Ławeczka

Aleksandr Gelman

Czas: 60 min Scena na Sarego 7

Kupuj bilet on-line
Najbliższy spektakl: 26.04.2017 19:15
Tłumaczenie Jerzy Koenig
Reżyseria / scenografia Ingmar Villqist
Opracowanie muzyczne Rafał Kowalczyk
Reżyseria świateł Marek Oleniacz
Asystent scenografa Agata Stańczyk
Asystent reżysera / inspicjent / sufler Joanna Jaworska

Ławeczka (Скамейка/Skamiejka)

 

On – Jura, Kola, Alosza lub Fiedia (zależy od sytuacji), monter konstrukcji stalowych w wiecznej delegacji lub zaopatrzeniowiec wirtuoz (przynajmniej tak się przedstawia), względnie kierowca autobusu podmiejskiego; rozwodnik i erotoman ze skłonnością do alkoholu, który wkłada całą duszę w każdy romans – nawet dwugodzinny.

Ona – Wiera, kontrolerka jakości w fabryce trykotaży, rozwodnica z synem i pamięcią fotograficzną, nieuleczalna romantyczka oraz – jak sama twierdzi – nienormalna idiotka, oddająca obcym klucze do mieszkania.

Pewnego popołudnia spotykają się w parku… a w interpretacji Ingmara Villqista: w muzeum.

Zalecamy poznanie obydwu par: każda z nich opowiada własną historię.

Od polskiej prapremiery w Teatrze Powszechnym w 1986 szuka wystawiana była na naszych scenach 24 razy, a premierowa inscenizacja Macieja Wojtyszki z Joanną Żółkowską i Januszem Gajosem została zarejestrowana dla Teatru Telewizji. W 2004 Maciej Żak zaadaptował „Ławeczkę” na duży ekran, zmieniając realia i charakterystykę postaci.

 

Premiera: 18 października 2013, Scena na Sarego 7

Gala premierowa: 20 października 2013, MNK Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach

 

Sesja zdjęciowa na potrzeby plakatu i programu teatralnego miała miejsce, dzięki życzliwości Dyrekcji Muzeum Narodowego w Krakowie, w Sali Siemiradzkiego w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach. Autorem zdjęć jest Piotr Kubic.

 

Aleksandr Izaakowicz Gelman, rosyjski pisarz, dziennikarz, dramaturg i scenarzysta filmowy, a także zaangażowany działacz społeczny i polityk, urodził się w 1933 w Dondiuszanach (obecnie Mołdawia). Rodzice, Izaak Dawidowicz i Mania Szajewna, nadali pierworodnemu imię Szunia. Rodzinne strony autora przechodziły z rąk do rąk: początkowo Bessarabia należała do Rumunii, potem do ZSRR, a w 1941 znalazła się pod okupacją hitlerowską. Gelmanowie zostali deportowani do getta na terenie formalnie rumuńskiej Transinistrii, gdzie zmarła matka pisarza; on sam wraz z ojcem przeżyli jako jedyni z całej rodziny marsz śmierci – zginęli wtedy m.in. jego babka i młodszy brat.

W okresie powojennym równocześnie uczył się i pracował w rozmaitych miastach i rozmaitych zakładach, m.in. w fabryce trykotaży, jak bohaterka Ławeczki; ukończył także lwowską akademię marynarki wojennej i odbył służbę w Sewastopolu i na Kamczatce, studiował też wieczorowo na uniwersytecie w Kiszyniowie. W 1966 zamieszkał w Leningradzie, gdzie pisał do lokalnych gazet. W latach 1970-1976 był członkiem związku zawodowego dramaturgów. W 1978 roku przeprowadził się do Moskwy i rozpoczął współpracę  ze słynną sceną MChAT.

Z uwagi na tematykę wczesnych sztuk przypisywano autora do niedawna jeszcze do nurtu „neoprodukcyjnego”, debiutował wszak w 1974 Protokołem pewnego zebrania partyjnego. Za scenerię dramatów obierał sobie place wielkich budów socjalizmu,  duże zakłady przemysłowe, dyrektorskie gabinety i terenowe komitety partyjne. Twierdził, że interesują go przede wszystkim konflikty na styku „ekonomiki (nie ekonomii) i moralności, ekonomiki i sumienia”. W 1983 zmienił optykę w kameralnej sztuce Ławeczka, nawiązując zarazem do najlepszych tradycji rosyjskiego teatru, z Czechowem i Gogolem na czele.

„Głównym źródłem inspiracji i prawdziwej fascynacji jest i będzie dla mnie człowiek, jego zagubienie, marzenia, strach, potrzeba szczęścia, samotność, którą tak desperacko każdy z nas chce zrozumieć, potrzeba bliskości drugiego, równie samotnego człowieka” – mówi Ingmar Villqist (Jarosław Świerszcz), absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, historyk sztuki, dramatopisarz, scenarzysta, reżyser teatralny i filmowy, nauczyciel akademicki, z urodzenia chorzowianin.

W latach 1989-94 pełnił funkcję dyrektora artystycznego Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach. Później był wicedyrektorem Narodowej Galerii Sztuki Zachęta (Warszawa), będąc wówczas jednocześnie wykładowcą na krakowskiej, a potem warszawskiej ASP. Obecnie prowadzi zajęcia na Wydziale Radia i Telewizji (Wydział Reżyserii i Operatorski) Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

W latach 2001-6 jako reżyser był na stałe związany etatem z Teatrem Wybrzeże w Gdańsku. Od 2008 do 2010 pełnił funkcję dyrektora naczelnego i artystycznego Teatru Miejskiego w Gdyni. Obecnie pracuje na Śląsku.

Czterokrotnie nominowany do Paszportu „Polityki”, otrzymał Nagrodę Prezydenta Chorzowa w dziedzinie kultury, a w 2005 uhonorowano Villqista statuetką Orła Śląskiego za „niepodważalną wartość oraz wkład do kultury narodowej”. W 2010 na X Międzynarodowym Festiwalu Filmowym ERA NOWE HORYZONTY oraz w 2011 na 7th Annual New York Polish Film Festival otrzymał (wspólnie z Adamem Sikorą) nagrody za debiut reżyserski „Ewa”. W 2011 zdobył nagrodę Don Kichota za debiut reżyserski w Teatrze Polskiego Radia za słuchowisko „Oddychaj ze mną”.

W 2012 roku w rankingu krytyków w miesięczniku „Teatr” – „Najlepszy, najlepsza, najlepsi w sezonie 2011/2012” w kategorii „Najlepsza adaptacja teatralna (opracowanie tekstu)” znalazła się adaptacja sceniczna scenariusza filmowego Villqista „Miłość w Koenigshutte” wystawionego w marcu 2012 przez autora w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Spektakl, opowiadający o białych plamach w powojennej historii Śląska, wywołał spore kontrowersje nie tylko w środowisku teatralnym.

Villqist jest autorem 20 dramatów i powieści „Archipelag Wysp Pingwinich” (Wydawnictwo SIC!). Jego sztuki były w Polsce wystawiane między innymi w teatrach: Rozmaitości, Studio, Powszechnym, Starej Prochowni (Warszawa); Narodowym Starym Teatrze i Teatrze im. J. Słowackiego; Polskim w Poznaniu, Nowym w Łodzi, Wybrzeże w Gdańsku, Polskim w Bielsku Białej oraz Kriket w Chorzowie.

Dramaty Ingmara Villqista, tłumaczone na: niemiecki, angielski, francuski, włoski, szwedzki, słowacki, bułgarski, węgierski, chorwacki, ukraiński, litewski, rosyjski, hiszpański, estoński, portugalski i kataloński, były wystawiane w kilkudziesięciu miastach niemalże całej Europy oraz w Stanach Zjednoczonych. Po utwory polskiego dramaturga sięgały m.in. sceny w: Londynie (Brit-Pol Theatre i Theatre With Accent), w Marburgu (Theater Gegen Stand), w Belgradzie (Bltef Teater), w Koszycach (Štátne divadlo), w Düsseldorfie (Schauspielhaus), w Essen (Kathakomben Theather), w Luksemburgu (Grand Theatre), w Sarajewie (Kamerni Teater), w Pradze (Divadlo v Celedne), w Wiesbaden (Staarstheatre), w Wilnie (Teatr Narodowy), Smoleńsku (Teatr Dramatyczny) i w St Louis (Upstream Theater).

Na Scenie na Sarego 7 wyreżyserował w 2011 własną sztukę „Noc Helvera” z Anną Rokitą i Michałem Kościukiem; w tej samej obsadzie przygotował dwa lata później jej adaptację dla Programu 1 Polskiego Radia, która przyniosła naszym aktorom nagrodę Arachne za debiut radiowy.

Paweł Głowacki „Bardzo stary ślimak i bardzo stara mucha”, Polskie Radio Dwójka online, 29 października 2013:

„W Teatrze Bagatela, na Scenie na Sarego 7, Ingmar Villqist, reżyserując „Ławeczkę” Aleksandra Gelmana, każe Jej (Karolina Chapko) i Jemu (Marcel Wiercichowski) odegrać ich intymny teatrzyk, który ma zakończyć się choćby najmniejszą garstką czułości, ciepła i bliskości, każe go odegrać w galerii obrazów - pod wiszącymi na ścianach kawałkami zamarłej gry w udawanie prawdy. Villqist jak by powtarza ideę ślimaka i muchy. Nie wiem, czy świadomie, czy przypadkowo, ale to nie ważne. Istotne, że biedne, nieudolne, prowincjonalne, godzinę trwające romansowanie Jej i Jego na bordowej jajowatej sofie nie ma nachalnej pretensji do bycia „kawałkiem najprawdziwiej prawdziwego życia”. Nie ma takich pretensji - i nie jest. A nawet jak by Ona i On bardzo chcieli – piękna, prostokątna i kwadratowa sztuczność na ścianach skompromitowałaby ich usiłowania. Co zatem czynią? Grają. To wszystko.


Oni – aktorzy, bądź ludzie zwyczajni, w sumie obojętne. Szara Ona, szary On, albo Chapko i Wiercichowski – grają z sobą o ciepło, o dotyk, o uśmiech. Nie ma sensu detalicznie streszczać ich seansu. Niech wystarczy, że grają, i że każde z nich jest dla siebie zarazem aktorem i reżyserem, Wiercichowski – reżyserem wspaniałym, bombastycznym, Chapko – reżyserką skuloną, liryczną. Zwodzą się więc maskami wszelkiego gatunku, maskami zdań, maskami intonacji, zestawem min – od bezradności, po grymasy wściekłości – gestami przeróżnymi lub bezruchem, paletą spojrzeń wreszcie. Krzyczą, szepczą, miotają się i zgrabnie się zgrywają, że już nie mają sił dalej tego ciągnąć, że rezygnują. Zwodzą się, okłamują, udają kogoś innego – ot, kolejna wersja starych przebieranek szekspirowskich. Słowem - są przez godzinę teatrem, przedstawieniem dla samych siebie i przy okazji dla nas. A wszystko po to, by się jakoś przez cały ten gruz sztuczności, przez te słowa nieprawdziwe, sceniczne gesty i malownicze ruchy – przekopać. By się dokopać do czegoś czystego, w co wierzą, że jest tam, na dnie ich wielkiego udawania, ich gry w iluzję prawdy na tle obrazów, grających z nami w to samo. I co? Melpomena się lituje. Z każdym kwadransem są coraz bliżej tego czegoś czystego. Może dalej czeka ich wielka miłość? Bycie razem do końca? Może, lecz lepiej nie bądźmy sentymentalnie naiwni. Nam niech wystarczy - ulga.


Owszem, ulgę przynosi oglądającemu „Ławeczka” Villqista, ten sceniczny drobiazg, bo teatr, który nie udaje, że nie jest teatrem, z ręka na sercu nie zaklina się napastliwie, iż jest litym ochłapem realnego życia, podanym w skali jeden do jednego – teatr taki zawsze przynosi ulgę wielką. Nie szarpie człowieka za nogawkę, nie dłubie w uchu jego, nie majstruje przy oczach, nie przykleja się do skóry. „Ławeczka” Villqista nie jest – Bogu niech będą dzięki – prawdą życia. Ona jest bardzo porządnie zrobioną lekką sztucznością. I dopiero tu, dopiero teraz, każdy może sobie zacząć w samotności myśleć o prawdzie życia, na przykład swojego.”

 

Aleksandra Rzonca „Szpetni czterdziestoletni trzydzieści lat później”, teatralny.pl, 1 listopada 2013:

„Najważniejsze, że przychodzi taki moment, kiedy pomiędzy aktorami rzeczywiście zaczyna iskrzyć. W wykonaniu Magdaleny Walach i Sławomira Maciejewskiego – bo spektakl odegrany przez taki aktorski duet miałam okazję obejrzeć – Ławeczka wypada przekonująco, coś rzeczywiście się pomiędzy bohaterami tej sztuki rozgrywa, powstają podskórne napięcia. Wiera Magdaleny Walach jest pełna uroku, aktorce nie brakuje przy tym zacięcia komediowego, potrafi też wzruszyć. Jura (Kola, Alosza, Fiedia) Maciejewskiego – początkowo pewny siebie podrywacz, z czasem zaczyna okazywać się coraz bardziej żałosny i najlepiej byłoby odwrócić wzrok, żeby nie widzieć jego sromotnej porażki. Aktorzy w bardzo udany sposób oddają tę kruchą i niepewną relację, kiedy „czasem kogoś ktoś spotyka”. Nić porozumienia, która na chwilę łączy bohaterów, naraz zrywa się, by ponownie zostać przez nich odnaleziona. Czy na długo? Nic na to niestety nie wskazuje. „Bo to taka jest, widzicie, smutna sprawa”.”

 

Monika Sobieraj „Dwoje na ławeczce”, Dziennik Teatralny Kraków, 7 maja 2015:

Miejsce rozgrywanej sztuki też ma istotne znaczenie, gdyż stwarza kameralny i dość intymny klimat, nie ma dystansu między historią rozgrywaną na scenie, a widzami. Chyba o to chodzi, o współuczestnictwo w opowieści. Takie historie się zdarzają obok nas albo nawet są naszym udziałem. Każdy człowiek podświadomie ucieka od samotności, rutyny czy niespełnienia. Czasem, żeby osiągnąć zaspokojenie fundamentalnej potrzeby bliskości, zamyka oczy na rażące przeszkody, przeskakuje je, oszukując się, że ich po prostu nie ma. Za kilka chwil szczęścia są w stanie „zapłacić” kilkoma kolejnymi, znacznie dłuższymi chwilami tęsknoty czy niespełnienia. Na jedną idealną chwilę potrafią w nadziei czekać długi czas. A czasem rozdają wokół klucze do swojego serca i życia w nadziei, że którejś nocy przyjdzie ten właściwy mieszkaniec. Niby „Ławeczka” opowiada dość prostą historię dwojga ludzi, ale każdy z jej obserwatorów, zważając na indywidualne doświadczenia, odnajdzie głębszy i tylko sobie znany sens.”