O krasnoludkach, gąskach i sierotce Marysi

Martyna Lechman

Czas: 110 min 1 Duża Scena Karmelicka 6

Kupuj bilet on-line
Najbliższy spektakl: 30.05.2017 11:00
Reżyseria / scenografia / kostiumy / ruch sceniczny Iwona Jera
Muzyka Artur Sędzielarz
Projekcje Krzysztof Kaczmar (stypendysta programu Nowy Kraków)
Konsultacja ruchu scenicznego Jarosław Staniek
Reżyseria świateł Marek Oleniacz
Asystenci reżysera Kamila Klimczak i Maksym Teteruk
Asystent scenografa Agata Stańczyk
Inspicjent/ sufler Joanna Jaworska

O krasnoludkach, gąskach i sierotce Marysi

(inspirowane powieścią Marii Konopnickiej)

 

Zapraszamy widzów w wieku od lat 6 do 106 na muzyczną adaptację baśni o losach dzielnej sierotki Marysi. Historia walki o odzyskanie stada gąsek uprowadzonych przez chytrego lisa to także opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie. Intrygę gmatwają, a następnie pomagają w jej rozplątaniu bardzo charakterne i przezabawne krasnoludki, bo:

Czy to bajka, czy nie bajka,

Myślcie sobie, jak tam chcecie.

A ja przecież wam powiadam:

Krasnoludki są na świecie!

 

Premiera: 11 marca 2016, Duża Scena

Gala premierowa: 15 kwietnia 2016, Duża Scena

 

Partner spektaklu:

 

Martyna Lechman jest absolwentką dramaturgii na Wydziale Reżyserii Dramatu PWST w Krakowie. Efekty jej prac egzaminacyjnych prezentowane były w ramach Krakowskiej Nocy Teatrów (2011), na festiwalu Karuzela Cooltury w Świnoujściu (2011) i podczas Forum Młodej Reżyserii w Krakowie (2012), a w repertuarze Małopolskiego Ogrodu Sztuki znajdowała się etiuda Projekt Makbet, której jest współreżyserem i współdramaturgiem.

Pracowała w Teatrze Polskim we Wrocławiu, w Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu oraz w Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie, zajmując się dramaturgią czytań. Była asystentką Iwony Kempy (Mroczna gra, Scena PWST oraz Teatr im. W. Horzycy w Toruniu), Moniki Strzępki (Firma, Teatr Nowy im. T. Łomnickiego w Poznaniu) i Michała Zadary (Chopin bez fortepianu).

Jako dramaturg pracowała m.in. przy spektaklu Sen nocy letniej (reż. Krzysztof Popiołek, Teatr Zagłębia w Sosnowcu), Śpią wystawy, na podstawie własnego dramatu (reż. Krzysztof Popiołek, Małopolski Ogród Sztuki), a także Czad (reż. Ula Kijak, Teatr Powszechny w Łodzi) i Skórka pomarańczowa (reż. Małgorzata Warsicka, Teatr im. S. Jaracza w Olsztynie). Z Iwoną Jerą spotkała się już przy Szaleństwach nocy (Scena na Sarego 7/ Teatr Bagatela) oraz Umarłej kaście (Teatr Nowy w Krakowie).

 

---

Zapraszamy także do lektury artykułu o barwnym, a miejscami nawet skandalizującym, życiu Marii Konopnickiej.

Iwona Jera, urodzona w Polsce dramaturg, aktorka i reżyserka, a także autorka scenografii i kostiumów, od 1984 mieszka w Niemczech. W teatrze pracuje od 1992, jej pierwszą autorską realizacją był Ryszard III w Erlangen; tamże w 2008 wystawiła Iwonę, księżniczkę Burgunda, a rok później Dzieciobójczynię wg Heinricha Leopolda Wagnera w opracowaniu Thomasa Melle. W Wuppertalu wyreżyserowała Mięso jest moją jarzyną wg Heinza Strunka i operę barokową z tancerzami hip-hop Smok z Dönberg Johna Fredericka Lampego oraz docenione Tango Mrożka.

W Norymberdze współreżyserowała spektakl lalkowy na podstawie dramatu Polowanie na łosia Michała Walczaka. W 2014 przygotowała dwa monodramy Joanny Staneckiej; My farm (premiera na United Solo Theatre Festiwal w Nowym Jorku) oraz Cudzoziemkę wg Marii Kuncewiczowej (premiera w Instytucie Polskim w Düsseldorfie). Reżyseruje również w Luksemburgu. Od lat w Kolonii śpiewa z własną grupą muzyczną. Mieszka w Berlinie.

W Polsce zrealizowała W stanie wyjątkowym Falka Richtera w krakowskim Teatrze Nowym (2009), wyprodukowany przez Stary Teatr Kraków ­Berlin XPRS (2011) oraz My w finale (2012) Marca Beckera i Szaleństwa nocy Davida Greiga i Gordona McIntyre'a na Scenie na Sarego 7 Teatru Bagatela, a także Umarłą kastę Adriana Marenki w Teatrze Nowym (2016).

Olga Katafiasz, „Żałoba w ponowoczesnym lesie”, teatralny.pl, 8 kwietnia 2016:

„Nie wiem, czy można dziś jeszcze z powodzeniem zrealizować adaptację utworu Marii Konopnickiej. Podobne wątpliwości miały chyba Martyna Lechman i Iwona Jera, swój spektakl inspirując powieścią o sierotce Marysi, ale przepisując ją tak, by historię mogły zrozumieć i zaakceptować współczesne dzieci. Powstało świetne przedstawienie: inteligentne, mądre, zabawne i bardzo ciekawe plastycznie. Dawno nie widziałam w krakowskich teatrach bajki napisanej i wyreżyserowanej z podobnym wdziękiem, lekkością, a jednocześnie podejmującej istotny temat – żałoby.

Marysia (Kamila Pieńkoś) po stracie rodziców pogrąża się w depresji. Problem oswajania dzieci z umieraniem, ze śmiercią najbliższych i – niekiedy – ich własną często pojawia się w bajkach,  niemal wszyscy bohaterowie w próbie, jaką przechodzą, muszą pokonać śmierć. Dziś jednak ów temat wydaje się niekiedy wprowadzany „zadaniowo” – to znaczy powinien się pojawić, jeśli chcemy pozostać w zgodzie z najnowszymi zaleceniami pedagogiki, ale niekoniecznie przystaje do opowieści, jej tonu i kształtu. W przedstawieniu Jery Marysia nie może oswoić się z sieroctwem, pogrąża się w inercji, a widzowie wierzą w jej stan nie tylko dzięki naturalności aktorki – jest on świetnie wprowadzony właśnie na poziomie tekstu. Martyna Lechman pokazuje sytuację bohaterki, jaką ta musi przezwyciężyć, by zacząć samodzielnie żyć – pomimo nieszczęścia, które ją dotknęło. Marysia zapada w sen, a ten okazuje się inicjacyjną podróżą: pozwala zrozumieć siebie i, jak śpiewa dziewczynka, „znaleźć swoje miejsce w świecie”.


Marysia, zasypiając w pustym domu, w którym wspomina zmarłych rodziców, śni o wyprawie do lasu. Tam, jak możemy się spodziewać, spotyka bajkowych bohaterów – krasnoludki i gąski. Krasnoludki nie są już jednak podobne do tych w powieści Konopnickiej: nie zapomniały co prawda o swoich powinnościach i leśnych obowiązkach, ale każdy z nich ma swoje dziwactwa. Poza tym muszą na nowo określić swój status bajkowych postaci, bo przecież, jak same mówią, „kiedyś wszystko było prostsze. Krasnoludki nosiły brody, czerwone czapeczki, pomagały roślinom, zwierzętom, sierotom. Odkąd w lesie nie ma już prawie roślin, zwierząt i sierot, ciężko znaleźć sobie jakieś zajęcie. Szczególnie jeśli mało kto w nas wierzy”. Koszałek-Opałek (Maciej Sajur) najchętniej uciekłby od towarzyszy, zaszył gdzieś na uboczu i oddał rozmyślaniom. Hansek (Tomasz Lipiński), krasnoludek z Niemiec, jest – podobnie jak Marysia – sierotą: ukradziono go z czyjegoś ogrodu i porzucono w lesie, w którym do dziś nie może się zadomowić. Problemek (Jakub Bohosiewicz) to nie tylko malkontent, ale i mizantrop, i na nic zdają się starania Optymistka (Marek Bogucki), by wciągnąć go do zabawy. Głodek (Przemysław Redkowski) zmaga się z zaburzeniami łaknienia, co bywa utrapieniem dla jego towarzyszy. O krasnoludkach, gąskach i sierotce Marysi to przedstawienie nie tylko o dojrzewaniu zagubionej dziewczynki, jej przepracowywaniu żałoby, ale też o funkcjonowaniu w społeczności. Relacje między bohaterami nie są bezkonfliktowe: Lechman i Jera pokazują, jak wiele wysiłku wymaga budowanie związku z drugim, jak mozolna i nieustanna to praca. A jednocześnie trwanie w gromadzie wciąż wydaje się niezbędne, nie tylko, by przetrwać, ale by móc w pełni się realizować. Samotność to smutny stan. Wie o tym doskonale Królowa (Katarzyna Litwin) – pewnie dlatego w finale Marysie nie chce przejąć jej obowiązków i wraca do życia wśród ludzi.


Przedstawienie w Bagateli urzeka również swoim kształtem wizualnym. Dzięki projekcjom zmienia się nie tylko miejsce akcji, ale również nastrój scen. Bezpretensjonalna współczesność kostiumów harmonizuje z surrealistyczną scenografią – jesteśmy przecież w Marysinym śnie. Energia aktorów, z którymi już po raz kolejny z takim powodzeniem pracuje w Teatrze Bagatela Iwona Jera, nadaje przedstawieniu witalność. Reżyserka również bardzo ciekawie buduje ścieżkę dźwiękową spektaklu, nie tylko wprowadzając piosenki (co stało się już znakiem rozpoznawczym jej projektów) – wykonywana na żywo muzyka nadaje scenom klimat i ton.


Spektakl oglądałam z przedszkolakami i uczniami pierwszych klas szkoły podstawowej. Dawno nie widziałam tak zaangażowanej publiczności: dzieci nie tylko świetnie się bawiły, ale również kibicowały Marysi. Z komentarzy, jakie podsłuchałam, wywnioskowałam, że świetnie rozumieją sytuację bohaterki, współczują jej, cieszą się z odzyskanej radości życia. Doskonale odczytywały też sceniczne znaki, ich zmienność i funkcjonalność.

O krasnoludkach, gąskach i sierotce Marysi obejrzałam z niekłamaną przyjemnością. Szkoda, że w Krakowie tak rzadko można zobaczyć podobne przedstawienie.”