O aktorze

Piotr Władysław Różański urodził się w 1942 w Mikoszówce. Po ukończeniu w 1966 warszawskiej PWST pracował w Teatrze Śląskim w Katowicach (1966-7, 1968-73), Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie/Słupsku (1967-8), Teatrze Rozmaitości – dziś Bagatela – (1974-80), Teatrze Ludowym w Nowej Hucie (1980-1), a od 1981 znów w Bagateli. Ma na koncie około dziewięćdziesiąt ról teatralnych, nie licząc występów w filmie i telewizji. Za istotny debiut uważa rolę Chopina w adaptacji „Lata w Nohant” w 1968. Występował w dramatach Arystotelesa, Shakespeare’a, de Moliny, Moliera, Hugo, Gogola, Turgieniewa, Czechowa, Ibsena, Wilde’a, Wedekinda, Brešana, Jerofiejewa, Słowackiego, Krasińskiego, Wyspiańskiego, Witkacego oraz Iwaszkiewicza, w adaptacjach Dostojewskiego, Kafki, Bułhakowa, Mickiewicza, Prusa i Gombrowicza. Grał także w lżejszym repertuarze klasycznym i współczesnym, w sztukach Zabłockiego, Bogusławskiego i Fredry, adaptacjach Boya-Żeleńskiego, w angielskich komediach i farsach. Od 1999 występuje dla najmłodszej publiczności jako kamerdyner Truscott w „Tajemniczym ogrodzie” (reż. J. Szydłowski). Pracował także w Teatrze Małych Form w Londynie („Pan Tadeusz” 1998). Wziął udział w ponad trzydziestu spektaklach Teatru Telewizji, zagrał także kilkanaście ról filmowych i telewizyjnych. W 1981 otrzymał Dyplom Honorowy Ministra Kultury i Sztuki, a w 1999 na XXIV Opolskich Konfrontacjach Teatralnych „Klasyka polska” nagrodzono jego interpretację postaci Leona w adaptacji „Kosmosu” (reż. W. Śmigasiewicz).

Kariera

Kariera teatralna:

  • 2021: PENSJONAT PANA BIELAŃSKIEGO (Jan), reż. M. Gierszał
  • 2019: „ŻYD” Z WESELA. WYCIECZKA KRAJOZNAWCZA (Piotr Rosenbaum), reż. K. Hartung-Wójciak
  • 2018: RYZYKOWNA FORSA (Wujek George), reż. P. Pitera
  • 2018: SZUKAJĄC ROMEA (Romeo), reż. K. Hartung-Wójciak
  • 2017: CESARZ KALIGULA (Koń), reż. I. Villqist
  • 2015: PŁOMIEŃ ŻĄDZY (On–Huszpisz – jego ojciec), reż. M. Bogajewska
  • 2015: LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM (Pan Turkle), reż. I. Villqist
  • 2014: MEFISTO (Bruckner; Wiedźma), reż. M. Kotański
  • 2014: POD WULKANEM (Nieznajomy), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2012: MY W FINALE 2014 (Ksiądz Wybrany, też Kibic), reż. I. Jera
  • 2011: WUJASZEK WANIA (Jefim), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2010: HAMLET (Polonius; Grabarz), reż. M. Sobociński
  • 2009: ŻEBY CIĘ LEPIEJ ZJEŚĆ (Świru), reż. P. Waligórski
  • 2009: I BĘDZIE WESELE...J (Daniel), reż. P. Waligórski
  • 2008: PROCES (Willem), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2007: ZBRODNIA I KARA (Ilia Pietrowicz) + as. reż., reż. W. Śmigasiewicz
  • 2007: OKNO NA PARLAMENT (Kelner), reż. P. Pitera
  • 2007: OTHELLO (Doża wenecki), reż. M. Sobociński
  • 2006: WESELE BY CZECHOW (Teodor Rewunow-Karaułow), reż. A. Domalik
  • 2005: NOC WALPURGII ALBO KROKI KOMANDORA (Wowa) + as. reż., reż. W. Śmigasiewicz
  • 2005: WIGILIE APOKALIPSY (Narrator), reż. G. Gietzky
  • 2004: NIENASYCENI, CZYLI MOWY ŻAŁOBNE Z WITKACYM W TLE, reż. W. Saniewski
  • 2003: HULAJGĘBA (Pimko), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2003: SKRZYPEK NA DACHU (Mordach), reż. J. Szurmiej
  • 2002: ŚLUB (Ignacy /Ojciec i Król/), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2002: REWIZOR (Ziemlanika), reż. M. Sobociński
  • 2002: BEZ SEKSU PROSZĘ (Leslie Bromhead), reż. J. Szydłowski
  • 2001: NOWE BETLEJEM POLSKIE (Lucyfer), reż. J. Kopczewski
  • 2001: ABSOLWENT (Pan Braddock), reż. P. Łazarkiewicz
  • 2000: SCENY Z NOWEGO ŚWIATA (Weteran), reż. T. Obara
  • 2000: STOSUNKI NA SZCZYCIE (Ernest Kibble) + as. reż., reż. J. Szydłowski
  • 2000: MAKBET (Wiedźma), reż. W. Śmigasiewicz
  • 1999: BALLADYNA (Grabiec), reż. A. Sroka
  • 1999: TAJEMNICZY OGRÓD (Truscott), reż. J. Szydłowski
  • 1999: KURS MISTRZOWSKI (Prokofiew), reż. W. Śmigasiewicz
  • 1998: PAN TADEUSZ (Sędzia), reż. M. Rabczyńska
  • 1998: MIESIĄC NA WSI (Ignatij Ilicz Szmigielski), reż. B. Sass
  • 1998: KOSMOS (Leon), reż.W. Śmigasiewicz
  • 1997: PANNA TUTLI-PUTLI (De Tournoer), reż. K. Orzechowski
  • 1996: BYŁ KABARET..., reż. M. Pacuła
  • 1996: CZARNA KOMEDIA (Pułkownik Melkett), reż. H. Baranowski
  • 1995: ZIELONY GIL (Don Pedro), reż. T.A. Dutkiewicz
  • 1994: OŚLE LATA (Christopher D.P.B.Headingley), reż. W. Pokora
  • 1994: PRZYSIĘGA KOŚCIUSZKI (Aleksander Linowski), reż. J. Zoń
  • 1993: FIRCYK W ZALOTACH (Aryst) + as. reż., reż. L. Piskorz
  • 1993: PANNA TUTLI-PUTLI (De Tournoer), reż. K. Orzechowski
  • 1992: DOPÓKI BĘDZIE CLOWN, reż. S. Nosowicz
  • 1992: MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ (Felicjan Dulski), reż. Jan Güntner
  • 1992: CO SIĘ KOMU W DUSZY GRA... (Gospodarz), reż. A. Polony, A. Mrowiec
  • 1991: ŚWIĘTOSZEK (Tartuffe), reż. J. Zoń
  • 1991: NIENAWIDZĘ, reż. K. Orzechowski
  • 1991: WARSZAWIANKA (Generał Chłopicki), reż. S. Nosowicz
  • 1991: WIECZÓR TRZECH KRÓLI (Sir Andrzej Chudogęba) + as. reż., reż. K. Orzechowski
  • 1990: PASTORAŁKA (Joseph), reż. T. Malak
  • 1990: BOYA WINA..., reż. J. Kwiatkowski
  • 1990: ZŁOTY STRZAŁ (Dziennikarz) + as. reż., reż. R. Smożewski
  • 1990: ŻABY (Ksantiasz) + as. reż., reż. S. Nosowicz
  • 1988: WYSOCKI ZE ŚMIERCIĄ NA TY, reż. S. Nosowicz
  • 1987: MĄŻ I ŻONA (Hrabia Wacław), reż. I. Wollen
  • 1987: ABELARD I HELOIZA (Abelard), reż. H. Boukołowski
  • 1985: CHWILA KRÓLEWSKIEJ NIEMOCY (Mistrz), reż. J. Wróblewski
  • 1983: THE FANTASTICKS (El Gallo), reż. A. Jaworski
  • 1983: SZALEŃSTWA PANNY MAGDALENY (Lokaj II; Gość na balu), reż. W. Nurkowski
  • 1982: Z KSIĘGI APOKRYFÓW (Piłat), reż. L. Mielczarek
  • 1982: KRÓL MACIUŚ I (Dziennikarz-szpieg) + as. reż., reż. R. Olesiński
  • 1982: BURZA (Kaliban), reż. W. Nurkowski
  • 1981: PONCJUSZ PIŁAT PIĄTY PROCURATOR JUDEI (Afraniusz), reż. P. Paradowski
  • 1981: OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE (PAN TADEUSZ) (Jankiel), reż. W. Jesionka
  • 1981: PRZEDSTAWIENIE "HAMLETA" WE WSI GŁUCHA DOLNA (Mata Bukarica), reż. J. Błeszyński
  • 1981: KRAKOWIACY I GÓRALE (Bryndas), reż. H. Giżycki
  • 1979: BETLEEM POLSKIE (Jeden z chóru; Kosynier; Twardowski), reż. H. Giżycki
  • 1979: RADOŚĆ Z ODZYSKANEGO ŚMIETNIKA (Generał Barcz), reż. M. Górkiewicz
  • 1978: DEMON ZIEMI (Alva), reż. K. Lupa
  • 1978: KRAM Z PIOSENKAMI (Artiur; Pan; Ułan), reż. B. Fijewska
  • 1977: PANNA TUTLI-PUTLI (Kawaler d`Esparges), reż. M. Górkiewicz
  • 1977: IRYDION (Irydion), reż. J. Zegalski
  • 1976: TRZY ROZMOWY PUŁKOWNIKA ODYSA (Eneasz), reż. M. Górkiewicz
  • 1975: ODNOWICIEL (Kario), reż. K. Kwinta
  • 1975: TEATR KALIGULI, reż. R. Próchnicka
  • 1974: BOY-MĘDRZEC (Boy-tłumacz), reż. M. Górkiewicz
  • 1974: BALLADYNA (Filon), reż. M. Górkiewicz
  • 1974: SŁODKI PTAK MŁODOŚCI, reż. M. Górkiewicz
  • 1974: ŚMIERĆ GUBERNATORA (Więzień), reż. H. Kajzar
  • 1973: CZARNA MAGIA (Jeszua Ha-Nocri), reż. P. Paradowski
  • 1972: WARIAT I ZAKONNICA (Mieczysław Walpurg), reż. P. Paradowski
  • 1972: PAN JOWIALSKI (Ludmir), reż. L. Wojciechowski
  • 1971: RUY BLAS (Don Cezar de Bazan), reż. I. Gogolewski
  • 1971: NIE-BOSKA KOMEDIA (Przechrzta), reż. J. Kreczmar
  • 1970: CUD MNIEMANY, CZYLI KRAKOWIACY I GÓRALE (Bryndas), reż. J. Rakowiecki
  • 1970: SŁAWNA HISTORIA O TROILUSIE I KRESYDZIE (Eneasz), reż. L. Zamkow
  • 1970: BALLADA O TAMTYCH DNIACH (Chłopiec w mundurze), reż. L. Wojciechowski
  • 1970: W ŚRODKU DNIA I W ŚRODKU NOCY (Jeden z trzech w stetsonach), reż. R. Smożewski
  • 1968: LATO W NOHANT (Fryderyk Chopin), reż. J. Burski
  • 1968: KRAM Z PIOSENKAMI, reż. B. Fijewska
  • 1968: DZIKA KACZKA (Relling), reż. R. Kordziński
  • 1967: NIEZWYKŁA PRZYGODA, reż. B. Radziszewska
  • 1967: BAJECZKI PANA JANA BRZECHWY: KOT W BUTACH (Stangret), KOPCIUSZEK (Strażnik), reż. S. Brudny
  • 1967: SZCZĘSNY KOSSAKOWSKI (HORSZTYŃSKI) (Hajduk) + as. reż., reż. J. Para
  • 1966: INTRATNA POSADA (Urzędnik), reż. M. Daszewski
  • 1966: BĄDŹMY POWAŻNI NA SERIO (Lane), reż. R. Zawistowski
  • 1966: SPAZMY MODNE (Płk Zdawnialski; Mizantropski), reż. J. Romanówna
  • 1965: WUJASZEK WANIA (Aleksander Sieriebriakow), reż. J. Świderski

Kariera filmowa i telewizyjna:

  • 2020: LEKCJA ANATOMII (Aleksander)
  • 2019: 1 w PASJONACI (neurolog)
  • 2018: KLER (ksiądz w ośrodku dla księży-emerytów)
  • 2016: FRAMED (Augustyn)
  • 2016: GÓWNO POD TEATREM (bezdomny)
  • 2016: 2 w KOMISJA MORDERSTW (Korewicki)
  • 2011: 10 w GŁĘBOKA WODA (dziadek)
  • 2010: MISTYFIKACJA (Jerzy Zawieyski)
  • 2009: JANOSIK. PRAWDZIWA HISTORIA
  • 2009: JANOSIK. PRAWDZIWA HISTORIA (serial tv)
  • 2009: BABCIA WYJEŻDŻA (listonosz)
  • 2008: PORA MROKU (właściciel wypożyczalni)
  • 2007: FIGURANT (ubek)
  • 2006: DUBLERZY (ksiądz)
  • 2006: DUBLERZY (serial tv) (ksiądz)
  • 2004: KAROL. CZŁOWIEK, reż.  KTÓRY ZOSTAŁ PAPIEŻEM (krawiec Jan Tyranowski)
  • 1999: PRZYGODY DOBREGO WOJAKA SZWEJKA (kapitan Sagner) + as. reż.
  • 1998: POWRÓT ŚMIGŁEGO (lektor)
  • 1996: LISTY
  • 1996: OPOWIEŚĆ O JÓZEFIE SZWEJKU I JEGO DRODZE NA FRONT
  • 1996: 4- 11 w OPOWIEŚĆ O JÓZEFIE SZWEJKU I JEGO DRODZE NA FRONT (kapitan Wagner) +as. reż.
  • 1995: 1-3 w OPOWIEŚĆ O JÓZEFIE SZWEJKU I JEGO NAJJAŚNIEJSZEJ EPOCE (Palivec) + as. reż.
  • 1987: SONATA MARYMONCKA
  • 1977: PASJA (współpracownik Dembowskiego krytykujący jego wejście do Rządu Narodowego)
  • 1969: JAK ROZPĘTAŁEM DRUGĄ WOJNĘ ŚWIATOWĄ II (adiutant kapitana Letouxa; nie występuje w napisach)
  • 1966: KONTRYBUCJA („Guzik”; w napisach imię: Władysław)

Teatr Telewizji:

  • 1997: MATKA COURAGE I JEJ DZIECI (Człowiek z przewiązanym okiem), reż. L. Adamik
  • 1993: EQUUS (Jeździec), reż. T. Wiszniewski
  • 1990: REFORMATOR (Pacjent I), reż. K. Orzechowski
  • 1989: RYSZARD III (Lord), reż. F. Falk
  • 1988: MAKBET (Morderca III), reż. K. Nazar
  • 1984: CZAS SIĘ DZIELIĆ OPŁATKIEM, reż. S. Zajączkowski
  • 1983: POETA LAUREATUS, reż. S. Zajączkowski
  • 1983: WRÓG LUDU, reż. J. Błeszyński
  • 1983: ŻAŁOBA PRZYSTOI ELEKTRZE cz. III, reż. J. Błeszyński
  • 1982: NIE-BOSKA KOMEDIA (Obłąkany), reż. Z. Hübner
  • 1982: NIEZWYKŁE PRZYGODY DOKTORA DOLITTLE I JEGO PRZYJACIÓŁ cz.I-III, reż. A. Czekanowski, W. Dziki
  • 1980: WIDOK Z MOSTU, reż. J. Błeszyński
  • 1979: OSTATNIA NOC (Pechoux d' Herbinville), reż. J. Słotwiński
  • 1979: OSZCZERSTWO (Ion), reż. K. Kwinta
  • 1979: PASTORAŁKA (Archanioł Gabriel, Baltazar), reż. S. Szlachtycz
  • 1979: WESOŁE KUMOSZKI Z WINDSORU (Pistol), reż. J. Słotwiński
  • 1977: CYD (Alonzo), reż. I. Wollen
  • 1975: PABLO NERUDA: CHILE, reż. T. Lis
  • 1974: TOPORNY (Żebrak), reż. G. Królikiewicz
  • 1973: DIABEŁ (Rządca), reż. L. Zamkow
  • 1973: PUGACZOW, reż. L. Zamkow
  • 1973: RUCH JEDNOKIERUNKOWY (Paweł), reż. J. Surdel
  • 1972: JAK WAM SIĘ PODOBA (Oliver), reż. M. Broniewska
  • 1972: LORD JIM (Drugi mechanik „Patny”), reż. L. Zamkow
  • 1972: PROFESOR I SYRENA (Corbera), reż. Z. Zbrojewski
  • 1972: W NIEWOLI CZASU (Sysojew), reż. L. Wojciechowski
  • 1971: KOLĘDNICY (Żołnierz), reż. J. Skotnicki
  • 1971: LUDZIE BEZDOMNI (Chłop), reż. L. Zamkow
  • 1971: TROILUS I KRESYDA (Eneasz), reż. L. Zamkow
  • 1970: LUKRECJA BORGIA, reż. J. Wyszomirski
  • 1970: PRAWIE KOMEDIA, reż. I. Komitow
  • 1969: POCIĄG PANCERNY 14-69, reż. A. Konic
  • 1969: ROK SIEDEMNASTY, reż. L. Wojciechowski
  • 1969: SKANDAL W HELLBERGU (Kuno Gelehrt), reż. Z. Zbrojewski
  • 1969: SPERANZA TO ZNACZY NADZIEJA, reż. J. Słotwiński
  • 1969: WIECZÓR TRZECH KRÓLI ALBO CO CHCECIE, reż. L. Zamkow

Wywiad

Dobre miejsce

Rozmowa z Piotrem Różańskim

 

– Mikoszówka, w której się pan urodził, jest bardzo daleko od Teatru Bagatela.

– Oj daleko. To Pojezierze Augustowskie. Mikoszówka jest uroczym miejscem położonym nad Kanałem Augustowskim. Wracam tam na spływy kajakowe.

– I w tej niewielkiej Mikoszówce zapragnął pan zostać aktorem?

– A gdzie tam. W ogóle nie myślałem o takim zawodzie – aktor. W Augustowie, do którego wraz z rodziną przeprowadziliśmy się, kiedy miałem siedem lat, ukończyłem pięcioletnie Liceum Pedagogiczne. Tego rodzaju licea wówczas uprawniały do podjęcia zawodowej pracy. Proszę pamiętać, że to były lata powojenne i nauczyciele byli bardzo potrzebni. W naszym liceum uczyli świetni profesorowie, absolwenci Uniwersytetu Lwowskiego i Wileńskiego, którzy do Augustowa trafili po wojnie. Ich erudycja i ogromna wiedza dawały nam solidne podstawy edukacyjne. W liceum także poza standardową nauką mieliśmy zajęcia z chóru, był prowadzony też zespół taneczny i teatralny, bo nauczyciel miał być wszechstronnie wykształcony.

W tamtych czasach po ukończeniu szkoły obowiązywał nakaz pracy. Trochę obawiałem się, że mogę wylądować Bóg wie jak daleko, w jakiejś małej szkółce. A w Augustowie, w Powiatowym Domu Kultury, był wakat instruktora artystycznego. Ponieważ w mieście jako licealista występowałem z chórami szkolnymi i zespołami tanecznymi, trochę się komuś rzuciłem w oczy. W związku z tym Powiatowy Dom Kultury wystąpił z prośbą do kuratorium, by mnie skierować do pracy właśnie u nich jako instruktora. Pracowałem tam dwa lata, a potem czekało, mnie wojsko, do którego oczywiście nie chciałem iść. A od wojska reklamowało podjęcie studiów. Nie bardzo wiedziałem, na jakie to studia zdawać. Trochę już byłem rozleniwiony tą „artystyczną” pracą w domu kultury i nie bardzo miałem pomysł na siebie. Zupełnie przypadkiem ktoś podsunął myśl o szkole teatralnej. Parę wierszyków umiałem, coś tam zaśpiewać potrafiłem, po liceum wiedzę teoretyczną posiadałem, no to pojechałem do Warszawy. I tak jakoś się dostałem do warszawskiej Szkoły Teatralnej.

– Za pierwszym razem?

– Ano za pierwszym. I muszę powiedzieć, że ja pewnie wówczas nawet nie bardzo wiedziałem, że jest na przykład Szkoła Teatralna w Krakowie. Rejterowałem przed wojskiem i rejterada była udana. To było najważniejsze.

Nigdy, ani wtedy, ani dziś, nie czułem się nawiedzonym artystą. Zresztą wówczas ta szkoła w żaden sposób nie uprawniała, by tak się czuć. To była wybitna szkoła zawodu, bo aktor to był zawód, a nie misja. Miałem umieć robić określone rzeczy, miałem po prostu nauczyć się rzemiosła. Uczono nas wiedzieć, co to jest scena i jak się na niej zachować. To, czy student jest „artystą” par exellence, czy tylko będzie wykonywał zawód w sposób „techniczny”, było sprawą każdego z osobna. Artyzmu nikomu do głowy i duszy się nie wleje.

– Zanim pan znalazł się w 1973 roku w Bagateli, pracował w Teatrze Śląskim w Katowicach (1966/7 i 1968 – 1973), z małym intermedium na pracę  w teatrze w Słupsku (1967/8), który formalnie był filią Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie. Do Bagateli przyszedł Pan na zaproszenie dyrektora Mieczysława Górkiewicza.

– Górkiewicz, który w 1971 roku został dyrektorem Bagateli (pełnił tę funkcję do 1979) zaprosił mnie do pracy w Krakowie. Znaliśmy się z katowickiego teatru, w którym Górkiewicz był dyrektorem w latach, kiedy nastałem do zespołu. I tutaj koniecznie chcę dodać, że to właśnie w Teatrze Śląskim poznałem moją koleżankę i przyjaciółkę Alicję Kobielską, która także w 1973 roku dołączyła do zespołu Bagateli.

– Skoro wypłynął nam – skądinąd nieprzypadkowy w pana przypadku – rok 1973, chcę przypomnieć, że właśnie wtedy miał miejsce jubileusz 50-lecia pracy scenicznej Marii Malickiej, gwiazdy Teatru Bagatela tamtych lat. Jak ją pan zapamiętał?

– W spektaklu w reżyserii Marii Malickiej „Wachlarz Lady Windermere” O. Wilde’a, który premierę miał jesienią, nie brałem udziału. Grał w nim na pewno mój wielki przyjaciel, Bogdan Grzybowicz, ale pamiętam te obchody. Powiem krótko: było hucznie i wzruszająco.

Ale wspominając Malicką muszę powiedzieć, że wówczas my – to znaczy młodsi koledzy tej wielkiej aktorki – inaczej patrzyliśmy na teatr, niż to dzieje się dzisiaj. Gwiazda to była Gwiazda, legenda to była Legenda. Nie kwestionowało się takich oczywistości. Czerpaliśmy całymi garściami z tego co ci starsi – by nie powiedzieć starzy aktorzy – robią, powiedzą i potrafią. Dotyczyło to także codziennego, pełnego szacunku wobec nich zachowania w teatrze.

Dla nas Maria Malicka była wyrocznią. Ale choć myśmy ją traktowali jako wręcz wzorzec gwiazdy, to Malicka była szalenie bezpośrednia, lecz nim do tej bezpośredniości pomiędzy nią a mną doszło, trochę się musiałem nacierpieć. A było to tak:

W kolejnym sezonie, czyli w 1974 roku, rozpocząłem z Marią Malicką próby do „Słodkiego ptaka młodości” T. Williamsa. Malicka grała Księżniczkę Kosmonopolis, a ja Chance Wayne’a.

Na początku Malicka nie była zadowolona z mojego partnerowania, bo chciała, by kto inny grał tę rolę. Ale reżyser obstawał przy mnie. Praca wcale nie szła nam gładko. Wręcz ostentacyjnie nie chciała ze mną próbować, nie pomagała mi w żaden sposób. Było mi przykro, lecz Górkiewicz cały czas mnie przekonywał, że będzie dobrze. I rzeczywiście; tuż po premierze nagle Malicka zmieniła swój stosunek do mnie. Zaczęła być moim aniołem stróżem. Owszem, wytykała błędy, ale to nie było krytykanctwo, tylko serdeczna krytyka. Miała wieki reżyserski instynkt i znała się w ogóle na funkcjonowaniu teatru. Przecież przed wojną w Warszawie była właścicielką Teatru przy ul Karowej, który i prowadziła wspólnie z mężem. Od tamtego spektaklu do śmierci Malickiej, z którą notabene byłem na „ty”, żyliśmy w wielkiej przyjaźni.

– Opowieścią o Marii Malickiej wywołał pan moje kolejne pytanie. Jak się panu pracowało w Bagateli w latach 70.?

– Przybyłem do zespołu z teatru w Katowicach. Kochałem tamten Teatr miłością bezgraniczną. Może dlatego, że byłem najmłodszy w zespole, może dlatego, że doświadczyłem tam pięknych przyjaźni i dobrych ról…? Kiedy przyszedłem tutaj, trafiłem na lód.

– Bo nowy…?

– …nowy, młody i od razu dostałem sporo do grania. Wtedy to było dla mnie bolesne, dzisiaj to doskonale rozumiem. W teatrze płacenie frycowego jest wręcz konieczne.

Jeśli nikt nikomu niczego nie zazdrości, to znaczy, że nam na tym teatrze specjalnie nie zależy; ani na miejscu, ani na zawodzie.

Ale faktycznie na początku nie miałem tu łatwo. Było paru kolegów, którzy mnie ostro zwalczali. Po pierwsze: nie z Krakowa (ani rodem, ani nie po krakowskiej Szkole), po drugie: pierwszy spektakl, a już główna rola – Fircyk w „Fircyku w zalotach”. Choć to nie było za dobre przedstawienie, to jednak fakt grania głównej roli robił swoje.

Próbowałem jakoś kolegów zachęcić do siebie w sposób tradycyjny, bezpośredni i ogólnie przyjęty w teatrze, czyli stawiałem wódkę. Wówczas wódeczkę po spektaklu w naszym Teatrze przede wszystkim pijało się w bufecie albo w garderobie. Aktorzy Bagateli nie mieli uporczywego zwyczaju chodzenia do SPATiFu, który mieścił się na placu Szczepańskim i był traktowany z kolei przez kolegów ze Starego jako przede wszystkim ich klub.

Tak wiec pijaliśmy tę wódeczkę, dyskutowali, głównie o teatrze i docieraliśmy się. Teatr dominował w naszych rozmowach, bo był najważniejszy. Rozmawialiśmy o spektaklach w próbach, tych na scenie i tych przygotowywanych na objazd…

– I dzisiaj Bagatela sporo wyjeżdża.

– Och, teraz to jest zupełnie co innego. Teraz to są luksusy. Wówczas wyjazd w tzw. „teren” był obowiązkiem naszego teatru. Graliśmy spektakle z repertuaru z Karmelickiej lub spektakle specjalnie przygotowane na wyjazd. Przedstawienia z uproszczoną scenografią, łatwą w montażu. Proszę pamiętać, że nie graliśmy w profesjonalnych teatrach czy na profesjonalnych scenach. Występowaliśmy w domach kultury, świetlicach, remizach, szkołach. Bardzo rzadko można mówić o tym, że mieliśmy scenę do dyspozycji, raczej miejsce do grania. Ale jeździliśmy, bo ludzie chcieli nas oglądać. Był bardzo duży odzew wśród tej publiczności, którą zapamiętałem jako wdzięcznego odbiorcę.

Tych wyjazdów w sezonie teatralnym na pewno było ponad 50. Specjalnie przygotowany spektakl wyjazdowy nie kolidował z tym, który był grany stacjonarnie na Karmelickiej, więc można było sporo grać niezależnie od tego, co działo się w Krakowie. Poza tym te objazdy trwały kilka dni. Po prostu była ustalona jakaś marszruta i się grało podczas jednego wyjazdu w kilku miejscowościach. Pamiętam, że tak jeździłem między innymi z „Fircykiem”. Na te objazdy głównie przygotowywano spektakle klasyczne, oparte na lekturach szkolnych.

Kiedy raz się spóźniłem na miejsce zbiórki, bo dojeżdżałem z Katowic do Krakowa i zespół pojechał beze mnie, poszedłem do dyrektora technicznego i wymusiłem, by mnie dowiózł do miejscowości, w której mieliśmy zagrać. I pomimo że to mu się za bardzo nie podobało, to mnie zawiózł. Raczej musiał. Beze mnie spektakl by nie poszedł…

– Kiedy rozmawiamy o latach 70., nie mogę nie zapytać o „Balladynę” w reżyserii Mieczysława Górkiewicza ze scenografią i kostiumami projektu Tadeusza Kantora.

– To był wielki spektakl, który choć po premierze był grany przez parę lat, trochę nie trafił w swój czas. Nagrodzony i dostrzeżony przez krytykę i część publiczności, został – można by powiedzieć – „przykryty” zwłaszcza tutaj, w Krakowie, sukcesami przedstawień Konrada Swinarskiego. W ogóle gdyby to widowisko zrealizowano w innym czasie, na pewno zrobiłoby w takiej formie, w jakiej powstało, wielką furorę.

Nie mniej dla nas, aktorów, to był prawdziwa frajda pracować nad tym spektaklem. Fascynująca zwłaszcza była pieczołowitość, z jaką Tadeusz Kantor towarzyszył tej inscenizacji podczas jej powstawania. Był z nami do końca realizacji przedstawienia, ciągle coś poprawiając i uszlachetniając. Tłumaczył dlaczego takie, a nie inne kostiumy. Pamiętam, że pilnował każdej deseczki mojego kostiumu…Praca przy tym spektaklu była naprawdę dużym i odświeżającym wydarzeniem artystycznym. Cały zespół był przejęty tą realizacją.

– To był jeden z tych spektakli, w którym forma kostiumu i scenografia określały, by wręcz nie powiedzieć: tworzyły role.

– Tak było. Bo kostiumy w tamtych latach, jak i scenografię – nie tylko przecież do „Balladyny” – mieliśmy gotowe na parę tygodni przed premierą. To było zwłaszcza szalenie istotne, kiedy graliśmy spektakle historyczne zwane właśnie „kostiumowymi”. Kiedyś cykl powstawania spektaklu był inny. Zazwyczaj mieliśmy jedno przedstawienie w próbach, a inne było grane. Próby łącznie z pierwszymi próbami czytanymi odbywały się w miejscu grania, czyli na scenie. Wyrastaliśmy, czyli nasze postacie, ze sceny. Tak to się działo do premiery. No i w związku z taką filozofią przygotowywania spektaklu, takim obyczajem teatralnym, odpowiednio wcześniej wkraczały kostiumy, fryzury, etc. Bo to nie było ubranie tylko k o s t i u m. Sztuki klasyczne wymagały od aktora umiejętności odpowiedniego poruszania się. A tego z kolei uczono nas w Szkołach; jak mam się poruszać np. w renesansie, a jak w fin de siècle’u. Nawet jak sztuka była na wskroś współczesna, to i tak te techniczne umiejętności bardzo nam się przydawały. Mam wrażenie, że dzisiaj wydaje się to zbędne.

– Mówi się, że bez względu na kilkanaście dobrych spektakli, jakie powstały w Bagateli w 70. latach, na Teatrze ciążyła opinia słabego artystycznie miejsca. Odczuwał to pan?

– Mówiło się, że to najgorszy teatr w Krakowie. Oj, mówiło. To prawda. Nie zawsze to były opinie rzetelne, ale niestety w wielu wypadkach określały prawdziwie kondycję artystyczną naszego Teatru. Na tę ocenę zapracowało kilka bardzo tandetnych, „puszczonych” przedstawień, źle wyreżyserowanych, z żadnymi rolami.

– Pewnie między innymi dlatego, by pokazać, że Bagatela walczy o swoje miejsce w Krakowie, w 1987 roku za dyrekcji Tadeusza Kwinty powstała kameralna scena w Teatrze, zwana Małą Sceną.

– Mieściła się na pierwszym piętrze Teatru w pomieszczeniach, które dzisiaj zajmują między innymi biura marketingu, kreacji i jedna z garderób. Wchodziło się do niej przez foyer, potem bocznymi schodami. To była scena bez kurtyny z mniej więcej 80 miejscami dla widzów. Sama scena był zbudowana z podestów. Reżyserka akustyków i elektryków to była malutka, duszna kanciapka wydzielona z większego pomieszczenia.

Dobrze tę scenę pamiętam, bo spektaklem, który inaugurował jej działalność, był „Abelard i Heloiza” R. Duncana w reżyserii piekielnie wymagającego Henryka Boukołowskiego. W tym czteroosobowym spektaklu grała Krystyna Stankiewicz, Maria Rabczyńska, Krzysiek Bochenek no i ja. Przedstawienie zostało bardzo dobrze przyjęte, a nam się bardzo dobrze razem grało. Tak samo bardzo dobrym odbiorem cieszył się  „Mały Książę”, „Mąż i żona” oraz „Gracze” Gogola, które również były grane na Małej Scenie.

Ta scena miała swoich fanów i „broniła się.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy na tamte 70. i trudne 80. lata muszę powiedzieć, że dla mnie przełomowym momentem dla naszego Teatru był czas, kiedy Bogdan Grzybowicz został Dyrektorem Bagateli. Za jego krótkiego panowania bardzo poprawiła się atmosfera. Bogdan był i jest bardzo lubianym kolegą i Zespół mu po prostu zaufał. Bogdanowi udało się zaangażować trochę młodych aktorów. Odświeżyć kadry, a to przysłużyło się nam wszystkim.

– I potem było już tylko lepiej…?

– Właściwie tak. Za dyrekcji Bogdana zrealizował dwa bardzo dobre spektakle Krzysztof Orzechowski, późniejszy dyrektor Bagateli. Mówię o „Pannie Tutli Putli” Witkacego i „Wieczorze Trzech Króli” Szekspira. Coś „drgnęło”.

Dla mnie, ale z rozmów – nazwijmy je: bufetowych – wiem, że i dla moich Kolegów, bardzo ważnym teatralnym spotkaniem było pojawienie się jako reżysera w Bagateli Waldka Śmigasiewicza. W 1998 roku, już za dyrekcji Orzechowskiego, zrealizował u nas świetnie przyjęty i nagradzany „Kosmos”. Oczywiście że mnie jest szczególnie miło wspominać ten spektakl, bo za rolę Leona otrzymałem nagrodę na Festiwalu w Opolu, ale nie to jest najważniejsze. Waldek tchnął ducha w Zespół.

Bardzo rzetelnie pracował, nie pozwalał na bylejakość. Myśmy się bardzo przejęli spotkaniem z nim. A Śmigasiewicz – człowiek absolutnie z zewnątrz – potrafił do nas dotrzeć i umiał przekonać nie tylko do swoich reżyserskich koncepcji, co przede wszystkim do ciężkiej pracy. Tak było za każdym razem, jak coś u nas realizował.

– Cztery lata temu, podczas rozmowy, którą przeprowadzałam z panem z okazji 50-lecia pańskiej pracy artystycznej, powiedział pan w ten sposób: „wciąż tu się coś dzieje. Ciągle dzieją się nowe rzeczy i nowi reżyserzy, coraz to nowe role, nowi koledzy… Nie podejrzewam, że aktor może się nudzić w teatrze. Nie ma na to czasu. W teatrze jest zawsze piękny czas”. Coś się by pan dodał do tych słów? W końcu rozmawiamy na potrzeby nie byle jakiego jubileuszu.

– Sztuka się zjawia. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd, i nie wiadomo na jak długo. Po prostu jest błysk. Wydaje mi się, że Bagatela dzisiaj jest w takim momencie błysku. Dobrze być w takim miejscu.

 

Rozmawiała Magdalena Musialik–Furdyna
czerwiec 2018