Ryzykowna forsa

Michael Cooney

Czas: 135 min 1 przerwa Duża Scena Karmelicka 6

Kupuj bilet on-line
Najbliższy spektakl: 29.10.2019 16:30
Tłumaczenie Elżbieta Woźniak
Reżyseria Paweł Pitera
Scenografia Joanna Schoen
Reżyseria świateł Marek Oleniacz
Opr. muz./ as. reż./ inspicjent/ sufler Monika Handzlik

Ryzykowna forsa (Z rączki do rączki/ Cash On Delivery)

 

Mayday bawi Was do łez? Dajcie więc szansę Michaelowi, synowi jego autora, Raya Cooneya!

Dowiecie się, jak żyć na koszt opieki społecznej, osiągając rocznie dochód 25 000 funtów (bez podatku). Wymaga to sporej kreatywności i żelaznych nerwów, ale dopóki na waszym progu nie stanie kontrola z urzędu – co przydarza się bohaterowi Ryzykownej forsy – zapewnia względny spokój. A jeśli jeszcze nadciąga kontrola kontroli, a żona bierze was za transwestytę, cóż...

Zgodnie z receptą ojca, Cooney nie szukał intrygi komediowej czy zabawnej, więc jego farsa opowiada o bezrobotnym Ericu Swanie i o przypadku, który pchnął go na drogę oszustwa. Czy nasz bohater zostanie zdemaskowany i ukarany? Zobaczcie sami.

 

Premiera: 29 grudnia 2018, Scena na Sarego 7

Gala premierowa: 4 stycznia 2019, Duża Scena

Michael Cooney, z urodzenia w 1967 i wychowania londyńczyk, dziś mieszka i pracuje w Los Angeles. Jeden z dwóch synów państwa Cooneyów – Lindy i Raya, autora arcyfarsy Mayday – poszedłszy w ślady ojca został dramatopisarzem.

Cooneyowie chętnie ze sobą współpracują; razem napisali czarną komedię Rodzina Kerwoodów (Tom, Dick and Harry, 2003; inny tytuł polski Genialny plan). Ray wyreżyserował też pierwszą – i jak na razie jedyną – farsę syna Ryzykowna forsa (Cash On Delivery) we wrześniu 1996 w londyńskim Whitehall Theatre. Premierowe pokazy odbyły się w Theatre Royal Windsor, ale komedia przez rok święciła triumfy na West Endzie, a następnie podbiła publiczność na całym świecie. Pozostałe sztuki Cooneya juniora to kryminały z dreszczykiem The Dark Side (zekranizowana w 1997 pt. Murder in MindMordercza hipnoza) i Point of Death (przeniesiona na duży ekran w 2004 jako The I Inside – Moje ja). Michael próbował także sił jako reżyser teatralny, podejmując się m.in. realizacji Kolacji dla głupca Francisa Vebera.

Polskim widzom bardziej znana może być jego twórczość filmowa. Przez pierwszych pięć lat pisania scenariuszy nie udało mu się sprzedać ani jednego pomysłu. Debiutował wreszcie pastiszami czy parodiami horrorów przeznaczonych do dystrybucji wideo, jak Śladami mordercy (Tracks of a Killer, 1995), czy dwuczęściowa historia zmutowanego bałwana-zabójcy Jacka Frosta (1997 i 2000), którą sam wyreżyserował. Jest scenarzystą m.in. Tożsamości (Identity, 2003), inspirowanego Dziesięciorgiem Murzyniątek Agaty Christie dreszczowca Jamesa Mangolda, oraz Schronienia (Shelter, 2010), horroru Björna Steina i Månsa Mårlinda – obu obrazów w gwiazdorskich obsadach.

W latach 2007-2009 Cooney zdobywał doświadczenie reżysera telewizyjnego, realizując dokumentalny talk-show CenterStage. Ostatnio pracuje jako scenarzysta i producent dla telewizji ABC. Spod jego ręki wyszły seriale Runner (2015) i Spark (2016) oraz świeżo ukończony film For Love. Obecnie z tym samym zespołem przygotowuje adaptację poczytnej powieści Kimberly Belle The Marriage Lie.

Wespół z Simonem Collierem napisał dwie książki dla dzieci: George The Germ i Fantastic Adventures in the Land of Wishful Thinking. Internetowe wydawnictwo 1stBooks zapowiada udostępnienie jego pierwszej powieści Ice Fire Fantasy, przeznaczonej dla „młodych dorosłych” (16-/18-latków).

Ojciec Spencer i Olivera, od 2014 jest mężem cenionej amerykańskiej aktorki telewizyjnej – a także profesjonalnej prestidigitatorki i szefowej kuchni – Jessiki Collins, z którą ma córkę Jemmę. Czy pierwsza żona Michaela Cooneya zatrzymała po rozwodzie psa George’a i kota Marblesa, nie wiadomo.

PS Cash on Delivery wystawiana była w Polsce także pod tytułami Z rączki do rączki, Szczęściarz i ZUS, czyli Zalotny Uśmiech Słonia.

Paweł Pitera, reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych oraz scenarzysta, jest absolwentem Wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego (dyplom 1976) i Wydziału Reżyserii łódzkiej PWSFTviT (dyplom 1980). Ponadto Pitera to także tłumacz komedii teatralnych i wykładowca Międzynarodowej Akademii Dokumentu Dragon Forum.

Największą popularność i uznanie zyskał jako reżyser serialu telewizyjnego „Na kłopoty... Bednarski” (1986). Od końca lat 90. poświęcił się realizacji filmów dokumentalnych o życiu Jana Pawła II, w tym ważnego „Świadectwa” z udziałem Michaela Yorka (2008). Pitera został też stypendystą założonej przez Ronalda Reagana National Forum Foundation.

Jest autorem seriali i pełnometrażowych filmów telewizyjnych, m.in. : „Powrót do Polski”; „Watykan Jana Pawła II”; „Czwarty król”; „Jan Paweł II i Jego przyjaciel”; „Maciek, rower i ekonomia”; „Ach, te okienka”.

Paweł Pitera wyreżyserował (inscenizował) wiele sztuk teatralnych – głównie komedii i fars – w teatrach w Gdańsku, Rzeszowie, Poznaniu, Kaliszu, Olsztynie, Łodzi i Krakowie. Ponadto reżyserował również wiele teleturniejów, programów publicystycznych, muzycznych, edukacyjnych i reklamowych.

Olga Katafiasz „Ten się śmieje...”, teatralny.pl, 13 maja 2019:

„Artur Andrus rozwinął kiedyś skrót ZUS jako Zakład Usług Satyrycznych, co w polskiej rzeczywistości brzmi niepokojąco trafnie. Problemów z pozyskaniem pieniędzy od państwa nie ma za to bohater Ryzykownej forsy Michaela Cooneya, wyreżyserowanej przez Pawła Piterę w Teatrze Bagatela. Eric Swan (w tej roli widziałam Adama Szarka) po zwolnieniu z pracy na skutek redukcji etatów wyszedł z założenia, że skoro może dostać 25 000 funtów rocznie bez podatku z brytyjskich funduszy socjalnych, należy tę szansę wykorzystać. Żaden jednak urząd nie przyznaje zasiłku ot tak, zatem Eric musi wykazać się nie lada kreatywnością. Pisze wnioski w imieniu niczego nieświadomych byłych i obecnych lokatorów domu, jaki posiada wraz z niewtajemniczoną w jego interesy żoną Lindą (Lidia Olszak). Kiedy pieniędzy jest już sporo, a sytuacja robi się, delikatnie rzecz ujmując, nieco niekomfortowa, Swan postanawia powiadomić urząd o śmierci jednego z beneficjentów. Niezależnie od tego w domu pomysłowego bezrobotnego pojawia się niespodziewanie kontroler Jenkins (Tomasz Lipiński), mający sprawdzić stan zdrowia licznych mieszkańców pechowej nieruchomości, dotkniętych rzadkimi schorzeniami albo będących ofiarami niezwykłych wypadków.

Ryzykowna forsa Cooneya, jak na farsę przystało, jest błyskotliwa i zabawna. Piętrzące się absurdy i niespodziewane zwroty akcji sprawiają, że bohaterowie błyskawicznie podejmują zaskakujące decyzje. Muszą udawać chorego na podagrę, cierpiącego na zespół Tourette’a albo... martwego. Nie mówiąc już o przebierankach: mężczyzna musi udawać kobietę, stary – młodego. Przedstawienie w Bagateli ogląda się z przyjemnością dzięki sprawnej reżyserii i świetnemu aktorstwu. (...) W krakowskim spektaklu tempo prowadzenia komicznych sytuacji jest utrzymane, nie ma tu scen mniej zabawnych. Adam Szarek w roli malwersanta, który nagle zaczyna gubić się w nadmiarze spływających zasiłków, jest pełen wdzięku i wzbudza sympatię widza. Eric stara się nie tracić zimnej krwi, a to coraz trudniejsze, bo z chwili na chwilę jego przerażenie rośnie: albo żona dopytuje zbyt uporczywie o powód porannego pozostania w domu (podczas gdy powinien wyjść do pracy), albo nadciąga kontroler, albo – co gorsza – wtajemniczony właśnie w całą sprawę lokator odmawia współpracy. Szczególnie podobali mi się Tomasz Lipiński jako niezbyt rozgarnięty kontroler, dający sobie wmówić każdą niedorzeczność, łasy na herbatniki i sherry, i Paweł Sanakiewicz. Ten ostatni gra Wujka George’a, który prowadzi z Erikiem interes – sprzedaje na bazarku pozyskane z opieki społecznej peruki, pończochy uciskowe i staniki. Aktorzy Bagateli potrafią grać farsy, a prowadzeni pewną ręką reżysera sprawiają, że widzowie naprawdę dobrze się bawią.”

Ryzykowna farsa – rozmowa z reżyserem

– Kiedyś, kiedyś usłyszałam, jak pan mówił, że nie lubi, kiedy aktorzy starają się „bronić” ról granych w farsach. Dlaczego?

– Dalej stoję na tym stanowisku. Dawno temu, w jakimś nie za dużym teatrze, przygotowywałem farsę. I miałem tam wielopłaszczyznową, długą i do niczego nie prowadzącą rozmowę z jedną z aktorek. Ta pani, mocno starsza dama, broniła – hamletyzując przy tym nadmiernie – swojej postaci. Nie brała pod uwagę tego, jak autor napisał tę postać, dlaczego jest taka, a nie inna, jaką pełni funkcję w dramaturgicznej strukturze sztuki. Za to na siłę chciała ze swojej bohaterki uczynić – co najmniej – postać słodką, dobrą i powszechnie kochaną. Wtedy to, z lekka zirytowany, powiedziałem jej, że polską aktorkę poznaje się – oczywiście czasami – po tym, że stara się za wszelką cenę „bronić” farsowej postaci. A tu nie ma czego „bronić”, bo to nie ma sensu. Trzeba brać materiał, zawierzyć autorowi oraz reżyserowi i grać.

– W takim razie proszę powiedzieć, jakich wskazówek udziela pan aktorom, tłumacząc sens bycia-życia ich scenicznych bohaterów.

– Zacznę w ten sposób: polski teatr po II wojnie światowej przechodził różne dziwaczne koleje losu. Dotknęły go najrozmaitsze kretynizmy, z którymi w cywilizowanym teatralnym świecie się uporano. Jednym z owych niezrozumiałych dla mnie dziwactw było stanowisko głoszące, że nie istnieje emploi aktorskie. Każdy zagra każdego. Dobrze, że nie wiedzieli o tym na świecie i Danny DeVito nie był obsadzony w roli Conana Barbarzyńcy. Skutki takich właśnie guseł i wierzeń ludowych widać w wielu źle obsadzanych rolach. Ja natomiast uważam, że emploi jest ważne i nie można od niego uciekać. Wiem, że to określenie (emploi) było wręcz zakazane i używali go jedynie ludzie niegodni wejść do świątyni sztuki teatralnej, ale między innymi i dlatego ja je stosuję. Emploi pozwala aktorowi łatwiej wejść w rolę, jest trampoliną, by precyzyjniej kreować to, co zapisane w tekście. Reasumując: po pierwsze uważam, że aktorów powinno się obsadzać biorąc pod uwagę ich emploi, a po drugie trzeba dokładnie czytać, co jest zapisane w scenariuszu. Bo muszę wyjaśnić, że jestem wyjątkowo twardym, wręcz nudnym w swoim uporze przeciwnikiem poprawiania autorów. A wic polega na tym, że trzeba zagrać, to, co jest napisane. Jak się ma inny pomysł, należy samemu natychmiast zabrać się za dramatopisarstwo.

– Słowem, nie poprawia pan tekstów.

– Nie, choć czasami się zżymam na jakość tłumaczeń. Angielski jest moim drugim językiem, więc czasami widzę niezgrabności przekładów, ale to nie znaczy, że pracuję za tłumacza. Zdarza mi się coś poprawić, bo wiem, że to lepiej brzmi, albo jest ściślejszym, bardziej precyzyjnym określeniem, niemniej robię to bardzo rzadko i z obrzydzeniem.

Podoba mi się system pracy, notabene stosowany kiedyś przez Rosjan, gdy utwór opracowuje dwóch tłumaczy. Pierwszy robi rzetelny przekład, a drugi jest autorem jego literackiej wersji. Nie każdy przecież ma dar wyczucia paradoksu, żartu słownego, ironii.

– Skoro padło słowo „żart”, to proszę powiedzieć, która z fars jest panu bliższa: angielska czy francuska?

– Zdecydowanie angielska, bo ma charakter filmowy. Jest sytuacyjna. Nie odmawiam jej, oczywiście dowcipnych, ciętych dialogów, ale śmiech wywołuje przede wszystkim filmowa, fabularna, mająca początek, środek i koniec sytuacja. Jak by pokusić się o zmierzenie budowy angielskiej farsy, to wychodzi, że trzydzieści–czterdzieści procent żartów wynika z tego, że „coś się dzieje”.

W farsie francuskiej dominuje dialog. Oparta na słowie jest zdecydowanie gatunkiem bardziej teatralnym, tutaj w znaczeniu: statycznym. Może dlatego wolę francuskie komedie niż te angielskie. Ale jeśli chodzi o klasyczną farsę – stawiam na Brytyjczyków.

– Praca nad Ryzykowną forsą to praca z bardzo dużym zespołem aktorskim. Przecież – jak to jest w zwyczaju Bagateli – mamy do czynienia z podwójną osiemnastoosobową obsadą. Jak sobie pan z tym radzi?

– Tym razem, w przeciwieństwie do poprzednich realizacji w Teatrze Bagatela, nie pracuję równolegle z dwiema obsadami. No może teraz zaczynamy – delikatnie – pracę z głównymi rolami drugiej obsady, ale spełniono podstawowy warunek: zarysowana i stworzona została inscenizacja i interpretacja postaci dla pierwszej obsady. Przygotowujemy więc właściwie dwa przedstawienia. Zawsze uważałem, że każdy z aktorów ma prawo do własnej interpretacji postaci. I bardzo chętnie zobaczę – a i widzowie może też – że jest dwóch różnych Normanów czy Eryków. Oczywiście obie te postaci muszą się poruszać w określonych/ nakreślonych wcześniej ramach sytuacyjnych, ale jak i czym je wypełnią, będzie zależeć od ich indywidualności.

– Reżyseruje pan farsy, bo…?

– …bo robię wyrafinowane i dość mądre dokumentalne, fabularyzowane filmy historyczne. Farsy zaś reżyseruję dla kontrapunktu, albowiem zmienność upraw artystycznych jest ze wszech miar wskazana. No i najważniejsze: w kraju naszym nie zdarzy mi się realizować tak genialnie napisanych scenariuszy. Lubię ten gatunek i cenię sobie wielce taką sceniczną literaturę, jak Ryzykowna forsa. To dla mnie przyjemność, radość i szczęście. I równie wielką radością, przygodą i szczęściem jest praca z zespołem, z którym tę farsę przyszło mi kreować.

 

/rozmawiała Magdalena Musialik-Furdyna/