Oblężenie

Jewgienij Griszkowiec

Czas: 100 min Scena na Sarego 7

Tłumaczenie Agnieszka Lubomira Piotrowska
Reżyseria Małgorzata Bogajewska
Scenografia Dominika Skaza
Kierownik muzyczny Janusz Butrym
Światła Marek Oleniacz
Asystent reżysera / inspicjent / sufler Joanna Jaworska

Oblężenie (Oсада/Osada)

 

Każde oblężenie jest takie samo, czy to Troi, czy Krzemieńca, czy podwórkowej piaskownicy. Sztuka Griszkowca, nie opowiadając o konkretnej wojnie, mówi o wszystkich wojnach świata, a w interpretacji Bogajewskiej o bardzo polskich „męskich wojenkach”. Wojownicy z wyliniałymi husarskimi skrzydłami zapętlają się w historyczno-histerycznych schematach, Weteran zamęcza opowieściami partyzanckimi, które już skądś znamy, a Bogini, zmuszana przez mężczyzn do patronowania ich zabawom, usiłuje uciec z piedestału.

Według reżyserki: „To jest sztuka o naszych polskich przywarach i przyzwyczajeniach. o naszej idiotycznej ułańskiej fantazji i bohaterszczyźnie, które nie pozwalają porządnie pracować, ani się zabrać do czegoś konkretnego, z czego byłby wymierny efekt. To jest rzecz o bezsensownych kłótniach i szukaniu wrogów, bo z kimś zawsze trzeba walczyć albo go zwalczać. To także historia o obwarowywaniu się symbolami i rzucaniu udręczonej Matki Boskiej na sztandary. O tym, ile prawdy jest w naszej wierze, ile pustych gestów, ile sensów w histerycznej próbie wzniesienia historii na ołtarze.”

 

Prapremiera polska: 8 października 2011, Scena na Sarego 7

Gala premierowa: 17 listopada 2011

Jewgienij Walerewicz Griszkowiec – ojciec trzech córek i mąż Eleny – urodził się w 1967 roku w Kemerowie; na tamtejszym uniwersytecie studiował na wydziale filologicznym.

Nazywany w Rosji „człowiekiem-teatrem” i „człowiekiem-orkiestrą”, jest dramaturgiem, pisarzem, reżyserem, aktorem teatralnym i filmowym, mimem oraz muzykiem [w 2002 z grupą Bigudi ( http://www.bigoudi.ru ) wydał pierwszy album „Сейчас” („Teraz”)] – a także rosyjskim rezerwistą, który przesłużył 3 lata w marynarce wojennej. Sam twierdzi: „Nie umiem śpiewać. Nie tyle nie umiem, co w ogóle nie śpiewam. Podoba mi się, jak śpiewają inni i sam chciałbym śpiewać.”

Autor „Zimy”, „Jak zjadłem psa” czy „Jednocześnie” to dramatopisarz, który jako twórca i aktor zadebiutował w niezależnym teatrze „Loża”  w Kemerowie. W czasie improwizowanych spektakli podbił publiczność monodramami, które miały formułę bezpośredniej, szczerej i dowcipnie improwizowanej rozmowy z widzem.

Docenione: nagrodą Anty Bookera „Zima”, a w 2000 rosyjską Złotą Maską „Jak zjadłem psa” – otwarły Griszkowcowi podwoje rosyjskich teatrów, w których wystawiono kolejne utwory.

W październiku 2003 w moskiewskim MChAT miała miejsce prapremiera „Oblężenia” – nieprzerwanie granego do tej pory.

Mieszkający od kilku lat w Kalingradzie Griszkowiec jeździ ze spektaklami po całej Europie. Tłumaczony i chętnie wystawiany na wielu scenach, autor stworzył osobny rodzaj dramatu określanego jako „nowy sentymentalizm”.

Wśród licznych wyróżnień, w tym także nagrody za debiut prozatorski, Griszkowiec w 2007 otrzymał nagrodę o nazwie Rosyjski Brylant, która - jak sądzimy - choćby ze względu na nazwę musiała beneficjentowi szczególnie się podobać.

Małgorzata Bogajewska studiowała prawo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, aktorstwo w poznańskiej Akademii Sztuk Wizualnych oraz scenopisarstwo w Camerimage Film School w Toruniu. Jest absolwentką Wydziału Reżyserii Dramatu Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (2002). W latach 2004-6 pełniła funkcję dyrektora artystycznego Sceny Dramatycznej Teatru Jeleniogórskiego im. Cypriana Kamila Norwida.

Debiutowała jeszcze jako studentka reżyserii „Powrotem” Jerzego Łukosza w Lubuskim Teatrze im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze (2001). W ciągu 10 lat pracy artystycznej wyreżyserowała ponad 20 spektakli; w tym dla teatru „Bagatela”: „Barbelo, o psach i dzieciach” Biljany Srbljanović oraz „Oblężenie” Jewgienija Griszkowca.

Wśród premier, które ma na swym koncie, dominują współczesne dramaty, m.in.: „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” Petra Zelenki (prapremiera w Zielonej Górze, 2003), „Tlen” Iwana Wyrypajewa (Teatr Powszechny, Warszawa, 2003), „Jednocześnie” Jewgienija Griszkowca (przedstawienie impresaryjne, 2004); „Testament psa” Dei Loher (Teatr Polski, Bydgoszcz, 2005), „Dotyk” Marka Modzelewskiego (Teatr Powszechny, Warszawa, 2005), czy najnowsze „Espresso” Lucii Frangione w Teatrze Powszechnym w Warszawie w 2011 (zrealizowane wcześniej w Teatrze w Jeleniej Górze – 2006).

Sięgnęła również po klasykę dramatu, reżyserując „Hamleta” (Teatr im. Wilama Horzycy, Toruń, 2008) i „Kotkę na gorącym blaszanym dachu” Tennessee Williamsa (Teatr im. Stefana Jaracza, Łódź, 2010).

Małgorzata Bogajewska jest laureatką licznych nagród teatralnych, m.in.:

  • 2002 – VIII Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej - wyróżnienie za reżyserię spektaklu "Powrót";
  • 2004 – XIII Międzynarodowy Festiwal Teatralny "Zderzenie" w Kłodzku - Grand Prix dla monodramu „Jednocześnie”;
  • 2004 – XXXIII Festiwal Monodramu WROSTJA - Grand Prix dla monodramu „Jednocześnie”;
  • 2005 – XXXV Jeleniogórskie Spotkania Teatralne w Jeleniej Górze - Nagroda Publiczności dla spektaklu "Czerwone Nosy";
  • 2006 – XII Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej - nagroda za reżyserię spektaklu „Dotyk”;
  • 2007 – VI Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy - Nagroda Dziennikarzy dla spektaklu „Osaczeni”;
  • 2008 – VIII Festiwal Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość Przedstawiona” w Zabrzu - Grand Prix i Nagroda Publiczności dla spektaklu „Osaczeni’;
  • 2010 – XXVIII Festiwal Szkół Teatralnych w Łodzi - Nagroda Zespołowa dla spektaklu „Plastelina”.

Paweł Głowacki „Kilka jeży”, „Dziennik Polski”, 22 listopada 2011:

„Gdy Wojownik II mówi westchnienia z okolic słowa "miłość" - jest tak jakby w męczarniach rodził gardłem nastroszone jeże.

Kuli twarz, chowa oczy pod opuszczonym czołem, palce chce zgubić w palcach. "Bardzo tęsknię za tobą...", "Okropnie źle mi tu bez ciebie..." "Już niedługo...". Te lub inne, podobnie miękkie westchnienia miłosne - one bolą, gdyż przynoszą wstyd. Bo jakże to tak, on, dzielny rycerz, obrońca Ojczyzny - a tu, w okopach, z boku śpiących towarzyszy broni, w godzinie nocnej samotności, jakaś sentymentalna galareta bierze go nagle w swe posiadanie? On, lity chłop, bez szkół, ale za to twardy jak dąb, on, który wciąż ma w byczych nozdrzach zapach tamtej obory rodzinnej, w oczach tamte kury na błotnistym spłachetku za stodołą, w uszach tamten nocny mruk krów i barytonowe sapanie kobył, zaś między zębami resztki tamtej surowej rzepy - a tu haniebna miękkość włazi w przaśne żyły? Nie chce być inaczej. Siedzi na zydlu, skrzydła husarskie leżą gdzieś z tyłu, siedzi i pisze, a raczej mówi, sylabizuje, duka, bełkoce list do żony - i wszystko w Wojowniku II waha się wtedy między dębowym hartem a łzą sentymentalnej baby.

W tej pięciominutowej etiudzie dukania bolesnego listu Marcel Wiercichowski - zachwyca. Zarazem skrapla się tutaj fundamentalna zasada wyreżyserowanego przez Małgorzatę Bogajewską "Oblężenia" Jewgienija Griszkowca. Chodzi o niejednoznaczność, o ciągłe falowanie między jasnością a cieniem, ciepłem a krą, frenetyczną groteską a melancholią szarą, kabaretem, gdzie się kpi z bogoojczyźnianych, iście odpustowych gadżetów, bez nieustannego międlenia których Polacy żyć nie potrafią, a czułością dla bogoojczyźnianej bezradności Polaków. Tylko Polaków?

Nie tylko - "Oblężenie" Bogajewskiej jest dużo pojemniejsze. Wojownicy - obok Wiercichowskiego, grany przez Michała Kościuka chłopek roztropek oraz inteligencki cwaniaczek w wykonaniu Adama Szarka - to może być, to jest ludzka bieda wszystkich wojen w dowolnym czasie. Nie bez przyczyny w ich bełkocie są ślady oblężenia Troi. I nie bez przyczyny w bombastycznych wspomnieniach frontowych obwieszonego medalami Weterana (Marek Kałużyński) snują się echa przygód Syzyfa i kłopotów Herkulesa ze stajnią Augiasza. Piejąca militarne pieśni Bogini (Kamila Klimczak) w złotawej aureoli, która kolorowymi światełkami błyśnie w finale, ta godna odpustowych figurek z gipsu rozpacz estetyczna z dzidą w dłoni okutanej białymi mitenkami, ta obwieszona gadżetami (srebrna trąbka, granat, naboje do karabinu i serce z czerwonego pluszu) sztucznie uduchowiona rzeźba - to nie wyłącznie Maryja, Królowa Polski. a Chłopak (Marcin Kobierski), którego na amen wsysa ta patriotyczna szopka, włazi na scenę nie tylko z widowni Sceny na Sarego 7, i nie tylko dziś.

Ziemianie po prostu lubią, a nawet, niczym pies Pawłowa muszą od święta bezmyślnie powtarzać banalne nerwowe tiki praojców - i raczej nic z tym nie da się zrobić. Patos akademii ku czci, koturn mszy za blizny, szum sztandarów, somnambuliczny pisk pamięci, wyświechtane kalki odwiecznych wzruszeń, do cna wysłuchane pieśni - to i sto innych wiernych foremek jąka się od stuleci i nie może dojąkać się swego końca. Na kanwie tego wszystkiego łatwo jest sklecić szyderczy kabaret. Owszem, ale niby jaki to sukces: zrobić sobie jaja z Polaka niezdrowo opętanego swą Ojczyzną? u Bogajewskiej nie ma śladu takiej płytko rozchichotanej jałowości. Bogajewska nie karci, nie batoży, nie stawia do szyderczego kąta. Seans jej, świetnie, bo cienko, bez przytupu grany - to w istocie lekka lekcja wyrozumiałej czułości dla opętanych. Lekcja od początku udana.

Dlatego, gdy Wiercichowski dukał z zydla list do żony i słychać było wyraźnie, jak wszystko w nim waha się między dębowym hartem a łzą sentymentalnej baby - na widowni tak samo wahał się śmiech, podobny do jeży w gardle przaśnego Wojownika II. Więc, jak on, skuliliśmy twarze, schowaliśmy oczy pod opuszczonymi czołami i międliliśmy palce w palcach. Tak trzeba było, bo jak inaczej, skoro nie wypadało ryczeć. Ale też - nie dało się nie ryczeć.”

 

Łukasz Maciejewski ”Śmiesznie i strasznie bywa w teatrze Bagatela”, „Gazeta Krakowska”, 29 listopada 2011:

„Wygląda na to, że Małgorzata Bogajewska na dobre zadomowiła się na kameralnej scenie "Bagateli" przy ulicy Sarego. Miesiąc po premierze sztuki BiljanySrbljanović "Barbelo, o psach i dzieciach" możemy oglądać jej "Oblężenie" na podstawie dramatu Jewgienija Griszkowca.

Cechą wyróżniającą twórczość Griszkowca jest ucieczka przed skrajnym pesymizmem. Griszkowiec, nazywany często "nowym sentymentalistą", dostrzega w bohaterach nie tylko smutek, również energię, czułość, poczucie humoru. Większość dramatów pisarza, również "Oblężenie", to literatura serio, która wywołuje na sali salwy śmiechu.

Na scenie toczy się rywalizacja na wspomnienia. Wojownicy na trwałe utkwili w jakiejś wojnie. Griszkowiec, który sam odsłużył kilka lat w marynarce wojennej, nie konkretyzuje, o jaką batalię chodzi. Bitwę pod Stalingradem czy starcia w Groznym. Piaskownica jest pojemna. Wieczni chłopcy wyobrażają sobie wrogów i przyjaciół. Zbijają bąki, ziewają, czasami giną na polu chwały. Rosyjski pisarz ukazuje wojenne absurdy, jednocześnie pokazując, że nikt nie będzie w stanie wrócić z poligonu do życia. Obraz przemocy zostawił trwały ślad w psychice żołnierzy. Dlatego najbardziej przejmującym portretem w przedstawieniu jest sylwetka Weterana (Marek Kałużyński). Ten bardzo smutny mężczyzna żyje wojną również w czasie pokoju. Na dodatek w "Oblężeniu" tragizm równoważony jest śmiechem. Na fotelu zasiadła Bogini (Kamila Klimczak) - Madonna z ruskiego bazaru. Liche śpiewa pieśni. Czasami coś z Marleny Dietrich, czasami z książeczki do nabożeństwa. Dookoła wiecznej majówki kołują zdezelowani Wojacy. Mitomani, pacyfiści, politrucy. Są dziećmi czasu wojny. Tak było za ich pradziada i dziada, tak będzie za ich syna i wnuka. Bo w Rosji czas pokoju jest mitem. Jeszcze nie zabliźniło się wspomnienie carskich ukazów, a już Hitler, łagry, Stalin, Breżniew, czarnucha pieriestrojkowa, Afganistan, Czeczenia, Putin...

Wieczni żołnierze nie schodzą z pola boju. Czekają na oblężenie. Czasami próbują pertraktować z wrogiem, ale nie pamiętają kto nim jest, czy usłyszy ich lament. Pyskują, biją się, tęsknią. a bezsilna Matka Boska śpiewa bezsilne pioseneczki o tym, że "w stepie szerokim" mieszkają "mali rycerze".

Bogajewska znakomicie czuje rosyjskie klimaty. w słodko-gorzkim spektaklu dobrze odnaleźli się aktorzy "Bagateli". Uznanie należy się zwłaszcza tragikomicznym Wojownikom, granym przez Michała Kościuka, Marcela Wiercichowskiego i Adama Szarka. Griszkowiec pisał o Rosji, ale w Krakowie oglądamy również satyryczny portret Polski zwaśnionej, w której kłócimy się po to, żeby się kłócić; godzimy, żeby godzić. Nie ma w tym sensu, scalającej konstrukcji. Jest pusty śmiech. a to Polska właśnie.”

 

Magdalena Czerny „…tylko zwyciężymy…”, „Teatralia - Śląsk”, 7 listopada 2012:

„Wojna jest pojemnym pojęciem, w którym mieści się doświadczenie wielu narodów, z ich zwycięstwami, porażkami, mitami oraz symbolami. Małgorzata Bogajewska wielokrotnie udowodniła, że lubi sięgać po tematy trudne, zarówno w zakresie podjętej problematyki, jak i późniejszego odbioru scenicznego. W trakcie Festiwalu Dramaturgii Współczesnej Rzeczywistość Przedstawiona w Zabrzu już raz zaprezentowano spektakl tej reżyserki, który dotyka zagadnienia wojny. Byli to Osaczeni Władimira Zujewa. W trakcie obecnej, dwunastej edycji Festiwalu, zebrana publiczność mogła obejrzeć Oblężenie Jewgienieja Griszkowca.

Na scenie przedstawiono żywy obraz: trzech rycerzy z husarskimi skrzydłami, z których wypadają pióra, zgromadzonych wokół Bogini-Maryi rodem z najbardziej kiczowatych dewocjonaliów. W przestrzeń tego obrazu z bliżej nieznanego muzeum, wkracza weteran z medalami na piersi i biało-czerwoną opaską na przedramieniu. Bohater ten żyje dawnymi czasami. Uważa, że w przeszłości, kiedy trwała wojna, mężczyźni i kobiety byli jacyś inni – bardziej mężni i odważni. Opozycyjną względem niego postacią jest młodzieniec, który zostaje wprowadzony w przestrzeń sceniczną z widowni – chłopak w dżinsach, z komórką w dłoni. Nie rozumie historii, którą opowiada mu weteran i bezustannie przekręca sensy snutych wspomnień. I odwrotnie: Weteran nie może pojąć, w jaki sposób można żyć normalnie, bo przecież nie o to walczył w lasach…

Tu sięgamy sedna spektaklu. Przywiązany do swoich wojennych wspomnień Weteran nie potrafi dostosować się do obecnej sytuacji i otaczających go ludzi, których postępowania nie rozumie. Podobnie jak husarze, żyje mitem wojny. Z kolei wojownicy uczestniczą w bliżej nieokreślonym oblężeniu, którego sensu nie pojmują. Wśród nich znajdują się: prosty, ale niezwykle odważny mężczyzna, który po kryjomu pisze list do rodziny, inteligent – zwolennik pokojowego rozwiązania konfliktu oraz znajdujący się pomiędzy dwoma pozostałymi – zapaleniec, pragnący widzieć przeciwnika tylko i wyłącznie na kolanach. Wykorzystując tekst rosyjskiego autora, który można odnieść do różnych wojen, Bogajewska tworzy krótką historię męczeństwa narodu polskiego. Pokazuje bezsensowność i bezcelowość niektórych działań, mierząc się tym samym z martyrologią naszego państwa oraz symbolami, w obronie których umierali ludzie. Jej wizja nie jest jednak na tyle silna, wymowna i sugestywna, aby na dłużej  mogła zagościć w rozważaniach widzów.

Warto jednak zauważyć, że twórcy przedstawienia starają się również nakreślić powody, dla których rycerze biorą udział w walce. Wbrew pozorom nie są one wydumane: mężczyźni uczestniczą w wojnie, ponieważ brali w niej udział ich ojcowie i dziadkowie, których nie chcą zawieść – mogą albo zwyciężyć, albo bohatersko polec na polu chwały. Innego rozwiązania dla nich nie ma. Oderwana od konkretnego miejsca i czasu wojna trwać będzie nadal i z takich samych, niejasnych pobudek, wezmą w niej udział potomkowie bohaterów spektaklu. W przedstawieniu wspomniane są również mitologiczne postaci herosów: Achillesa, Syzyfa, Heraklesa, Odyseusza, o których mity zostały przefiltrowane przez późniejszą historię. Przeformułowane opowieści o dawnych wojownikach, łączą się z autentycznymi bitwami, w trakcie których przelano prawdziwą krew. Tym samym pokazany zostaje nieprzerwany ciąg wojen, traktowanych przez chłopców najpierw jako zabawę, a później – jako rozgrywkę, w której tracą kończyny lub życie.

Ważną postacią tego spektaklu jest Bogini, która w trakcie opowieści snutych przez mężczyzn przysypia, nie kryjąc swojego znudzenia. Kiedy próbuje odejść, husarze powstrzymują ją i ponownie sadzają na tronie, gdyż bez jej obecności ich działania, jako posłanników chrześcijaństwa, tracą sens. Oprócz kiczowatej złotej korony, która zostanie oświetlona przez rycerzy w końcowej scenie i czerwonego, wielkiego serca, ma ona również atrybuty nijak się mające do jej statusu – nóż, naboje do karabinu, menażkę. Wbrew sobie, stała się Matką Boską Walczącą, która ma wspierać tylko jedną, słuszną stronę konfliktu. Biorący udział w bojach przypisali jej również funkcje „użytkowe” – ma wspierać ich w walce, dawać błogosławieństwo, ocalać przed ranami i porażką oraz intonować pieśni, które zagrzewają do walki. Oprócz Roty pojawiają się jednak również motywy przewodnie z filmów takich, jak Czterej pancerni czy Przygody Pana Michała oraz śpiewana dla uspokojenia wojowników kołysanka Na Wojtusia z popielnika. Ironiczne i zdystansowane potraktowanie historii powoduje wywołuje śmiech wśród publiczności. Z jednej strony mamy nostalgię za bliżej nieokreślonymi, dawnymi czasami, z drugiej obalanie mitów, które pojawiły się w naszej historii. A Wojownicy i Weteran? Najpierw błyśniesz, potem gaśniesz, Ot i bajka cała.”

„O wszystkich wojnach świata” – rozmowa z Małgorzatą Bogajewską

 

- Praca nad „Oblężeniem” nie jest pani pierwszym spotkaniem z Jewgienijem Griszkowcem.

- Wcześniej zrealizowałam bardzo dobrze przyjęty monodram „Jednocześnie”, a teraz z przyjemnością sięgnęłam po drugi jego utwór. Co prawda, dosyć długo musiałam na niego czekać, ale udało się.

Dla mnie główną zaletą pisarstwa Griszkowca – nazwanego przez rosyjskich krytyków „nowym sentymentalistą” – jest kreowanie teatru, który umie z czułością patrzeć na świat i człowieka. Griszkowiec opisuje wielkie dramaty, wielkie samotności i ważkie sprawy przez ludzki szczegół. Drobne, niby nieważne zdarzenia determinują bohaterów Griszkowca i ich dalsze losy. W jego twórczości sprawy mikro urastają do rangi, od której może zależeć życie.

Griszkowiec pięknie umie te rzeczy wychwycić i subtelnie diagnozować rzeczywistość, a jednocześnie szalenie to dowcipnie opisuje.

- „Oblężenie” zapełniają różne postaci. A to Bogini Wojny, a to może Odyseusz, Parys lub Agamemnon, a to Weteran licznych wojen współczesnych. Słowem – militarne towarzystwo.

- Ten dramat jest na tyle pojemny, że wszystko jedno, jakie mitologiczne figury podstawimy pod osoby Wojowników i jakiej konkretnej wojny weteranem jest Weteran. „Oblężenie” nie mówi dosłownie o żadnej wojnie i w związku z tym mówi o wszystkich wojnach świata. O mężczyznach, którzy tak jak mali chłopcy cały czas bawią się w wojnę w tej jednej piaskownicy, w której sobie siedzą, wymyślają sobie wrogów i przyjaciół. Zawiązują koalicje i alianse, i nic z tego nie wynika. I te ich wojny tak trwają i trwają, i nie potrafią ich skończyć. I nie potrafią wrócić do normalnego życia tak jak Weteran, który opowiadaniem mitycznych historii stara się zaleczyć wojenną traumę i wyczyścić pamięć ze stokroć gorszych wydarzeń.

- Wasz spektakl jest taki bardziej o Polsce…

- Bo nie robimy spektaklu o wojnie, tylko o męskich wojenkach, a to bardzo polski temat.

To jest sztuka o naszych polskich przywarach i przyzwyczajeniach. O naszej idiotycznej ułańskiej fantazji i bohaterszczyźnie, które nie pozwalają porządnie pracować, ani się zabrać do czegoś konkretnego, z czego byłby wymierny efekt. To jest rzecz o bezsensownych kłótniach i szukaniu wrogów, bo z kimś zawsze trzeba walczyć albo go zwalczać. To także historia o obwarowywaniu się symbolami i rzucaniu udręczonej Matki Boskiej na sztandary. o tym, ile prawdy jest w naszej wierze, ile pustych gestów, ile sensów w histerycznej próbie wzniesienia historii na ołtarze.

Nasze „Oblężenie" mówi o polskim klinczu, z którego bardzo trudno się wydostać. Jedni krzyczą, to i drudzy krzyczą, a człowiek jest tak zmęczony, że już mu się nie chce słuchać, w jakiej to sprawie dzisiaj krzyczą.

I najbardziej przykre w tym jest to, że tymi wojenkami dla samego wojowania zaraża się następne pokolenia. Tak jak Chłopaka.

- Tak się złożyło, że prapremiera „Oblężenia” na dzień przedwyborczy przypadła…

- Idealnie się to złożyło. Wiem, że wybory to tylko ten jeden dzień i spektakl potem będzie grany w mniej symbolicznych okolicznościach, ale to znamienne dla „Oblężenia”. Dla tego, czego chciałam dotknąć i o czym opowiedzieć w spektaklu.

 

/rozmawiała Magdalena Furdyna/