O aktorze

Urszula Grabowska-Ochalik urodziła się w 1976 w Myślenicach. W 2000 skończyła krakowską PWST i została etatową aktorką Teatru Bagatela, w którym zadebiutowała, będąc jeszcze na II roku studiów, rolą Wiery Aleksandrowny w  „Miesiącu na wsi”  (reż. B. Sass). Nikita Michałkow uważa ją za przedstawicielkę „wysokiego rosyjskiego aktorstwa w Polsce”, z czego jest bardzo dumna, a dziennikarze z uwagi na jej niecodzienną dziś klasę używają określenia „aktorka przedwojenna”. Zagrała szereg ról klasycznych i wymagających: Ofelię w „Hamlecie” w Teatrze STU (reż. K. Jasiński), Maszę w „Trzech siostrach” (reż. A. Domalik), Stellę w „Tramwaju zwanym pożądaniem” (reż. M. Mészáros), panią Elvsted w „Heddzie Gabler” (reż. D. Starczewski), Desdemonę w „Othellu” (reż. M. Sobociński), Lizawietę w adaptacji „Biesów” (reż. K. Jasiński, Teatr STU), Marię w „Woyzcku” (reż. A. Domalik) i Helenę w „Wujaszku Wani” (reż. W. Śmigasiewicz). Nie stroni od repertuaru komediowego i muzycznego. Grywa w popularnych serialach (z wyśmienitymi rolami w kryminałach „Glina” i „Na krawędzi” na czele) i spektaklach Teatru Telewizji, a na dużym ekranie na szczególną uwagę zasługuje kreacja tytułowej bohaterki w „Joannie” Feliksa Falka, wyróżniona polskim Orłem i nagrodą na 33. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Moskwie. Jest członkiem Polskiej Akademii Filmowej, a w 2015 została odznaczona Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze - Gloria Artis”.

Kariera

Kariera teatralna:

  • 2017: CZEGO NIE WIDAĆ (Dotty Otley), reż. M. Wojtyszko
  • 2017: TRZY SIOSTRY (Duch Matki), reż. D. Starczewski
  • 2017: CESARZ KALIGULA (Caesonia; Bardzo znana aktorka), reż. I. Villqist
  • 2016: NAJDROŻSZY (Marie), reż. G. Castellanos
  • 2015: LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM (Siostra Ratched), reż. I. Villqist
  • 2014: BODY ART (Lea), reż. A. „Baron” Więcek
  • 2014: POD WULKANEM (Yvonne), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2013: IDIOTA (Nastasja Filipowna), reż. N. Rakowski
  • 2013: POKÓJ NA GODZINY (Zofia), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2012: SPRZEDAWCY GUMEK (Bela Berlo), reż. A. Korytkowska-Mazur
  • 2011: WUJASZEK WANIA (Helena), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2011: MIĘDZY NAMI DOBRZE JEST (Edyta), reż. A. Majczak
  • 2009: WOYZECK (Maria), reż. A. Domalik
  • 2009: SEKS NOCY LETNIEJ (Ariel), reż. A. Majczak
  • 2007: BIESY (Lizawieta Nikołajewna Tuszyna), reż. K. Jasiński
  • 2007: OTHELLO (Desdemona), reż. M. Sobociński
  • 2006: WESELE by Czechow (Anna Żmijowa), reż. A. Domalik
  • 2006: HEDDA GABLER (Pani Elvsted), reż. D. Starczewski
  • 2005: PUSH UP 1-3 (Sabina; Patrycja), reż. A. Majczak
  • 2003: HULAJGĘBA (Zosia), reż. W. Śmigasiewicz
  • 2003: KOLACJA DLA GŁUPCA (Marlene), reż. T. Obara
  • 2003: SKRZYPEK NA DACHU (Hudł; Chawa), rez. J. Szurmiej
  • 2002: TRAMWAJ ZWANY POŻĄDANIEM (Stella), reż. M. Mészáros
  • 2001: ABSOLWENT (Elaine Robinson), reż. P. Łazarkiewicz
  • 2001: TRZY SIOSTRY (Masza), reż. A. Domalik
  • 2000: HAMLET (Ofelia), reż. K. Jasiński
  • 2000: LETNICY (Olga Aleksiejewna), reż. studenci WRD PWST
  • 1999: BALLADYNA (Goplana), reż. A. Sroka
  • 1999: EPOKA ŚMIECHU (Dziewczyna-PWST), reż. A. Sroka
  • 1998: MIESIĄC NA WSI (Wieroczka), reż. B. Sass

Kariera filmowa i telewizyjna:

  • 2017: JEST NAPRAWDĘ EKSTRA (Zofia)
  • 2017: MIŁOŚĆ W MIEŚCIE OGRODÓW (Marta)
  • 2016: w KAPRYS LOSU (Sylwia, żona Artura)
  • 2016: WSPOMNIENIE LATA (Wisia, matka Piotrka)
  • 2015: CARTE BLANCHE (nauczycielka Ewa)
  • 2015: 7 w PROKURATOR (aktorka Emilia Burska)
  • 2015: 8-9, 11-13 w SKAZANE (nadkomisarz Ewa Korman)
  • 2015: SPRAWIEDLIWY (Anastazja)
  • 2014: 45 w KOMISARZ ALEX (Katarzyna Mróz)
  • 2013: 31 w PRAWO AGATY (Ewa Długosz)
  • 2013: 47-9, 51-6 w PRZEPIS NA ŻYCIE (doktor Dorota Kasini)
  • 2013: UKŁAD ZAMKNIĘTY (Emilia, córka Kostrzewy)
  • 2012-2014: NA KRAWĘDZI (Marta Orpik vel Sajno),
  • 2012: 40-6 w PRZEPIS NA ŻYCIE (doktor Dorota Kasini)
  • 2012: SYBERIADA POLSKA (Antonina Dolina, matka Stasia i Tadzia)
  • 2011-2013: 23, 38/I w BEZ TAJEMNIC (Magda Werner, matka Zosi)
  • 2011: BRACIA (Maja)
  • 2011: 25, 26 w PRZEPIS NA ŻYCIE (psychoterapeutka)
  • 2011: 9 w INSTYNKT (dziennikarka, była narzeczona Chojeckiego)
  • 2010: JOANNA Obsada aktorska (Joanna Kurska)
  • 2010: 7 w HOTEL 52 (Renata Zabłocka)
  • 2010: 1-12 w CHICHOT LOSU (prokurator Dorota Makowska)
  • 2009: MIŁOŚĆ NA WYBIEGU (Marlena Brodzka, partnerka Kacpra, właścicielka agencji modelek)
  • 2008: GLINA, seria II (pielęgniarka Agata Jeżewska, była partnerka Gajewskiego)
  • 2007: TYLKO MIŁOŚĆ
  • 2007: ŚWIADEK KORONNY (operatorka Iwona Filska)
  • 2005: 96-7 w PENSJONAT POD RÓŻĄ (Marzena, narzeczona Andrzeja)
  • 2005-8: NA DOBRE I NA ZŁE (Patrycja Sambor, bratowa Michała, dyrektor kliniki Weiss-Korzyckiego)
  • 2005-7: MAGDA M. (Marta Bartosik)
  • 2004: ONO
  • 2003: FALKO w PSIE SERCE (Anna)
  • 2003: KARA w PSIE SERCE (napadnięta dziewczyna)
  • 2003: MARCINELLE (Josiane Masson)
  • 2003-2004: GLINA (pielęgniarka Agata Jeżewska, partnerka Gajewskiego)
  • 2002: 4-5 w PRZEDWIOŚNIE (Karolina Szarłatowiczówna (Karusia), kuzynka Wielosławskich)
  • 2001: PRZEDWIOŚNIE (Karolina Szarłatowiczówna (Karusia), kuzynka Wielosławskich)
  • 2000-2001: MIASTECZKO

Teatr Telewizji:

  • 2010: CZARNOBYL. CZTERY DNI W KWIETNIU (Anka), reż. J. Dymek
  • 2003: FANTOM (Dziewczyna), reż. Ł. Barczyk
  • 2000: NUMERY (Wesna), reż. A. Lipiec-Wróblewska
  • 1999: NIEDOBRA MIŁOŚĆ (Mania - PWST), reż. A. Łapicki
  • 1998: USTA MICKA JAGGERA (Kasia), reż. M. Kwieciński
  • 1997: O KSIĘCIU GOTFRYDZIE, RYCERZU GWIAZDY WIGILIJNEJ (Roksana), reż. I. Mołodecki

Wywiad

„Jak nad pokusą”

Urszula Grabowska bohaterką Festiwalu Sztuki Aktorskiej

 

Jest absolwentką krakowskiej PWST. W „Bagateli” zadebiutowała, będąc jeszcze na II roku studiów, rolą Wiery Aleksandrowny w spektaklu „Miesiąc na wsi”. Pracowała pod wytrawnym okiem Barbary Sass. W kolejnych latach zagrała m.in. : Maszę w „Trzech siostrach” u Andrzeja Domalika, Elain w „Absolwencie” zrealizowanym przez Piotra Łazarkiewicza i Stellę w „Tramwaju zwanym pożądaniem” w inscenizacji Marty Mészáros. W krakowskim Teatrze STU była Ofelią w „Hamlecie”, zaś kinomani znają ją przede wszystkim z Karusi w „Przedwiośniu” w reżyserii Filipa Bajona i Agaty w „Glinie” Władysława Pasikowskiego. Najważniejszą rolą w jej dorobku aktorskim okazała się tytułowa Joanna w filmie Feliksa Falka. Otrzymała za nią Orła oraz nominację do Złotej Kaczki. Film był wielokrotnie nagradzany i wyróżniany.

 

Urszula Grabowska: utalentowana, piękna, pracowita, ambitna i... wciąż posądzana o pokrewieństwo z braćmi Mikołajem i Andrzejem Grabowskimi. Jak podkreśla, to jedynie zbieżność nazwisk, a obu panów podziwia za ich dokonania artystyczne.

 

Kiedy spotkałyśmy się po raz pierwszy w Teatrze STU, w przerwie „Biesów”, w których gra Lizawietę, zrobiła na mnie wrażenie osoby bardzo nieśmiałej. W miarę rozmowy zobaczyłam, że za tą nieśmiałością kryje się też stanowczość, własne zdanie, charakter. Jest krucha, delikatna i mieszczańska: tak o sobie lubi mówić. Ale to również dziewczyna, która umie się postawić i ostro odezwać. Na przykład wtedy, gdy na planie aktorzy szykują się do ważnej sceny, a ktoś z ekipy dowcipkuje i ich rozprasza.

 

Mówi się o niej: aktorka przedwojenna. I to nie tylko ze względu na typ urody. Także z powodu niedzisiejszego stosunku do ludzi i zawodu. Niektórzy zarzucają aktorce zbyt małą przebojowość, niemedialność: Parę razy udało mi się udowodnić, że jestem we właściwym miejscu i właściwym czasie, więc może jednak jestem „dzisiejsza”. A niemedialność? Mam mocną potrzebę prywatności i integralności związków rodzinnych, które są dla mnie tak samo ważne, o ile nie ważniejsze, jak życie zawodowe. Nie widzę żadnego powodu, aby epatować opinię publiczną swoim życiem (choć i tak czasem mówię za dużo), bo inaczej pojmuję swój zawód. Papka komercyjna, która wciąga aktora w swoje tryby, gonitwa za sukcesem: to nie dla mnie. Wiem, że to mnie w pewnym sensie nawet wyklucza, ale wolę iść do celu wolniej, inną drogą. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę się w tym samym punkcie, do którego doszłabym już teraz, gdybym wszystko postawiła na jedną kartę. Ale idąc niespiesznie, będę inaczej ugruntowana, za moim nazwiskiem będą stały inne dokonania. Przyznam, że boję się tej komercyjnej machiny, która potrafi człowieka strasznie przemielić i wypluć, a ja nie chcę się na to narazić, chcę też chronić swoją wrażliwość, którą uważam za cenną – powiedziała w jednym z wywiadów i rzeczywiście nie było w tym chyba ani krzty kokieterii. Można się o tym przekonać już po kilku godzinach rozmowy z aktorką.

 

Mimo popularności osiągniętej dzięki ekranowi – teatr jest jej miłością. Gdy rozmawiałyśmy w jego kulisach, tak mówiła: Należę do pokolenia, które swe wzorce czerpie z mistrzów wychowanych na najlepszych czasach Starego Teatru. Ta poprzeczka została mi postawiona bardzo wysoko, identyfikuję się w pełni z tezą, że w sztuce musi o coś naprawdę chodzić, że ma ona mieć głębszy sens, że słowo „misja” też coś znaczy. Po tym debiucie dostałam stypendium od dyrekcji „Bagateli” i gwarancję angażu po studiach. No i na IV roku dostałam też propozycję z Teatru „STU”, w którym rozmawiamy i który kocham bardzo, propozycję zagrania Ofelii w „Hamlecie”.

 

Początkowo nic na to nie wskazywało, by przed młodziutką Ulą otwierał się świat sceny. Marzyła o projektowaniu ubrań, jako nastolatka szydełkowała, po maturze przez chwilę była modelką, by zarobić na kursy aktorskie przed kolejnym egzaminem do PWST. Do dziś podkreśla, że wybór drogi życiowej to jest sprawa domu, pochodzenia, oswojonego wycinka świata, który był jej dany w tamtym czasie. Pochodzi z rodziny robotniczej, nie ma w niej żadnych wzorców artystycznych. Rodzice przyswajali jej świat im znany i określony, ważny dla nich etos pracy: trzeba mieć solidne wykształcenie, etat i szybko się usamodzielnić. Tego tata wymagał od córki i od jej braci: Stanęło na technikum odzieżowym; trochę na przekór mamie, która chciała ode mnie czegoś więcej, chciała mnie wysłać do szkoły muzycznej. A w tym technikum była pani Aniela Kamieńska, która prowadziła nas często do teatru. Pamiętam debiut Dominiki Bednarczyk w Teatrze Ludowym – byłam nią zachwycona: pisałam z tego spektaklu szkolną recenzję…

 

Trzeba przyznać, że od początku Urszula Grabowska szła jak burza: zagrała w filmach z Jerzym Radziwiłowiczem, Pawłem Małaszyńskim, trafiała pod reżyserskie skrzydła dobrych reżyserów. Talentowi i urodzie towarzyszyło też szczęście, które w tym zawodzie jest bardzo potrzebne. Miała je także Urszula Grabowska w ubiegłym roku na 33. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Moskwie. Kiedy za tytułową rolę Joanny odebrała srebrną statuetkę św. Jerzego, a film dostał nagrodę Rosyjskiej Gildii Krytyków Filmowych oraz wyróżnienie Federacji Klubów Filmowych Rosji – widzowie rozpoznawali ją na ulicach Moskwy bijąc brawa. Nagrodę przyjęła z radością, ale ze spokojem, choć przyznało ją jury pod przewodnictwem samej Geraldine Chaplin. Udzielając po tej nagrodzie wywiadu powiedziała: W Polsce nierzadko po nagrodzie na aktora wręcz spada klątwa: żadnych propozycji zawodowych. Przez pewien czas nie wiadomo, co z laureatem zrobić. Zarazem mam świadomość, że moskiewska nagroda to mocny atut, który mam w ręce. I wiele zależy od tego, jak pokieruję swoim losem, czy będę to umiała wykorzystać. Kiedy po nagrodzie na wieczornym bankiecie rozmawiałam chwilę z Nikitą Michałkowem, dziękując mu m.in. za to, że zakwalifikowano nasz film do głównego konkursu, bardzo komplementował zarówno cały film, podkreślając, jak oszczędnymi środkami jest opowiadany i jaką jednocześnie ma siłę wyrazu, jak też moją grę. Usłyszałam między innymi, że jestem przedstawicielem wysokiego rosyjskiego aktorstwa w Polsce. Jestem bardzo dumna z tej opinii.

 

Pani Urszula większość życia spędza w rozjazdach, głównie między Warszawą a Krakowem. Absorbujące zajęcia w teatrze, konieczność bycia na planie filmowym nie pozostawiają zbyt wiele czasu na życie prywatne. A ma przecież rodzinę: jest żoną Adriana Ochalika, z wykształcenia aktora, dziś rzecznika prasowego Klubu „Wisła” i matką ich synka, ośmioletniego Antosia. Próbowała przenosić częściowo swe życie rodzinne do Warszawy zabierając tam ze sobą rodzinę, a jednak uznała, że na dłuższą metę nie jest to możliwe. Jak zatem godzi życie zawodowe z rodzinnym?

 

To jest sprawa hierarchii wartości, jaką człowiek stawia w życiu. Zostałam wychowana w rodzinie katolickiej, często zamiast na dyskotekę szłam na spotkanie oazowe. W domu nie było bogactwa, ale była miłość. Z domu, z chrześcijańskiej edukacji wyniosłam to, na co w życiu postawiłam. A wybrałam rodzinę. Służba drugiemu człowiekowi, oddawanie kawałka siebie innym – to jest dla mnie w życiu niezbędne. Najpierw powinność wobec innych: potem coś dla siebie. I w życiu prywatnym, i zawodowym. Teatr też jest służbą dla innych, dlatego szukam w nim choćby cząstki misji. Z taką świadomością weszłam w dorosłe życie. Choć powiem szczerze, że czasami mam wrażenie, że zaklinam rzeczywistość, że im dalej w las to stwierdzenie: najpierw rodzina potem zawód, jest życzeniowe. Mój zawód lubi we mnie zwyciężać, to jest niebezpieczne, więc staram się nad tym panować. Jak nad pokusą.

 

/Jolanta Ciosek, rozmowa z Urszulą Grabowską przeprowadzona 9 lutego 2001, „Dziennik Polski" 11-12 lutego 2012/