Pensjonat Pana Bielańskiego

Herbert Kaluza, Marek Gierszał

Czas: 180 min 1 przerwa Duża Scena Karmelicka 6

Kupuj bilet on-line
Najbliższy spektakl: 19.10.2021 18:00

Obsada:

Maurycy Stolnik
Halina Bodziewicz, wdowa, jego siostra
Ida, jej córka
Franciszka, jej córka
Alfred Stolnik, jego bratanek
Kazimierz Czereśniak, malarz, przyjaciel Alfreda
Apolinary Feigenbaum, człowiek światowy
Baronowa Sołowiejczyk, pisarka powieści z wydźwiękiem
Stanisław Bielański, były dyrektor teatru muzycznego
Amalia Tołbaczeska, jego szwagierka
Fryderyka, jej córka
Adam Łopatowicz, prawie aktor
Józef Gromski, major
Kwiaciarka
Adaptacja/ reżyseria Marek Gierszał
Teksty piosenek Artur Andrus
Muzyka Adam Opatowicz
Scenografia Katarzyna Wójtowicz
Kostiumy Hanna Sibilski
Choreografia Grzegorz Suski
Reżyseria świateł Tomasz Wentland
Asystent reżysera/ inspicjent Magdalena Gródek

Pensjonat Pana Bielańskiego

na podstawie sztuki Pension Schöller Carla Laufsa i Wilhelma Jacoby'ego

Zapraszamy na rozkoszną wycieczkę po c.k. Krakowie teatralnym wehikułem czasu. Herbert Kaluza i Marek Gierszał stworzyli precyzyjną maszynkę do wywoływania śmiechu pełną aluzji do findesieclowej Galicji i polskiej kultury (także współczesnej!). Pensjonat Pana Bielańskiego to pokaz realistycznego teatru, jakiego coraz rzadziej mamy okazję doświadczać: stylizowane dekoracje i kostiumy z epoki stanowią bogatą oprawę dla barwnej galerii oryginalnych postaci. Wg reżysera jest to przedstawienie i dla młodszych, którzy nigdy nie spotkali się z taką konwencją, i dla starszych, którzy dziś mogą za nią tęsknić. Teatr do zobaczenia po raz pierwszy lub do powspominania i do wymiany międzypokoleniowych doświadczeń. Spektaklowi towarzyszą wdzięczne i zabawne piosenki napisane przez Artura Andrusa do muzyki Adama Opatowicza.

Autorzy przedstawienia wzorowali się na zwariowanej niemieckiej possie (gatunek farsy osadzony w konkretnym miejscu i bazujący na lokalnych odniesieniach) Pension Schöller Carla Laufsa i Wilhelma Jacoby’ego z 1890. Ta ciesząca się niesłabnącym powodzeniem w obszarze niemieckojęzycznym sztuka – aż trzykrotnie sfilmowana przez syna Jacoby’ego! – jest owocem przyjaźni. Choć Jacoby był tylko autorem pomysłu, Laufs lojalnie dzielił się z nim połową wszystkich tantiem. Obaj twórcy należeli do związku karnawałowego w Moguncji oraz byli członkami paramasońskiej loży Schlaraffia, towarzystwa „jednakowo myślących mężów, których celem jest pielęgnowanie humoru i sztuki według określonych form i przy przestrzeganiu pewnego ceremoniału, i których główną zasadą jest przyjaźń”. Obaj także prócz sztuk teatralnych pisali operetki oraz wystąpienia i mowy karnawałowe. Atmosferę karnawału odnajdziecie też w ich sztandarowym dziele.

Premiera: 26-27 czerwca 2021, Duża Scena

Marek Gierszał – reżyser, aktor, scenarzysta, tłumacz sztuk teatralnych, autor i współautor scenariuszy filmowych w języku niemieckim, absolwent Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST i Uniwersytetu w Hamburgu (Reżyseria Filmów Fabularnych). Od 1988 mieszka i pracuje w Niemczech. Wykładowca Stage School w Hamburgu (1994-1999), docent Akademii Realizacji Telewizyjnej stacji ARD i ZDF w Norymberdze (2002-2016) oraz wydziału aktorskiego Europejskiego Instytutu Teatru w Berlinie (od 2018). Właściciel firmy producenckiej ADA Film w Berlinie (od 2005). W dorobku ma role filmowe, telewizyjne i teatralne. Jako reżyser współpracował m.in. z Ch. Waltzem. W Niemczech reżyserował filmy fabularne i przedstawienia teatralne, w tym Słowika na podstawie baśni H.Ch. Andersena z muzyką S. Wuesthof (Berlin, 2011).

W Polsce reżyseruje na scenach w Białymstoku, Bielsku-Białej, Szczecinie i Krakowie (Teatr Słowackiego, Teatr STU, Teatr Bagatela).Nasza publiczność zawdzięcza mu Boga mordu Y. Rezy, shakespeare’owskie Jak wam się podoba w wyłącznie damskiej obsadzie i Truciznę L. Vekemans. Przy współpracy przekładowej Herberta Kaluzy przybliżył Polakom Koguta w rosole S. Jokica, Firma dziękuje L. Hübnera, Pensjonat Pana Bielańskiego wg C. Laufsa i W. Jacoby’ego oraz Tschicka W. Herrndorfa.

Herbert (Andrzej) Kaluza – polonista, aktor, pedagog, tłumacz o bogatym życiorysie zawodowym. Pracował m.in. w teatrach Bielska-Białej, Wrocławia i Warszawy (Teatr Narodowy); asystował dyrektorom: Adamowi Hanuszkiewiczowi, Jerzemu Krasowskiemu i Krystynie Skuszance. Ma na koncie role m.in. Księcia Niezłomnego (u Calderóna-Słowackiego), Kserksesa (u Ajschylosa), Gustawa i Papkina (u Fredry), Belzebuba i Scurvy’ego (u Witkacego). Zdobywał nagrody aktorskie na festiwalach m.in. w Nowym Jorku, Williamstone (USA), Archangielsku i Kijowie. Wykładowca prozy w PWSFTviT w Łodzi, od 1985 mieszka w Niemczech, gdzie występował na scenach w Kilonii.

Dla polskich teatrów we współpracy z Markiem Gierszałem tłumaczy z niemieckiego sztuki wystawiane z powodzeniem na wielu scenach, m.in. Kogut w rosole S. Jokica, Firma dziękuje L. Hübnera, Tschick W. Herrndorfa. Razem napisali Pensjonat Pana Bielańskiego. Na realizację czeka obecnie Furia L. Hübnera.

Marek Gierszał – reżyser, aktor, scenarzysta, tłumacz sztuk teatralnych, autor i współautor scenariuszy filmowych w języku niemieckim, absolwent Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST i Uniwersytetu w Hamburgu (Reżyseria Filmów Fabularnych). Od 1988 mieszka i pracuje w Niemczech. Wykładowca Stage School w Hamburgu (1994-1999), docent Akademii Realizacji Telewizyjnej stacji ARD i ZDF w Norymberdze (2002-2016) oraz wydziału aktorskiego Europejskiego Instytutu Teatru w Berlinie (od 2018). Właściciel firmy producenckiej ADA Film w Berlinie (od 2005). W dorobku ma role filmowe, telewizyjne i teatralne. Jako reżyser współpracował m.in. z Ch. Waltzem. W Niemczech reżyserował filmy fabularne i przedstawienia teatralne, w tym Słowika na podstawie baśni H.Ch. Andersena z muzyką S. Wuesthof (Berlin, 2011).

W Polsce reżyseruje na scenach w Białymstoku, Bielsku-Białej, Szczecinie i Krakowie (Teatr Słowackiego, Teatr STU, Teatr Bagatela).Nasza publiczność zawdzięcza mu Boga mordu Y. Rezy, shakespeare’owskie Jak wam się podoba w wyłącznie damskiej obsadzie i Truciznę L. Vekemans. Przy współpracy przekładowej Herberta Kaluzy przybliżył Polakom Koguta w rosole S. Jokica, Firma dziękuje L. Hübnera, Pensjonat Pana Bielańskiego wg C. Laufsa i W. Jacoby’ego oraz Tschicka W. Herrndorfa.

Wacław Krupińskifacebook.com/wkrupins, 27 czerwca 2021:

BAGATELA MA HIT!

„Pensjonat pana Bielańskiego” w Teatrze Bagatela porwał mnie od pierwszych chwil, od piosenki śpiewanej przez Annę Branny… A potem już śmiałem się co rusz, podobnie jak reszta widzów, bawiłem na tyle świetnie, że trzy godziny minęły jak z bicza strzelił. Niby niemiecka ramotka z końca XIX wieku, tzw. possa, choć i słowo farsa paść może, ale przez Marka Gierszała – adaptacja i reżyseria – tak fantastycznie wpisana w realia Krakowa, że brzmi jakże współcześnie. A przecież dzieje się w roku 1910… Daj boże wszystkim adaptującym cudze teksty tak fantazyjne pomysły, tak zabawny język, taką lekkość w prowadzeniu aktorów… Tym należą się oddzielne peany. Krzysztof Bochenek w głównej roli Maurycego Stolnika śmieszy urokliwie, acz bez zbędnych szarż. Magdalena Walach jako Baronowa Sołowiejczyk, pisarka powieści z wydźwiękiem, uwodzi widza od pierwszych chwil; wyrazista i zabawna. I sądzę, że na skojarzenia z czarowną Barbarą Krafftówną z jej lat w Kabarecie Starszych Panów w pełni zasłużyła. I jeszcze muszę wymienić rozwichrzonego Apolinarego Feigenbauma, człowieka światowego, w którego brawurowo wciela się Marcin Kobierski, i jakże groźnego majora Gromskiego w wykonaniu Dariusza Starczewskiego… I tytułowego Stanisława Bielańskiego, w którego pensjonacie wszystkie te indywidua się spotykają. Arcyoryginał z owego byłego dyrektora teatru muzycznego, co podkreśla i jego fantazyjny kostium. Piękne, barwne kostiumy, które zaprojektowała Hanna Sibilski, przydają spektaklowi ogromnych walorów - i bez wątpienia dodają aktorom skrzydeł.

Fantastyczny spektakl, pełen humoru, i to jakże aktualnego, także odwołań literackich, a to dzięki prawie aktorowi Adamowi Łopatowiczowi, którego gra, a nie ma łatwego zadania, Tomasz Lipiński. I to jest kolejna ropa, która zapada w pamięć. Wypiłem zatem za niego kiepiszek, jak i za cały ten zwariowany, także sensie ścisłym, jakby powiedział Jerzy Pilch spektakl. Ale więcej nie zdradzę, nie wyjaśnię też, skąd ta ropa i kiepiszek. Idźcie Państwo do Bagateli! Idźcie i bawcie się tak dobrze, jak premierowa publiczność, dziękująca na stojąco twórcom przedstawienia, w tym 15 aktorom. Bagatela ma hit. Jestem o tym przekonany gratulując twórcom i dyrekcji teatru.

I jeszcze jedno; dzięki poluzowanym obostrzeniom widownia Bagateli była niemal pełna. Jakiż to radosny widok. Oby tak już zawsze!

Teatr pełen teatru – rozmowa z Markiem Gierszałem

– Possa nie jest nazwą gatunku teatru znanego szerokiej polskiej publiczności. A to określenie uzupełnia tytuł Pensjonatu Pana Bielańskiego.

– Myślę, że i niemiecka publiczność nie zna tego określenia zbyt dobrze, choć pochodzi ono z tradycji tamtejszego teatru, ale – jeśli dobrze pamiętam – zapożyczonej chyba w XVIII wieku od Francuzów... Wyjaśnijmy dla porządku, że possa to dawne określenie lekkiego utworu scenicznego o błahej treści. Possę cechuje lokalność; bywa, że jej bohaterami są ogólnie znane miejscowej społeczności postaci. Niemiecką possę wyróżnia jeszcze tradycja, która nawiązuje do karnawałowych przemów okolicznościowych. Chyba najistotniejsze w possie jest to, że pomimo śmiania się z ludzkich przywar i ułomności nie jest moralizatorska. Tak też jest w przypadku Pensjonatu, który obśmiewając ludzką próżność, nie poucza i nie naucza, bohater nie ponosi żadnej kary, a widz nie jest sztorcowany. Raczej zawstydzenie czy odkrycie błędu bohatera przez samego siebie ma być zaproszeniem widza do przemyślenia postaw, pamiętając, że to tylko forma, żart i „teatr śmiechu”. Possa jest więc rodzajem umowy między twórcami a widzem, który wiedząc, z czym ma do czynienia, zwyczajnie godzi się na taki rodzaj rozrywki i zabawy.

– Razem z Herbertem Kaluzą jesteście autorami polskiej adaptacji Pension Schöller. Ta sztuka Carla Laufsa i Wilhelma Jacoby’ego jest sztandarowym lekkim utworem granym w niemieckich teatrach od momentu napisania (1890) do dzisiaj. Dużo czasu zajęła adaptacja tego utworu? I skąd pomysł, żeby rzecz działa się w Krakowie?

Naszą wersję Pensjonatu zawdzięczamy Adamowi Opatowiczowi, dyrektorowi Teatru Polskiego w Szczecinie, który tylko na podstawie mojej opowieści (bo jeszcze nie przygotowaliśmy polskiej wersji) w maju 2017 wyznaczył termin premiery już na październik! Na szczęście dla realizacji stało się to trzy miesiące później.

Premiera Pension Schöller odbyła się w Berlinie, w którym też rozgrywa się akcja sztuki. Oczywiście w tradycji possy zmieniano miejsce akcji, dostosowując je do miasta, w którym tę sztukę grano. Zastanawiając się, gdzie osadzić polską wersję, w pewnym momencie zrozumieliśmy, że Kraków jest najlepszym miejscem ze względu na historyczną atrakcyjność oraz wyjątkową mentalność mieszkańców. I choć wcale nie od razu myśleliśmy o byłej stolicy, to decyzja ta okazała się celna.

Mimo że nie jesteśmy krakusami, Herbert miał ogrom pomysłów, jak to miasto wykorzystać, ograć je. Muszę powiedzieć, że na początku pisaliśmy razem, ale to generowało zbyt wiele konfliktów. Więc zwyczajnie podzieliśmy się pracą i nawzajem siebie korygowaliśmy. Cyzelowaliśmy frazy, sytuacje etc. Czasami walczyliśmy na noże o słowo, frazę. Dlatego reżyserując spektakl, bardzo nalegam i proszę aktorów, by trzymali się napisanych kwestii. Ich rytmy, pointy to efekt ciężkiej pracy mojej i Herberta. Ale istotniejsze jest, że w każdej dobrej komedii najważniejsze są język, jego rytm, szyk zdania, zawiązanie dialogu i jego wybrzmienie. Bo dobrze napisany tekst buduje aktorowi rolę, a widzowi daje powód do śmiechu bez zasłon i woalek. Jak mawiał mój niedościgły mistrz Billy Wilder, do zrobienia dobrego filmu potrzebne są trzy rzeczy: dobry scenariusz, dobry scenariusz i dobry scenariusz.

– Zaproponowaliście – pan jako reżyser, projektantka kostiumów Hanna Sibilski i scenograf Katarzyna Wójtowicz – powrót do poetyki teatru retro. Inaczej ujmując, zapraszacie na spektakl, jakich się już mało ogląda na współczesnych scenach. Kostiumy, scenografia, wieloobsadowość. Słowem: teatr pełen teatru i jego magii.

– Skoro wybrałem do realizacji farsę, której akcję osadziliśmy w c.k. Krakowie, kiedy to w mieście obowiązywał ruch lewostronny (aż do 1922 roku!), to nie chciałem jej widzieć w okrojonym plastycznie wydaniu. Jeżeli mówimy zatem o tzw. bogatej wystawie, to jest ona konsekwencją dramaturgicznego przemyślenia sztuki. Oczywiście można ubrać aktorów w garsonki i garnitury z sieciówki, ale jaki to ma sens w przypadku komedii dziejącej się ze 110 lat temu?

Zapraszamy do karnawałowej possy – zabawy, dla której potrzebujemy obyczajowości uzasadniającej widzowi tok akcji i prawdopodobne zachowania bohaterów żyjących grubo ponad wiek temu. To dla nas, twórców, jest ważne. W związku z tym stawiamy na kostiumy i scenografię. Jednak proszę pamiętać, że ten świat prezentujemy ze współczesnej perspektywy, stąd wszędzie publiczność odnajdzie elementy dzisiejszych stylizacji.

Z szacunku dla wrażliwości widowni Teatru Bagatela, dziękując naszą pracą za poświęcony nam czas, zadajemy sobie trud, żeby przygotować możliwie atrakcyjny spektakl. Skoro widz podjął wysiłek i wybrał się do teatru na Pensjonat Pana Bielańskiego, powinien otrzymać widowisko, na którym ma się nie nudzić. Umawiamy się z publicznością, że zapraszamy ją do niegdysiejszego, ale trochę im znanego świata, w którym nie ma scenicznego marazmu. Zapraszamy do „teatru śmiechu”, a nie do monotonii w teatrze, dlatego staramy się tworzyć kolorowe, ciekawe sceniczne sytuacje.

Pensjonat Pana Bielańskiego jest komedią o próżności. To już zostało powiedziane. Bohaterowie, uważając się za unikatowe i ponadprzeciętne postaci, już sami się lokują w tym określeniu.

– Wszyscy jesteśmy próżni. I może dlatego Pensjonat jest taki ciekawy do wystawienia, że jego tematem jest właśnie próżność? (śmiech) Bardzo podoba mi się w tym tekście, że nie stawia się żadnego z bohaterów pod tablicą. My też nie lubimy być pouczani i karceni.

– Realizacja Pensjonatu w Bagateli jest już czwartą pańską pracą nad tym spektaklem. Zapewne już ma pan swoich ulubionych bohaterów. Jako absolwent Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST, czyli dyplomowany aktor, którą z postaci chciałby pan zagrać?

– Najchętniej wszystkie. Wszystkie po kolei. (śmiech) Może wstyd się przyznać, ale zazdroszczę aktorom, że mogą grać a to Stolnika, a to Bielańskiego, Jana czy Kwiaciarkę. Mówię zupełnie serio. Jak bym zagrał? To inna sprawa… na pewno nie tak dobrze, jak moi aktorzy, ale już sama możliwość zagrania takich „osobliwości“ wywołuje u mnie radość, więc perspektywa jest ogromnie kusząca.

/rozmawiała Magdalena Musialik-Furdyna/