich dni są dokładnie policzone.

Carmen. Bella Donna to komedia kryminalna, w której wątki romansu przeplatają się z motywami zbrodni i zemsty. Kolejne ofiary namiętnej morderczyni–kokietki padają na stole albo już gniją w ogródku. Carmen za pomocą ziół manipuluje pożądaniem, które wymyka się amantom spod kontroli, przecząc tym samym wiktoriańskiemu przekonaniu, że kobieca seksualność nie istnieje suwerennie, bo zawsze jest tylko odbiciem męskiej...

Nie przypadkiem internetowy pseudonim kobiety to Bella Donna – wszak pochodzi on od łacińskiej nazwy wilczej jagody (Atropa belladonna). W ten sposób w postaci Carmen zbiegają się dwie tradycje, dwa mity kobiecości – figura zmysłowej Cyganki z legendarnej opery oraz kobiety–czarownicy, czyli poszukiwaczki najbardziej zwyrodniałych dróg wyzwolenia. To sprawia, że bohaterka jawi się zarówno jako bogini miłości, jak i śmierci – na scenie Bagateli obserwujemy ucieleśnienie spotęgowanej, niejako absolutnej kobiecości. Jest w tym wszystkim wiele złowieszczego mroku, a jednocześnie czegoś nieskończenie gorzkiego. Carmen jest umazanym krwią, dogłębnie zranionym amorem, a jej poczynania są nie tyle zabawą w Atropos z zielnikiem zamiast nici, co wrzaskiem dzikiej furii. Bywa odpychająca i ujmująca, bezradna i władcza, co świetnie odgrywa Starejki.

Brutalną opowieść łagodzi domieszka farsy. Aktorzy urządzają na scenie najprawdziwszy erotyczny cyrk. Ich przerysowana ekstaza i wszechogarniające przestrzeń szaleństwo nie drażnią – to zasługa spójnej i zabawnej, tryskającej humorem, a zarazem szalenie wymownej choreografii Małgorzaty Haduch. Cała obsada świetnie sobie radzi z odtańczeniem mrowienia mięśni, szumu w uszach i ciężkości głów. Kabaretowy obraz chuci nie przysłania też tragizmu bohaterów, co jest zdecydowanie największą zaletą spektaklu.”

„Nie tylko o kryminale” – rozmowa z Pawłem Piterą

- Lubi pan kryminały?
- Oj, tak. Kryminał to bardzo szlachetny gatunek. Lubię je czytać i oglądać.


- Gustuje pan zatem bardziej w tzw. klasyce, czy pociągają pana nowości?
- Pozwolę się nie zgodzić na takie rozróżnienie. Kryminał według mnie nie poddaje się tej prostej klasyfikacji z racji swojego charakteru i tematu. Kryminał obowiązują od zawsze pewne zasady kompozycji: musi być zagadka jakiejś zbrodni i detektyw czy policjant (lub amator), który ją rozwiązuje. Ten schemat obowiązuje od Conan Doyle’a po Mankella. W kryminale zmieniał się tylko czas jego dziania się, który jest najczęściej uwarunkowany czasem jego pisania. Stąd zmiany obyczajowe w tej literaturze czy podejmowane wątki. Ale istota kryminału jest od lat ta sama. Owszem, są powieści lepiej lub gorzej napisane, ale to już dotyczy dowolnego gatunku literackiego.
Kryminał jest zawsze kryminałem w przeciwieństwie do innych szlachetnych gatunków fabularnych czy dramaturgicznych. Ma jedną konstrukcję, jeden sznyt i tylko od inteligencji i zdolności pisarza zależy, jak ten schemat zostanie użyty. Oczywiście lubimy te tzw. klasyki czyli np. kryminały, które wyszły spod pióra Agathy Christie czy Raymonda Chandlera, ale lubimy je dzisiaj głównie ze względu na świetny język, jakim zostały napisane i kapitalnie przedstawioną warstwę obyczajową. Proszę zauważyć, że dzisiaj ci autorzy, włączając w nich również ojca kryminału czyli Arturha Conan Doyle’a, są postrzegani jako przede wszystkim pisarze, a dopiero w drugiej kolejności jako autorzy gatunku.


- Bo ich utwory to najzwyczajniej kawał świetnej literatury.
- W wykonaniu wyżej wzmiankowanej trójki kryminał jest wręcz dokumentem epoki. Analizując po jednej z powieści każdego z tych autorów, prześledzimy wszystko: obowiązujące typy urody, modę, sposób witania się, prowadzenia rozmowy, przekleństwa, humor, a na końcu rodzaj zbrodni właściwy dla czasów przedstawionych w książkach.


- Na rozgrzewkę porozmawialiśmy o literaturze, przejdźmy więc do realizacji kryminałów w teatrze.  W październiku 2012 roku w St. Martin’s Theatre na londyńskim West Endzie obchodzono piękny jubileusz sześćdziesięciolecia nieprzerwanego grania „Pułapki na myszy” Agathy Christie.  Ta ponad 25 tysięcy razy zagrana sztuka kryminalna jest w ogóle najdłużej i najwięcej graną sztuką na świecie.  To przypadek, że właśnie kryminał tak bardzo pokochała publiczność?
-  Wie pani, na świecie – bez fałszywego wstydu – sięga się po ten gatunek do realizacji na deskach teatrów. Dyrektorzy w Nowym Jorku i Londynie doskonale wiedzą, co chce oglądać publiczność, zamawiają więc – bądź adaptują literaturę – sztuki kryminalne. W Polsce to nie jest praktykowane, wystawienie kryminału na deskach teatru jest aktem obrzydliwym, nie do zaakceptowania, niskim, kalającym świątynię sztuki jaką jest teatr itp., itd. Tym, że publiczność – czyli utrzymujący ze swoich podatków świątynię sztuki podatnicy – chętnie by taki kryminał obejrzała, przejmować się przecież nie należy... I tu – tradycyjnie – chlubnym wyjątkiem jest Bagatela. Wprowadzenie do repertuaru komedii kryminalnej, jaką jest „Carmen. Bella Donna” Stefana Vögla, można nazwać gestem śmiałym oraz od razu skazanym na krytykę przez znawców z powodu promowania mało ambitnego utworu. Bo jak wiemy – kryminał gatunkiem „niższym” jest... A że taką „Pułapkę na myszy” grają w Londynie już pół wieku – polski twórca nie będzie schlebiał gustom publiczności! I już...


- Ale Stefan Vögel  pisząc „Bella Donnę” w udany sposób sięgnął do źródeł tzw. „klasycznej” teatralnej komedii kryminalnej,  czyli „Arszeniku i starych koronek” Josepha Kesserlinga. To źle?
- Generalnie: bardzo dobrze. I sądzę, że publiczność stęskniona za tym rodzajem przedstawienia będzie zachwycona. Kreowanie  wesołej – w naszym wypadku dodatkowo: bardzo atrakcyjnej  – morderczyni  jest zabiegiem teatralnie skutecznym, więc skoro raz udanie wypaliło, to czemu nie wykorzystać z dobrych wzorców? To głównie Polacy lubią wyważać otwarte drzwi, a nie jest to zabieg konieczny w przypadku komedii kryminalnej.  Trzeba jasno powiedzieć, że skorzystanie z wypróbowanych recept to nie plagiat, tylko podkreślanie ciągłości kulturowej. Nawet jeśli ten zabieg dotyczy pisania teatralnych komedii kryminalnych.
U nas raczej tego się nie praktykuje.  Decydenci  teatralni lubią, żeby po pierwsze: wszystko było na nowo,  po drugie: inaczej, po trzecie: zupełnie inaczej. W związku z tym w Anglii grają „Pułapkę na myszy”  od 61 lat, a w Stanach od 1986 roku leci show prowadzony przez Oprah Winfrey, zaś u nas dobry program ściąga się z anteny i zastępuje innym. Zupełnie innym. Tajemnica wiary polega na tym, że nie chodzi o to, że Ten Sam Facet (Kobieta) pyta o coś swoich gości, tylko: O Co Pyta i czy jest kreatywny?
Ręce opadają, kiedy sobie człowiek uzmysłowi, ile jest pogardy w podejściu do realizacji farsy czy  komedii w teatrze. Hadko mówić, brateńku. To żaden dyshonor robić lekkie rzeczy. Zwłaszcza, że widzowie naprawdę ich oczekują, o czym w Bagateli akurat się pamięta. Ale to wyjątek.
Pragnąłbym dodać, że Instytut Teatralny przeprowadził ankietę,  której wynik potwierdził to,  co można było przypuszczać. Otóż około 43 procent widzów, kierując się wyborem sztuki, nie sugeruje się wyborem krytyki, lecz poleceniem przez znajomych i  rodzinę.  Wniosek z tego płynie taki, że pozostała w nas duża doza rozsądku i dzięki temu można ufnie patrzeć w przyszłość dotyczącą lekkiego repertuaru w teatrze.


- Lubi go pan realizować, prawdaż?
- Prawdaż.  Praca przy „Carmen. Bella Donnie”, tak jak i poprzednio przy „Wieczorze kawalerskim”, „Boeingu, boeingu”, „Oknie na parlament”, to poza pracą wielka zabawa. Pozostawiam jak zawsze aktorom sporo miejsca na indywidualne pomysły, którymi lubią mnie zaskakiwać.  Przez to współpraca nie jest nudna, a zaskakująca.  Tak jak zakończenie naszej sztuki. Ale o tym cicho sza.

 

/rozmawiała Magdalena Furdyna/

Łamię stereotypy” - rozmowa ze Stefanem Vöglem

 

 

- Studiował pan w Zurichu ekonomię i informatykę. Skąd pomysł, by wykształcony ekonomista i informatyk zabrał się do pisania sztuk dramatycznych?

- Teatr od zawsze był moim hobby, a pod koniec studiów moje zajęcia na uczelni były już mało absorbujące, więc zabrałem się za to co lubię i zacząłem pisać.

 

- Wtedy pan zdecydował, że lekka forma komediowa to jest to, czym chce się pan zajmować?

- Jestem pogodnym człowiekiem życzliwie patrzącym na świat. Lubię, kiedy wokół mnie ludzie się uśmiechają. Stąd wolę pisać rzeczy lekkie, bo choć może one wydają się niekiedy trywialne, to śmiech jest nam najbardziej potrzebny. A poza tym dzięki tego rodzaju pisarstwu można dobrze żyć (śmiech).

A mówiąc serio: swoje pierwsze kroki stawiałem w kabarecie, a w obszarze kultury niemieckojęzycznej kabaret to także rodzaj komedii , stąd łatwiej i niejako naturalnie było mi potem pisać komedie na scenę.

 

- Zaczął pan od pisania w dialekcie, później zajął się pan literacką niemczyzną.

- Tak to było. Pisałem w dialekcie, by wypełnić pewnego rodzaju lukę, która istnieje w tej kwestii w literaturze austriackiej. Bo nawet jeśli ktoś pisał w dialekcie, to byli to autorzy niemieccy. Ale tak naprawdę pisaniem komedii teatralnej zająłem się dlatego, żeby pokazać, że język niemiecki i komedia są możliwe do połączenia. Stereotypowe postrzeganie humoru niemieckiego, oględnie mówiąc, jest bardzo mało pochlebne dla nas. Chciałem pokazać, że posiadamy coś takiego jak poczucie humoru i niekoniecznie to, które przypisywane jest Octoberfest.

 

- Może Panu było łatwiej, bo jest pan Austriakiem?

- Należę do kultury niemieckojęzycznej i tak jestem postrzegany na świecie. Stąd jakby z definicji trudniej jest mi się na świecie przebić ze swoim pisaniem sztuk komediowych.

 

- Skutecznie zatem to odium zdejmuje z pana „Carmen. Bella Donna”. Sztuka został doskonale przyjęta, jest garna w wielu teatrach, a w Polsce w naszym Teatrze ma swoją prapremierę. Została przecież wybrana spośród wielu innych propozycji.

- Może dlatego, że to komedia kryminalna. Mam wrażenie, że widzowie lubią ten gatunek na scenie.

 

- Nie odżegnuje się pan od przywoływania pokrewieństwa „Carmen. Bella Donny” do „Arszeniku i starych koronek”?

- Ależ skąd. Jeśli kiedyś ktoś wymyślił tak genialny pomysł, żeby mordercą była starsza, kulturalna, budząca powszechny szacunek i sympatię pani, to dlaczego z tego nie skorzystać? Zmienić realia, zmienić trochę postaci, poprowadzić w innym kierunku akcję i przepis na komedię kryminalną gotowy. Szalenie mi odpowiada czarny humor; choć kocham typową, klasyczną farsę, to właśnie komedia oparta na czarnym humorze daje trochę więcej możliwości budowania postaci. Są mniej stereotypowe. W „Bella Donnie” wykorzystałem typowe rozwiązania farsowe, jakimi są częste wejścia i wyjścia bohaterów, ale starałem się również obdarzyć zdecydowanym charakterem swoich bohaterów. Parę razy nawet mnie zapytano, jak to zrobiłem, że role kobiece są tak dobrze napisane.

 

- No więc jak pan to zrobił?

- Lubię kobiety, obserwuję je i staram się słuchać. Tyle.

 

- Po lekturze pana sztuki, po podglądnięciu prób, można powiedzieć, że „Carmen. Bella Donna” będzie spektaklem chętnie oglądanym przez widzów, a co za tym idzie, długo granym w naszym Teatrze. A jak to jest w Niemczech czy Austrii?

- U nas jest zupełnie inaczej, ponieważ w Niemczech, Austrii czy Lichtensteinie jest bardzo silny podział na teatry komediowe (bulwarowe) i teatry dramatyczne. Jeśli więc sztuka wystawiana w teatrze bulwarowym jest dobrze przyjęta, to gra się ją nieprzerwanie około dwóch - trzech miesięcy. Potem schodzi z afisza. Jeśli odnosi ogromny sukces, wraca się do niej po jakimś roku, wówczas znowu gra się ją dwa miesiące. I właściwie tyle.

Inną sprawę stanowi jej inscenizowanie w różnych teatrach. Najczęściej korzysta się z najlepszej, często pierwszej inscenizacji i w takim duchu wystawia się w poszczególnych landach. Ale podkreślam, że oczywiście mówimy tutaj o sztukach podobnych do „Bella Donny”, nie o Czechowie.

 

- To może nie jest najbardziej eleganckie pytanie, ale jednak je zadam: można utrzymać się z pisania komedii teatralnych?

- Wstrzeliłem się w pewną niezagospodarowaną w niemieckojęzycznych krajach niszę. U nas komedie czy farsy, które są realizowane w teatrach, pochodzą głównie z obszaru kultury anglosaskiej. Przez to, że widzowie ciepło i chętnie przyjęli moje lekkie sztuki, powoli wypełniam tę niszę. W związku z tym, na razie można z tego żyć. A utrzymywanie się z tego, co człowiekowi sprawia przyjemność, jest wielkim komfortem i frajdą.

 

/rozmawiała Magdalena Furdyna, tłumaczyła Renata Derejczyk/

Ta strona wykorzystuje pliki typu "cookies". Identyfikują one Twoją przeglądarkę i usprawniają działanie strony. W ustawieniach przeglądarki można wybrać opcję odrzucania plików "cookies". Odrzucenie może spowodować, że nie wszystkie treści będą prawidłowo wyświetlane. Zamknij