Szaleństwa nocy

David Greig i Gordon McIntyre

Czas: 90 min Scena na Sarego 7

Obsada:

Saxowny Kasztan
Brewka / Jacek Trzęsąca Nóżka
Duży Mały Zbych
Szafa Grająca z Wbudowanym Zegarem
Freaksband pianino, gitara elektryczna, gitara basowa, wiolonczela, klarnet, EWI 4000S, saksofon, cajon, żaba, kącik prasowy, guiro, shaker, beczka po kawie, tamburyno, słoik z łyżką, talerz z drobnymi
Żarty Marcel Wiercichowski i Zespół
Tłumaczenie Elżbieta Woźniak
Teksty piosenek Elżbieta Woźniak i Tomasz Dutkiewicz
Dramaturgia Martyna Lechman
Reżyseria / scenografia / kostiumy Iwona Jera
Kierownik muzyczny Artur Sędzielarz
Choreografia Iwona Jera i Zespół
Projekcje Tomasz Wentland
Reżyseria świateł Marek Oleniacz
Asystent reżysera / inspicjent / sufler Monika Handzlik

Szaleństwa nocy (Midsummer)

 

Prapremiera polska! Komedia romantyczna z wątkiem sensacyjnym. W rolach głównych Kamila Klimczak i Przemysław Redkowski.

Tuż po zachodzie słońca grupa ekscentrycznych artystów, którzy nie potrafią funkcjonować w świecie w świetle dnia, spotyka się na Plantach. Próbują poradzić sobie ze wszystkimi problemami, odreagować, po prostu pobyć razem. Noc ma w sobie coś magicznego, co przyciąga osamotnionych bohaterów. Zaczynają wspólnie opowiadać historię Heleny i Boba, która staje się opowieścią o potrzebie uczucia, za jakim tęskni każdy z nas.

Nieodparcie zabawny, lecz wzruszający romans, a zarazem trzymający w napięciu kryminał, komentowany jest niebanalnymi piosenkami. Prawniczka Helena, specjalizująca się w rozwodach, spotyka Boba, drobnego gangstera na usługach mafii. On nienawidzi prawników. Ona ma na niego ochotę (zgoda, jest w desperacji...). Rozpoczyna się nocny spacer po Krakowie, pełen zaskakujących, a często i wielce ryzykownych spotkań. Czy miłość pomoże pokonać lęk przed samą sobą?

Sztukę szkockich autorów przeniosła w nasze realia Iwona Jera, której nieograniczoną wyobraźnię znamy z inscenizacji „My w finale 2014”.

 

Prapremiera: 13 lutego 2015, Scena na Sarego 7

Gala premierowa: 15 lutego 2015, Scena na Sarego 7

 

Twórcy spektaklu składają serdeczne podziękowania Christianowi Kleemannowi za użyczenie zdjęć do projekcji oraz Monice Winiarskiej za nieocenioną pomoc przy realizacji scenografii.

W spektaklu wykorzystano fragment „Skórki pomarańczowej” Mai Pelević w przekładzie Doroty Jovanki Ćirlić oraz fragment wiersza „Dzikie noce” Emily Dickinson w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka.

Spektakl konkursowy 8. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego BOSKA KOMEDIA - sekcja INFERNO.

David Greig jest niezwykle cenionym szkockim dramatopisarzem i reżyserem teatralnym. Pisał na zamówienie Royal Court, National Theatre i Royal Shakespeare Company; obecnie jest dramaturgiem National Theatre of Scotland. Urodził się w Edynburgu w 1969, ale dorastał w Nigerii; studiował dramatopisarstwo na Uniwersytecie Bristolskim. W 1990 był współzałożycielem Suspect Culture Theatre Group w Glasgow. Dwa lata później pierwszy raz wystawiono jego sztukę Stalingrad.

Ma w dorobku ponad 50 różnorodnych dzieł scenicznych i parateatralnych, w tym dramaty, adaptacje (m.in. Eurypidesa i Strindberga), tłumaczenia (m.in. Caliguli Camusa), libretta czy sztukę młodzieżową Dr Korczak’ Example. Napisana przy współpracy Gordona McIntyre’a Midsummer (Szaleństwa nocy), sztuka z piosenkami z 2008, wystawiona na Edinburgh Festival, jest pierwszym tekstem Greiga przełożonym na język polski, a Iwona Jera przygotowała na Scenie na Sarego 7 jego krajową prapremierę.

David Greig mieszka z żoną i dwojgiem dzieci w Five, zaś gorące uznanie Brytyjczyków dla jego twórczości nie przeszkadza mu być zaangażowanym zwolennikiem niepodległości Szkocji.

 

Gordon McIntyre, muzyk z Edynburga, jest współzałożycielem, tekściarzem, gitarzystą i wokalistą postpunkowego zespołu Ballboy, działającego od lat 90. Jesienią 2008 ułożył piosenki do Midsummer Davida Greiga. Jego zamierzeniem było, aby sztuka nie stała się ani operą, ani musicalem – co mu się w pełni udało.

Urodzona w Polsce dramaturg, aktorka i reżyserka, a także autorka scenografii i kostiumów, Iwona Jera od 1984 mieszka w Niemczech. W teatrze pracuje od 1992, jej pierwszą autorską realizacją był Ryszard III w Erlangen; tamże w 2008 wystawiła Iwonę, księżniczkę Burgunda, a rok później Dzieciobójczynię wg Heinricha Leopolda Wagnera w opracowaniu Thomasa Melle. W Wuppertalu wyreżyserowała Mięso jest moją jarzyną wg Heinza Strunka i operę barokową z tancerzami hip-hop Smok z Dönberg Johna Fredericka Lampego oraz docenione Tango Mrożka.

W Norymberdze współreżyserowała spektakl lalkowy na podstawie dramatu Polowanie na łosia Michała Walczaka. W 2014 przygotowała dwa monodramy Joanny Staneckiej; My farm (premiera na United Solo Theatre Festiwal w Nowym Jorku) oraz Cudzoziemkę wg Marii Kuncewiczowej (premiera w Instytucie Polskim w Düsseldorfie). Reżyseruje również w Luksemburgu. Od lat w Kolonii śpiewa z własną grupą muzyczną. Mieszka w Berlinie.

W Polsce zrealizowała W stanie wyjątkowym Falka Richtera w krakowskim Teatrze Nowym (2009), wyprodukowany przez Stary Teatr Kraków ­Berlin XPRS (2011) oraz My w finale 2014 (2012) Marca Beckera w Bagateli.

Aleksandra Spilkowska „Nocnymi Plantami chodzą...”, „Teatralia”, 26 lutego 2015:

„Nie przepadacie za komediami romantycznymi? O szybsze bicie serca prędzej przyprawi was cena parkingu pod Wawelem niż przedstawiciel/przedstawicielka preferowanej przez was płci? Spokojnie, bohaterowie Szaleństw nocy mają podobne poglądy na miłość (i też nie lubią parkometrów).

(...) Na jednej nocy na pewno się jednak nie skończy – o tym wiemy od samego początku. Szaleństwa nocy to sztuka, która co prawda bawi się konwencją komedii romantycznej, ale nadal pozostaje w miarę klasyczną reprezentantką gatunku. Nie przeszkadza nam to świetnie się bawić, oglądając perypetie bohaterów, przedstawione ze zdystansowanym humorem i przetykane wykonywanymi na żywo piosenkami. Warstwa muzyczna stanowi integralny element spektaklu – to właśnie za jej pomocą budowana jest narracja. Historię Boba i Heleny „opowiada” nam bowiem uliczny zespół, muzykujący na Plantach. Jego członkowie pełnią też w pewnym sensie funkcję chóru, komentującego wydarzenia i kibicującemu głównym bohaterom.

(...) Wiele elementów fabuły, łącznie z jej zakończeniem, zostaje przedstawionych właśnie w taki sposób: aluzyjnie, z wykorzystaniem pozawerbalnych środków komunikacji. Dodaje to sztuce lekkości i sprawia, że nie jest przegadana. Przykładem może być świetna scena kaca, który dopada Helenę i Boba po pierwszej wspólnej nocy. Ciągowi coraz bardziej absurdalnych porównań w stylu „gdyby mój kac był filmem, to na pewno długim i francuskim” towarzyszy obraz wirujących etykiet od napojów wysokoprocentowych i przeszywający głowę jazgot produkowany przez kapelę. Proste? Ale jakie prawdziwe. (Uwaga: ze względu na wspomnianą scenę zdecydowanie odradzam oglądanie Szaleństw nocy na prawdziwym kacu).

W przedstawieniu płynnie nakładają się na siebie różne warstwy odniesień: lokalnych, zaczerpniętych z kultury popularnej czy też innych dramatów. Wiele jest też odcieni humoru: od tego najprostszego do nieco bardziej abstrakcyjnego, jak na przykład uroczy monolog antropomorfizowanego kasztana. Krakowskie Planty, choć wszystkim doskonale znane, stają się tu nagle przestrzenią tajemniczą czy wręcz magiczną, jak las ateński u Szekspira (skojarzenia ze Snem nocy letniej nasuwają się same, choć nie jest to przepisanie dramatu). Wprowadzenie elementów fantastycznych czy też po prostu nieco dziwacznych odrealnia całą historię i pozwala się w niej zanurzyć bez zwracania uwagi na prawdopodobieństwo przedstawianych wydarzeń. W tej konwencji nieuchronne odpłynięcie bohaterów w stronę zachodzącego słońca uda się przełknąć chyba nawet romantycznym sceptykom.”

 

Gabriela Cagiel „Freaksbandu gra z piosenkami”, „Gazeta Wyborcza”, 16 lutego 2015:

„Ona - seksowna, samotna prawniczka, zdeterminowana, żeby nie spędzać piątkowej nocy samotnie. Następnego dnia ślub siostry, na którym ma być druhną. Choć jest przeciwna instytucji małżeństwa, ma się uśmiechać, przymilać, pozować do zdjęć, zabawiać gości i nie oszaleć...

On - niegdyś szkolna gwiazda, dziś drobny złodziejaszek, czytający w jednej z piwnicznych winiarni Dostojewskiego. W perspektywie ma przełomowe 35. urodziny, po których już tylko droga prowadząca do końca - kolejny przekręt, paniczny lęk... Ale teraz ona i on trafiają na siebie.

Wydawałoby się, że historia jakich wiele. Helena i Średni Bob nie mają się już więcej spotkać - chcą przecież zupełnie różnych rzeczy. David Greig i Gordon McIntyre zaplanowali dla nich jednak "Szaleństwa nocy" (skojarzenia z "Szaleństwami nocy letniej" Szekspira jak najbardziej uzasadnione). Ten szkocki duet oczarował publiczność podczas festiwalu w Edynburgu, a teraz polska premiera sztuki ma szanse ocieplić nawet te bardziej zatwardziałe krakowskie serca.

Iwona Jera wraz z zespołem realizatorów przygotowała "grę z piosenkami". Grę, bo w duchu sztuki nie miała być to ani opera, ani musical. Rozpisała więc sztukę na Freaksband, a Edynburg zamieniła na Kraków. Oprócz Heleny (Kamila Klimczak) i Średniego Boba (Przemysław Redkowski - najlepsze życzenia z okazji 35. urodzin) w tej wersji występują Saxowny Kasztan (gościnnie Kamila Pieńkos), rozczulający Brewka/ Jacek Trzęsąca Nóżka (Marek Bogucki), Puchatek (gościnnie Tomasz Lipiński), wreszcie Duży Mały Zbych (rewelacyjny Marcel Wiercichowski). Za Szafę Grającą z Wbudowanym Zegarem odpowiada Artur Sędzielarz.

W scenografię wpisuje się imponujący zestaw instrumentów, trochę krzeseł, wciśnięty w kąt wieszak z ubraniami i żółta kaczuszka. I to wystarcza. Muzyka i ruch naturalnie wypełniają Scenę na Sarego. Aktorzy ubrani w kostiumy z ludowymi motywami porywają. Powracające i powtarzające się motywy nadają rytm i strukturę rozwijającej się opowieści. Tak powraca i nieprzypadkowo zaczerpnięte z "American Beauty" wyznanie Brewki: "Czasem jest tyle piękna, że boję się, że nie wytrzymam, że moje serce po prostu pęknie". Iwonie Jerze udaje się to, co nierzadko bezskutecznie jest ambicją wielu twórców sięgających po piosenki na żywo. Muzyka nie stanowi zwykłego ozdobnika, ale rozwija akcję i postaci. Jest więc m.in. "Miłość zrani cię", czyli polska wersja "My heart will go on", jest "Plebs Blues" kasztanowej depresji, są góralskie przyśpiewki, hiphopowe wykony i wreszcie "Chodźmy stąd na Stare Miasto".

"Szaleństwa nocy" to odświeżająca opowieść o miłości, o samotności, o wspólnocie i o 25 tysiącach w reklamówce z Rossmanna. Bez zadęcia. Ten dziwny Freaksband na Sarego może porwać publiczność, tak jak zrobił to podczas piątkowej premiery. Piątkowej nocy porwał aż po owacje na stojąco.”


 

Marta Płaza, scenakulturoffa.blogspot.com, 16 lutego 2015:

Szaleństwa nocy porywają od pierwszych minut. Fantastyczna praca świateł, klimatyczna inscenizacja i muzyka w rewelacyjny sposób odzwierciedlają artystyczny klimat nocnego Krakowa. Przygody Boba i Heleny, mimo że nasycone w dużej mierze abstrakcyjnym humorem, to jednak kryją w sobie dużo życiowych i ważnych spostrzeżeń. Jest w tym jakaś nostalgiczna tęsknota za szaleństwem i życiem na pełnych obrotach, bez oglądania się za siebie. Bob i Helena pragną miłości i towarzystwa kogoś, z kim chociaż przez chwilę mogliby poczuć, jak smakuje życie, kiedy nic nie stoi nam na przeszkodzie. Dlatego ich nocny spacer po Krakowie pełen jest niesamowitych, zwariowanych przygód, które w ostatecznym rozrachunku nie tylko otworzą ich na siebie samych, ale też pomogą inaczej spojrzeć w przyszłość. 
 
Reżyserka nie tylko kreuje tu historię specyficznej relacji, ale również w prześmiewczy sposób portretuje grupę artystów degeneratów, którzy potrafią jakoś funkcjonować jedynie pod osłoną nocy. Groteskowy świat na deskach Teatru Bagatela wybrzmiewa niezwykle wiarygodnie. Wciąga widza, zapewniając mu szaloną jazdę bez trzymanki przez najdziwniejsze zakamarki ludzkiej natury. Iwona Jera funduje tym samym zimny prysznic krakowskiej bohemie artystycznej. Niemniej jednak istotne jest to, że nie krytykuje swoich bohaterów. Obdarza ich dużą dozą sympatii i zrozumienia, bez względu na to jak połamani przez życie są. Tak naprawdę każdy z nas w pewnym stopniu jest tym infantylnym i czasami naiwnym artystą.”

„Naprawianie dnia” rozmowa z  Iwoną Jerą

 

– Będąc tabloidem, moglibyśmy dać taki sensacyjny tytuł: Iwona Jera zrobiła spektakl o miłości!

– Kiedy mnie pytano, o czym są Szaleństwa, mówiłam, że to historia miłosna ludzi, których wszystko dzieli. I właśnie to, że nic nie łączy naszych głównych bohaterów i wiele wskazuje na to, że nic im się w życiu nie udaje, stanowiło fascynującą i intrygującą sytuację wyjściową. Od razu tak chciałam poprowadzić spektakl, by mógł zakończyć się happy endem.

A żeby widzowie bardziej utożsamiali się z głównym postaciami i mocno sympatyzowali z nimi, zamieniłam szkocki Edynburg na Kraków.

 

– Dawid Greig i Gordon McIntyre napisali sztukę z piosenkami.

– Ta para autorów pracowała ze sobą wielokrotnie. Greig jest odpowiedzialny za fabułę, McIntyre pisze teksty piosenek. Odżegnując się od nazywania swoich utworów musicalami czy operami, ukłuli dla nich nazwę: „gra z piosenkami”. To podwójne znaczenie „gry z piosenkami” stało się dla mnie punktem wyjścia dla naszej inscenizacji. Bardzo poważnie wzięłam sobie do serca słowo „gra” i wymyśliłam, by część piosenek była mówiona i „zagrana”, a nie śpiewana. Choć w spektaklu nie brakuje świetnie zaaranżowanych muzycznie przez Artura Sędzielarza utworów.

 

– Artur mógł je zaaranżować, bo tutaj występujący aktorzy umieją nie tylko śpiewać, ale i grać na najrozmaitszych  instrumentach.

– I w ten sposób stworzyliśmy niepowtarzalny aktorsko-muzyczno-szaleńczy Freaksband. Freaksband, któremu być może w ciągu dnia niewiele się udaje, ale noc należy do tych nietuzinkowych ludzi. Bohaterowie moich Szaleństw za dnia nie mają powodów do radości, są uwikłani w nieciekawą pracę, niesatysfakcjonujące związki, złe przyjaźnie i zależności. Słowem, nic im nie wychodzi. Ale mają jeszcze noc, i w tę noc może wydarzyć się to, co dobre i szczęśliwe. Ci „Freakowie” „Szaleńcy”, „Wariaci”, a może po prostu „Wolni Ludzie”, spotykając się o pierwszej, drugiej nad ranem i marzą o lepszym świecie i pięknej miłości. Wierzą, że to, co nie spełniło się w dzień, zdarzy się w towarzystwie księżyca i gwiazd.

 

– To portret samotnych ludzi.

– Owszem, ale to samotność z perspektywą bycia razem.

Parze głównych bohaterów kibicują inne postaci tego spektaklu. Asystują im, oczekując, że jeśli uda się Helenie i Bobowi, to im też się uda. Poprzez wprowadzenie tych niezapisanych w scenariuszu osób chcę zintensyfikować wiarę w lepsze jutro.

Dotychczasowe, zagraniczne inscenizacje tej sztuki – a było ich wiele – opierały się na grze pary aktorów. Dzięki temu, że w Bagateli dostałam możliwość zaangażowania większego zespołu, od razu pojawiła się myśl, że multiplikacja bohaterów przyniesie zwielokrotnienie nadziei.

 

– Tytuł sztuki, czyli Szaleństwa nocy, nieodmiennie kojarzy się z szekspirowskim Snem nocy letniej.

– David Greig dowcipnie, trochę złośliwie oraz na pewno celowo nawiązuje do Szekspira. Pełna przedziwnego, bajkowego, magicznego i fantastycznego klimatu noc z krakowskich Plant ma się kojarzyć z przygodami z ateńskiego lasu.

 

– I tu i tu – jak to w bajkach – zakończenie jest szczęśliwe.

– Nawet gdyby to nie było zapisane w scenariuszu, to i tak bym wybrała taki finał.

To nie jest takie niemożliwe, żeby ludzie, których teoretycznie wszystko różni, mogli być ze sobą. Każdy z nich coś innego wnosi do wspólnej relacji. Nocni neurotycy ubierają się w odjazdowe ciuchy i spotykają na krakowskich Plantach. Czytają wiersze, śpiewają piosenki, szaleją na hulajnogach – słowem, starają się naprawić porażki dnia.

W trakcie „dopisywania” postaci aktorzy dodawali swoim bohaterom część prawdziwych, prywatnych opowieści. Zmartwienia i radości przenieśliśmy na scenę i zbudowaliśmy wielowymiarowe, zakręcone osoby, do których należy nie tylko noc, ale i cała przyszłość.

 

/rozmawiała Magdalena Furdyna/