Rewizor

Mikołaj Gogol

Czas: 120 min 1 przerwa Duża Scena Karmelicka 6

Kupuj bilet on-line
Najbliższy spektakl: 26.10.2021 19:15

Obsada:

Antoni Ciąg-Dmuchanowski, Naczelnik
Anna, żona Naczelnika
Maria, córka Naczelnikostwa
Jan Maria Chlestakow, podróżny
Tamara Łopotowska, dyrektorka szkoły
Filip Poziomka, kierownik ośrodka zdrowia
Amos Łapski-Capski, sędzia powiatowy
Anatol Boczek, kierownik poczty
Piotr Dobczyński, wścibski I
Piotr Bobczyński, wścibski II
Piwowarska/ Rewizor
Parafraza przekładowa Tadeusz Nyczek
Reżyseria/ opr. dramaturgiczne/ scenografia/ opr. muzyczne Mikołaj Grabowski
Scenografia Agata Stańczyk
Reżyseria świateł Michał Grabowski
As. reżysera/ inspicjent Joanna Jaworska
Współpraca przy realizacji świateł Marek Oleniacz
Współpraca przy realizacji dźwięku Piotr Kłembukowski

Rewizor (Pевизор)

Zżerany korupcją kraj złodziei pogrążony jest w strachu – przed władzą, przed utratą władzy... Znacie to? Oczywiście, że tak! Z Rewizora. Jedna z najśmieszniejszych i najmądrzejszych komedii teatralnych powraca w nowej odsłonie. Świeże tłumaczenie-parafraza Tadeusza Nyczka przenosi nas z przenikliwie przez Mikołaja Gogola opisanej carskiej Rosji do współczesnej Polski. A śmiejemy się wciąż z tego samego – z siebie samych. W ujęciu Mikołaja Grabowskiego jest to też opowieść o dwóch niemal urzeczywistnionych snach: o byciu kimś lepszym niż się jest, oraz o potędze. Kto z nas czasem o tym nie śnił?

Rewizor – wyłuszcza autor parafrazy – jest przede wszystkim sztuką o totalnie poodwracanych wartościach. Ponieważ w tym świecie nic nie działa normalnie, zwykła pomyłka niewarta kichnięcia może urosnąć do katastrofy mogącej zmieść cały dotychczasowy porządek. To pokazuje, jak kruchy jest tak zwany ład społeczny, zwłaszcza ten oparty na prawie siły. Paraliżująca przemoc wyzwala najgorsze cechy w człowieku, obnaża jego potencjalne świństwo i nieskończoną małość. A nawet stężona ilość świństwa nie jest w stanie zaszkodzić sprawnemu funkcjonowaniu karuzeli marionetek kręcącej się w rytm widzimisię jednego małego satrapy – pod warunkiem jednak, że nie pojawi się ktoś silniejszy, bardziej wpływowy, a przede wszystkim nieprzewidywalny.”

W scenografii wykorzystano kurtynę autorstwa Tadeusza Bystrzaka.

Premiera: 6-7 marca 2021, Duża Scena

Utwory wykorzystane w spektaklu:

Therefore I Am, muz. i słowa Billie Eilish O’Connell, Finneas Baird O’Connell

Le nozze di Figaro (Sull'aria... Che soave zeffiretto), muz. Wolfgang Amadeus Mozart, sł. Lorenzo Da Ponte

Willing And Able, muz. i słowa Anthony Tyrone Moseley, Prince Rogers Nelson, Levi Seacer Jr

Samotność dźwięków, muz. Tomasz Sikorski

Żarzące się węgielki, muz. Adam Makowicz

W spektaklu jako rekwizyty użyte zostały wyroby tytoniowe.

Jest prawdą powszechnie znaną, że bez Mikołaja Gogola nie byłoby nie tylko rosyjskiej literatury, ale i kultury w ogóle. Klasyk i buntownik zarazem, który łącząc moralizatorskie tendencje oświecenia z romantycznymi pierwiastkami ludowo-fantastycznymi utorował Rosjanom drogę do realizmu, żył zaledwie 43 lata. Był autorem niezwykle wszechstronnym, pisał opowiadania, powieści, dramaty, teksty krytycznoliterackie, traktaty religijne, społeczne i etyczne. Bliskie mu były zarówno satyra i groteska, jak i mistycyzm. Urodził się w rodzinnym majątku na Ukrainie w 1809. Debiutował w 1829, w rok po przeprowadzce do Petersburga, gdzie próbował bez powodzenia kariery urzędniczej, akademickiej i aktorskiej. Tu zaprzyjaźnił się z Aleksandrem Puszkinem, któremu zawdzięczał pomysły na sztandarowe dzieła: komedię Rewizor (1836/1842), której sukces go przerósł i sprowokował do wyjazdu za granicę, oraz powieść Martwe dusze (1842). Lata 1836-1841 spędził w Paryżu i Rzymie, gdzie m.in. przez Adama Mickiewicza i braci zmartwychwstańców zetknął się z polskim mesjanizmem. Praca nad kolejnymi częściami Martwych dusz i polemiki wokół już opublikowanej pochłonęły go na resztę życia. Wyczerpany fizycznie i psychicznie zmarł w 1852 w Moskwie dziesięć dni po spaleniu ostatniej wersji powieści (po ekshumacji spekulowano, że został pochowany żywcem w stanie śpiączki).

Do najpopularniejszych dzieł Gogola należą także dramat Ożenek (1842), opowiadania Wij i Pamiętnik wariata (1835), Nos (1836) i Płaszcz (1842) oraz powieść Taras Bulba (1835/1842). Większość jego prozy przetłumaczono na polski jeszcze w XIX wieku, w tym część za życia autora.

Mikołaj Grabowski, aktor filmowy, teatralny i telewizyjny, reżyser teatralny i pedagog. Urodzony w 1946 w Chrzanowie. Absolwent krakowskiej PWST na wydziałach aktorskim (1969) i reżyserii dramatu (1977). Po studiach aktorskich zaangażowany do Teatru im. Słowackiego w Krakowie (1969-77), po reżyserskich – do Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze (1977-79) i Teatru im. Jaracza w Łodzi (1979-81 i 1988-92). Był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Polskiego w Poznaniu (1981-82), Teatru Słowackiego (1982-85) i Starego Teatru (2002-12) oraz dyrektorem artystycznym Teatru Nowego w Łodzi (1999-2002). Od 1969 do 1973 asystent na macierzystej uczelni, a od 1998 do 2002 dziekan Wydziału Reżyserii Dramatu tamże. Gościnnie występował i reżyserował na szeregu innych scen w kraju i za granicą, m.in. w krakowskim Teatrze STU, warszawskim Teatrze IMKA i w Pantheater Kampnagel w Hamburgu. Współpracował też z Teatrem Telewizji i Teatrem Polskiego Radia.

Na przestrzeni lat kilkanaście razy powracał do twórczości Witolda Gombrowicza (m.in. Trans-Atlantyk, Teatr Jaracza 1981 i 1989; Teatr Słowackiego 1982; Teatr Śląski 1993; Stary Teatr 2008; Dzienniki, Teatr IMKA 2010). Zrealizował trzyczęściową adaptację pamiętników Jędrzeja Kitowicza (Opis obyczajów, czyli... jak zwyczajnie wszędzie się miesza złe do dobrego, Teatr STU i Teatr Telewizji 1990; Opis obyczajów część II, Teatr Słowackiego 1996; O północy przybyłem do Widawy... czyli Opis obyczajów III, Teatr IMKA 2010). Adaptował też kilkukrotnie prozę Henryka Rzewuskiego (Pamiątki Soplicy, Teatr Jaracza 1981; Teatr Telewizji 1983; Listopad, Teatr Polski w Poznaniu 1982; Teatr Słowackiego 1983, Teatr Telewizji 1995). W 2009 zainicjował program tematyczny „re_wizje/sarmatyzm” w Starym Teatrze, ale równie bliska jest mu współczesna twórczość Bogusława Schaeffera. W Teatrze Bagatela połączył w Dialogach polskich, czyli Rozmowach prawdziwych Polaków z Gombrowiczem (Duża Scena, 2019) twórczość ulubieńców z własną; przedstawienie wyróżniono za muzykę Zygmunta Koniecznego i rolę Urszuli Grabowskiej na XIV Międzynarodowym Festiwalu Gombrowiczowskim w Radomiu.

Ma na koncie blisko czterdzieści wyróżnień teatralnych, w tym Nagrodę im. Konrada Swinarskiego (1981), oraz Złoty Krzyż Zasługi (1998) i Srebrny Medal Zasłużony Kulturze – Gloria Artis (2005).

Rafał Turowski, rafalturow.ski, marzec 2021:

„Jechałem do Krakowa z duszą na ramieniu, bo – z jednej strony okropnie się lękam uwspółcześnień, gdy oryginał jest jeszcze zupełnie dobry, cóż, sądzę, że klasyczne tłumaczenie Tuwima jest wciąż świetne, a fachowcy przebąkują coś o „kongenialności”; z drugiej jednak strony – owej „parafrazy przekładowej” podjął się Tadeusz Nyczek, więc jakby z góry było wiadomo, że powstanie coś ciekawego. I istotnie – słuchało się tego tekstu świetnie, było prosto, bez zbędnych ozdobników, konkretnie, tak lubię. Miałbym może tylko dwie ciche uwagi – mimo wszystko lepiej, żeby Chlestakow brał wziątki w rublach a nie złotówkach i żeby nie jechał do Hrubieszowa, bo umieszczenie całości w polskich ramach troszkę mogło zaboleć.

Ale poza tym miód. Spektakl jest fantastycznie zagrany. Chlestakow (Maciej Sajur) jest ubranym w niedbałe dresy (Gogol sugerował, że ma być wg mody, jest) kompletnie nieogarniętym urzędniczyną mitomanem, choć – czy głupcem? Przecież we właściwym momencie wyjeżdża, a i list, który pozostali w miasteczku bohaterowie czytają w finale, nie jest pozbawiony ani sensu ani jednak jakiegoś ostrego zmysłu obserwacji. Nie można było też oderwać oczu od Anny i Marii, żony i córki Naczelnika (Anna Rokita i Izabela Kubrak), ich rozmowy były cudownie zabawne, panie jakimś cudem komunikowały się ze sobą, niezupełnie jednak się słuchając, zrobił Mikołaj Grabowski z ich relacji po prostu cudeńko. Znakomitą, do przerysowania neurotyczną Dyrektorkę szkoły zagrała Ewelina Starejki, i znów – krótka scena z torebką jest majstersztykiem.

Jak sobie Naczelnik (Dariusz Starczewski) poradzi z prawdziwym rewizorem (prawdziwą rewizor – właściwie), który już puka do drzwi?

No właśnie mam wrażenie, że katastrofa po wizycie poprzedniego jakby po nim spłynęła, jakby tylko go musnęła, owszem, ruble (tutaj niestety złotówki) na łapówki wydane, wstyd jest – bo córce absztyfikant zwiał sprzed ołtarza, ale wszystko na to wskazuje, że on jeden z całego tego towarzystwa wyszedł z tego ambarasu dużo silniejszy. Jak to zwykle z takimi typami niestety bywa.”

Artur Grabowski, „Kto jest z prowincji?”teatrologia.pl, 11 marca 2021:

„Chlestakow w wykonaniu Macieja Sajura jawi się w tym świecie jedyną prawdziwą, żywą postacią, jedynym ludzkim indywiduum, któremu chcemy towarzyszyć, chociaż zaiste nie ma za kim podążać. Chłopak miota się po scenie w jakimś amoku, bo za grosz nie ma w nim manipulanckich skłonności, którymi próbują ratować się wszyscy inni, pospołu przysposobieni do życia w sieci powiązań mieszkańcy tego samego, co on systemu. To zagubiony, bo niesiony marzeniem dla niego samego niezrozumiałym, zbyt niekonkretnym, wiecznie dziecinny anty-bohater zwycięskiej wojny o społeczeństwo otwarte. Myśl jego bystra, język giętki, ale wędzidło żadne go nie prowadzi, przeto zatacza się jak pijany, obija się o te, co na niego lecą, i o tych, którzy mu się podstawiają. Cóż mu pozostaje innego, niż surfować na fali permisywnych „takich czasów” i brać w żagle wiatr z nadętych stereotypów?

Los mu zesłał bandę oportunistów na usługi, to i czemu nie skorzystać; można się w końcu zabawić cudzym kosztem, okazja może się nie powtórzyć, a „korzystać z życia” to przecież jedyna lekcja, jaką wyniósł ze swojej dotychczasowej edukacji społecznej. W parze z nim mimowolnie tańcuje pan przewodniczący, bynajmniej do pląsów niezdatny, choć zawodowy lawirant. Dariusz Starczewski wykreował postać wcale nie odrażającą; przeciwnie, to przytłoczony nagłym załamaniem koniunktury facet w wieku kryzysowym, który zadowalaniu żony i córeczki oddał kiedyś na usługi całe swoje łajdactwo, z trudem wypracowane przez lata spędzone na stanowisku, a teraz za to dostaje tylko pogardę małżonki nieutulonej w tęsknocie za fantazmatem o stołecznych salonach i kaprysy latorośli wyczekującej okazji do ucieczki z rodzinnego grajdołka. Kiedy młody panek zgrywa ważniaka posuwistym krokiem, naczelnik na czele swoich przybocznych przemierza pokoje zamaszyście, a przecie niezgrabnie, z miną spowitą w desperację raczej niż w ambicję, w zasadzie chyba mu obcą. Owszem, oni obaj śnią o lepszym życiu, ale jeden już je ma, tylko zwodzą go czarty wielkomiejskich zaświatów, a drugi nie ma nic do stracenia, więc jego ucieczka z kasą jawi się jednak jako zwycięstwo, choćby krótkotrwałe. Czy z tym właśnie mamy się pogodzić?”

Joanna Marcinkowska, „Re-wizja świata”„Dziennik Teatralny Kraków”, 10 marca 2021:

„Pod względem wizualnym spektakl urzeka. (...) Dużą rolę odgrywa w spektaklu również muzyka, która np. nadaje żywiołowości niektórym scenom. Warto zwrócić uwagę, cały spektakl skonstruowany jest bardzo precyzyjnie: zarówno pod względem wizualnym, jak i aktorskim. Wszystko jest tu dokładnie przemyślane, zaczynając od kostiumów, poprzez scenografię (mieszkanie Naczelnika nie jest „zagracone”, a jedynie zarysowane na scenie), kończąc na świetnej grze aktorskiej. W spektaklu nie ma dłużyzn, a niektóre sceny zaskakują prostymi rozwiązaniami czy zabiegami o charakterze komicznym. (...)

Grabowski dokonuje w swoim spektaklu swoistej re-wizji świata. Nie odkrywa Ameryki. Pokazuje nam to, co widzimy za oknem, o czym czytamy na portalach informacyjnych. Dziś nadal pracownicy różnych miejsc przy jakiejkolwiek kontroli wpadają w popłoch. Historia zatacza koło: korupcja trwa w najlepsze, urzędnicy nie przejmują się szarymi obywatelami, a skryte marzenia o lepszym świecie i awansie społecznym są udziałem każdego. Gdyby Gogol żył, mógłby napisać „Rewizora” równie dobrze w 2021 roku.

I to jest przerażające.”

Anna Kłapcińska, „Odnowa Rewizora w Krakowie”„Dziennik Teatralny Kraków”, 8 marca 2021:

„Co wspólnego ma Polska XXI wieku z XIX-wieczną Rosją? (...) ...po obejrzeniu przedstawienia już znam odpowiedź – niewiele jest różnic, naprawdę. Nadal panuje żądza pieniądza, żądza władzy, to chyba nigdy się nie zmieni i nigdzie. Zaślepienie własnymi korzyściami, bardzo źle pojmowane i chorobliwe ambicje, tuszowanie własnych błędów czy niedociągnięć za wszelką cenę, i to nie tylko na wszystkich szczeblach władzy, ale również prywatnie.

Jan Maria Chlestakow (...), w tej roli rewelacyjny Maciej Sajur, zostaje „uznany” za rewizora przez władze miasteczka. (...) W tych rolach aktorzy teatru znani publiczności z wielu poprzednich sezonów krakowskiej Bagateli i nie tylko. Kreacje, które nie mogą przejść bez echa, to Anna Rokita jako naczelnikowa oraz Izabela Kubrak jako córka naczelnikostwa. Obie Panie zasługują na gromkie brawa za to, jak niezwykłe postacie stworzyły! (...) Komedia? Absurd? Farsa? A może groteska? Kto na tym ucierpiał, a kto i co zyskał? To już, drodzy widzowie, należy osądzić samemu, ale nie będzie to trudne. Uwierzcie, warto. (...)

Powstała zupełnie nowa wizja, bardzo głęboko osadzona w tu i teraz, ale nic nie tracąca z typowo gogolowskiego przesłania. Uwaga, bo w trakcie przedstawienia usłyszmy „brzydkie słowa”, a zobaczymy „negliż”, ale bez obaw (...).

Przez lata Teatr Bagatela w Krakowie kojarzony był głównie z komediami pomyłek, które na stałe gościły w repertuarze. (...) Przedstawienia lekkie, łatwe i przyjemne. (...) Ale czuć już było pewne znużenie, zgubną rutynę. Obecnie teatr promuje się hasłem „Bagatela od Nowa” i już dzięki Rewizorowi czuć ten powiew świeżości i zmiany.

Pozostaje mieć nadzieję, że władze teatru – Andrzej Wyrobiec (dyrektor naczelny) oraz Krzysztof Materna (dyrektor artystyczny) – nie poprzestaną tylko na owych zamiarach odnowy teatru. Ten teatr na to zasługuje i bardzo potrzebuje, jak Kraków potrzebuje Bagateli.”

Prześnić swój sen, czyli „Rewizor naszych czasów”

W powojennym „Odrodzeniu”(1948 r.) ukazała się recenzja autorstwa Tadeusza Brezy omawiająca przedstawienie warszawskiego Teatru Nowego. Tekst miał tytuł Rewizor naszych czasów”. Przywołujemy ten tytuł nie bez kozery, bowiem wydaje nam się, że jest to najbardziej uniwersalny tytuł dla każdej gogolowskiej inscenizacji.

Z Rewizorem polscy twórcy teatralni mierzą się od 150 lat, czyli od prapremiery (1850 r.), która miała miejsce w Krakowie. Reżyserzy wracają i prawdopodobnie będą wracać do tego arcyważnego utworu miedzy innymi dlatego, że „akcja sztuki odbywa się nie tylko w Rosji sto lat temu, ale w potwornym państwie, któremu na imię głupota” – jak spointował w 1929 roku Rewizora poeta, a także tłumacz tej sztuki, Julian Tuwim. Bo Rewizor jest zawsze o głupocie, małostkowości i korupcji. Jest o małych ludziach i ich małych snach i marzeniach.

Rewizor, którego Vladimir Nabokov zalicza do komedii sytuacyjnych, według tego pisarza opiera się na wykorzystaniu schematu najprostszego qui pro quo. I pewnie można by tak uprościć charakter tej komedii, gdyby nie to, że branie kogoś za kogoś innego, niż jest w rzeczywistości, nie doprowadza do aż tak brutalnego obnażenia prymitywnych zachowań ludzkich.

Może i qui pro quo, ale w efekcie – arcydramat.

Tadeusz Nyczek, który jest autorem tłumaczenia/parafrazy spektaklu przygotowywanego przez Mikołaja Grabowskiego, mówi o dramacie Gogola w ten sposób: „Rewizor” jest przede wszystkim sztuką o totalnie poodwracanych wartościach. Ponieważ w tym świecie nic nie działa normalnie, zwykła pomyłka niewarta kichnięcia może urosnąć do katastrofy mogącej zmieść cały dotychczasowy porządek. To pokazuje, jak kruchy jest tak zwany ład społeczny, zwłaszcza ten oparty na prawie siły. Paraliżująca przemoc wyzwala najgorsze cechy w człowieku, obnaża jego potencjalne świństwo i nieskończoną małość. A nawet stężona ilość świństwa nie jest w stanie zaszkodzić sprawnemu funkcjonowaniu karuzeli marionetek kręcącej się w rytm widzimisię jednego małego satrapy – pod warunkiem jednak, że nie pojawi się ktoś silniejszy, bardziej wpływowy, a przede wszystkim – nieprzewidywalny. I choćby bazując wyłącznie na takim fragmencie wypowiedzi Nyczka już wiadomo, dlaczego tytuł Brezy „Rewizor naszych czasów” jest tytułem uniwersalnym i właściwie jedynym adekwatnym, by określić kolejne byłe, aktualne i przyszłe jego wystawienia.

Mikołaj Grabowski w reżyserskiej eksplikacji na temat koncepcji realizacji w dwudziestych latach XXI wieku tej komedii mówi: Rewizor według mnie to jest opowieść o dwóch snach. „Śnie” Chlestakowa i „śnie” Horodniczego i jego rodziny. Ta koncepcja nie kłoci się z narracją autora, który opisując prowincjonalne miasteczko ujawnił obraz całego kraju, kraju kompletnej degrengolady moralnej, kraju zżeranego korupcją, kraju złodziei, kraju strachu. Ten niewiarygodny strach przed „władzą”, to, że winy zostaną w końcu ujawnione, że ciemne sprawy wyjdą wreszcie na wierzch, że grzechy zostaną obnażone i nadejdzie kara (nieuchronna, a może nawet oczekiwana) są powodem wiary, że ukrywający się w hotelu, nijakiego charakteru młodzieniec, będzie wzięty za „rewizora”.

Nawet tak doświadczony w rzemiośle oszukiwania ludzi Naczelnik (Horodniczy) w końcu uwierzy, że Chlestakow – człowiek „Nikt” i człowiek „znikąd” jest zapowiadanym w liście: „właśnie tym…”. W jakim strachu żyje Naczelnik, jeżeli w młodziku „nie wyglądającym na rewizora”, ba w zastrachanym, wykończonym podróżą i głodem, panicznie bojącym się aresztu widzi „rewizora”? Jak wielkie muszą być jego winy, jego grzechy, jego kryminalne wykroczenia, jego pycha i nieliczenie się z nikim i niczym, jeżeli w młodym marzycielu (nawet nie można o nim powiedzieć – cwaniaku) znajduje kogoś, komu nie tylko wierzy, ale o którym myśli, że jest osobą, która zapewni mu rozwój dalszej kariery?

Grabowski mówi dalej: W tej sztuce urzeczywistniają się (prawie) dwa sny; sen Chlestakowa o byciu kimś lepszym niż jest oraz sen Naczelnika o potędze.

Chlestakow niczego w życiu nie osiągnął; pieniądze, które otrzymał od ojca na studia w stolicy, przepuścił. Błąkał się grając w karty, nie kalał się żadną pracą. Konsumował bezrefleksyjnie życie, które wraz z utratą pieniędzy zaczęło zamieniać się w koszmar. I nagle będąc już na dnie, kompletnie bez grosza, przepędzany od jedzenia, zagrożony aresztowaniem, zostaje otoczony ludźmi, którzy do niego się uśmiechają, kłaniają, zapraszają na obiad, częstują alkoholem, oddają mieszkanie do dyspozycji i jeszcze dają pieniądze. Adorowany nie tylko przez mężczyzn, ale i przez kobiety, rozumie, że znalazł się w miejscu dla siebie wymarzonym. Znalazł się w „raju”. Jego sen z pięknym życiu się ziszcza.

Naczelnik, jego żona i córka mają wszystko, co w tym miasteczku można mieć, ale czyż nie można mieć więcej, dużo więcej? Na przykład zajmować wysokie stanowisko, które daje możliwość skoku na grubo większe pieniądze, pozwoli mieszkać w stolicy, prowadzić życie, o jakim się marzy. Jednym słowem dostać się do upragnionej „sfery wyższej” cokolwiek ona dla tej rodziny oznacza.

Grabowski uzupełnia: Wszystko w tej komedii kończy się kompromitacją, straszliwą kompromitacją. Nie dla Chlestakowa, który zanurzony w swoim „śnie” wraca do rodzinnego domu i będzie wspominał chwile spędzone w domu Naczelnika/Horodniczego jak realizację swoich marzeń. Kompromitacja dotyczy wszystkich w miasteczku. Słynna fraza: „Z czego się śmiejecie, z samych siebie się śmiejecie” – te słowa mówią o odarciu ze wszystkich zasłon i zostawieniu nago z ich własną głupotą. Nie tylko głupotą Naczelnika/Horodniczego, ale całego grona prominentów tego niewielkiego, ale jakże typowego „korupcjogennego” miasteczka.

Cały ambaras i zarazem największa wartość tego tekstu Gogola polega na tym, że – niestety – ani na jotę się nie zestarzał. No może trochę język Tuwimowskiego przekładu, stąd Grabowski sięgnął po współczesne tłumaczenie/parafrazę Tadeusza Nyczka. Autor przekładu tak wyjaśniał, dlaczego pokusił się o przygotowanie nowej wersji sztuki: Tuwimowski przekład tekstu, przy całej swej językowej arcydzielności, wydaje się mocno archaiczny. Masz babo kaftan, wykropić minę, liczykrupa, figlanse, panoczku – takich staroświeckości jest tam całe mnóstwo. A przecież były – kiedyś – uprawnione, bo język Gogola czerpał z obyczajowych i językowych aktualności, potocznych wulgaryzmów i frazeologizmów, całymi garściami. Nie ma zatem powodu, żeby nie poszukać ich współczesnych odpowiedników. I tak od kamyczka do rzemyczka, od munduru do kapelusza i od Horodniczego do Naczelnika oddalałam się zarówno od Tuwima, co historycznego – a przecież wyrywającego się ku każdej współczesności! – Gogola.

Przygotowywany przez Mikołaja Grabowskiego Rewizor nie tylko w warstwie nowego przekładu to współczesna historia. Zaprojektowana scenografia i kostiumy pokazują nam dzisiejsze miejsca. Naszą współczesność, co skrzeczy, wyje, skamle i krzyczy. „Rewizor naszych czasów”.

/opr. Magdalena Musialik-Furdyna/