Szalone nożyczki

Paul Pörtner

Czas: 125 min 1 przerwa Duża Scena Karmelicka 6

Kupuj bilet on-line
Najbliższy spektakl: 07.10.2021 19:15
Tłumaczenie Elżbieta Woźniak
Adaptacja / reżyseria / opracowanie muzyczne Marcin Sławiński
Scenografia Joanna Schoen
Asystent reżysera Przemysław Branny
Inspicjent/ sufler Teresa Twardziak-Bazylczuk i Joanna Jaworska

Szalone nożyczki (Shear Madness)

 

Czterech podejrzanych, dwóch policjantów, narzędzie zbrodni i cała widownia świadków!

Niezwykła komedia kryminalna z niespodzianką rozgrywająca się w wyjątkowym krakowskim salonie fryzjerskim, nad którym mieszka upiorna pianistka. a właściwie mieszkała…

Pierwsze w Polsce interaktywne przedstawienie, w którym przebieg akcji zależy w dużej mierze od publiczności. Doskonała zabawa, a można brać w niej udział wielokrotnie!

W Ameryce sztuka nie schodzi z teatralnych afiszy od blisko trzech dekad, co uhonorowano wpisem do Światowej Księgi Rekordów Guinnesa dla najdłużej utrzymującego się w repertuarze spektaklu, który nie jest musicalem. W Polsce od łódzkiej premiery w 1999 wystawiano ją w 14 teatrach, w tym siedmiokrotnie w reżyserii Marcina Sławińskiego.

 

Podejrzani:

Barbara Markowska: młoda kobieta, za którą każdy mężczyzna musi się obejrzeć. Fryzjerka w salonie „Szalone Nożyczki”. Energiczna i zdecydowana. Bardzo zajęta w godzinach pracy i poza nią. Cierpi na wygodny zanik pamięci. Jest jedyną spadkobierczynią zamordowanej.

Antoni Wzięty „Tonio”: właściciel oszałamiającego fartuszka i zakładu fryzjerskiego. Marny kucharz. Nie znosi Rachmaninowa i zamordowanej właścicielki kamienicy. Szef Rady Artystycznej NFT. Pracodawca Markowskiej.

Edward Wurzel: handlarz antykami, który zna się na kodeksie karnym. Znajomy Markowskiej oraz zamordowanej. Do toalety chadza z teczką. Notowany. Całował się z Markowską. Prowadził jakieś interesy z zamordowaną.

Helena Maria Dąbek: atrakcyjna kobieta po trzydziestce. Posiadaczka dwóch rottweilerów, domu, męża parlamentarzysty i lokaja. Egzaltowana. Odziewa się z widoczną elegancją. Kleptomanka. Stała klientka salonu „Szalone Nożyczki”. Gaduła.

 

Śledczy:

Dominik Kowalewski: amator tradycyjnego golenia brzytwą. Mieszkaniec podkrakowskiego Zagacia, ceniący uroki wsi. Bardzo dobrze poinformowany policjant, który dba o dyscyplinę śledztwa. Lubi kamuflaż. Fachowiec.

Michał Tomasiak: usłużny młody policjant. Brak doświadczenia nadrabia gorliwością i pilnością. Trochę zagubiony, ale zawsze dobrze przygotowany. Panuje nad informacjami z laboratorium. Rokuje nadzieje na przyszłość.

 

Reżyser:

Marcin Sławiński: rodowity warszawiak, który lubi mieszkać w centrum miasta. Przedłożył reżyserię nad aktorstwo. Precyzyjny i pracowity. Wiele czasu spędza w pociągach. Gentleman. Sprawca całego zamieszania.

 

Premiera: 1 kwietnia 2006, Duża Scena

Paul Pörtner urodził się w 1925 w Wuppertalu, zmarł w 1984 w Monachium. Po odbyciu praktyk reżyserskich w rodzinnym teatrze miejskim w 1951 rozpoczął studia na uniwersytecie w Kolonii (germanistyka, romanistyka i filozofia), następnie kontynuował edukację we Francji. Od 1958 mieszkał w Szwajcarii, wtedy też został zawodowym autorem; był pisarzem, badaczem zjawisk kulturowych, reżyserem, kierownikiem zespołu aktorskiego, tłumaczem, i wydawcą. Od 1976 pracował w Norddeutscher Rundfunk w Hamburgu jako reżyser sztuk radiowych. Oprócz 17 sztuk stworzył także ponad 20 słuchowisk.

Jego opowiadania i powieści często mają za temat „przegranych” – podczas wojny jako bardzo młody człowiek sam został upośledzony. Bardzo lubił eksperymenty językowe i gry słowne, miał wielkie wyczucie burleski; jego bohaterowie pokazani są w sytuacjach nietypowych, często działają w akcie desperacji. Zainteresowania teatrem awangardowym pchnęły go w stronę teorii Jacoba Levy’ego Morena, Antonina Artauda i Erwina Piscatora. W pracach dramatopisarskich i reżyserskich pozostawał jednak głównie pod urokiem commedii dell’arte, twórczości Kurta Schwittersa czy Alfreda Jarry’ego.

W 1963 napisał interaktywną sztukę „Scherenschnitt oder der Mörder sind sie” (znaną w Polsce pod tytułem „Szalone nożyczki”), w której wiodącą rolę odgrywa publiczność; w tym samym roku odbyła się premiera w teatrze w Ulm, a w latach późniejszych na 75 innych niemieckojęzycznych scenach. W USA utwór wszedł na afisz jako „Shear Madness” i od razu odniósł spektakularny sukces. Pierwsza amerykańska wersja sztuki nosiła tytuł „Kto to zrobił?” i grana była w GeVa Theatre w Rochester z Brucem Jordanem w roli fryzjera Toniego. 18 kolejnych realizacji „Shear Madness” w innych krajach świata uczyniło z tego tytułu międzynarodowy przebój; po „Pułapce na myszy” Agathy Christie interaktywna sztuka Pörtnera pozostaje najdłużej i najczęściej granym na świecie utworem.

Marcin Sławiński, warszawianin urodzony w 1951, reżyser teatralny i aktor. W 1973 ukończył studia na Wydziale Aktorskim PWST w Warszawie i przez 11 lat był aktorem Teatru Narodowego za dyrekcji A. Hanuszkiewicza. Wystąpił w jego głośnych spektaklach: „Antygona”, „Trzy po trzy”, „Wacława dzieje”, „Balladyna”, „Jezioro Bodeńskie”, „Wesele”, „Mickiewicz – Młodość”, „Płatonow”, „Fedra”, „Sen srebrny Salomei”, „Dziady część III ”; pełnił także funkcję asystenta reżysera. Grał również u K. Swinarskiego w „Pluskwie” i R. Peryta w „Romeo i Julii”.

Jako samodzielny inscenizator debiutował „Zamianą” P. Claudela w ramach warsztatu reżyserskiego PWST na scenie Teatru Narodowego w 1982, a w następnym roku uzyskał dyplom Wydziału Reżyserii warszawskiej PWST. W następnych latach zrealizował ponad 100 spektakli w 20 polskich i zagranicznych teatrach, pełnił też funkcję dyrektora artystycznego warszawskiego Kwadratu i Powszechnego w Łodzi.

Wielokrotnie współpracował z Teatrem TV jako aktor, wyreżyserował też cztery przedstawienia. Był jednym z realizatorów sitcomu „Lokatorzy”. Jako aktor wziął również udział w kilku filmach kinowych i telewizyjnych oraz wielu spektaklach Teatru Polskiego Radia.

Jest uznawany za specjalistę od repertuaru komediowego, reżyserował wiele polskich prapremier takich znakomitości teatru światowego jak A. Ayckbourne, M. Frayn, R. Cooney, K. Ludwig, F. Zeller czy F. Veber. Warto tu wymienić tytuły przebojów: „Mayday”, „Okno na parlament”, „O co biega”, „Ośle lata”, „Farsa na trzy sypialnie”, „Pomysł na morderstwo”, „Dajcie mi tenora”, „Godzinka spokoju”. Ma na koncie sukcesy festiwalowe takich dramatów jak „Wampir”, „Zaręczyny” czy „Źli Żydzi”.

W Teatrze Bagatela wyreżyserował „Mayday 2” i „Szalone nożyczki”.

Jak sam mówi o rozrywkowym repertuarze: „Istnieje bardzo sprawiedliwa i obiektywna ocena teatru komediowego. To sala. Widownia, która bawi się lub właśnie kompletnie nic jej nie śmieszy. Przygotowując sztuki <<śmieszne>>, mam zawsze duże obawy, z końcem prób żaden z ogranych po tysiąckroć dowcipów już nie śmieszy, nic się nie układa, napięta do granic wytrzymałości nerwów <<maszyneria>> teatralna w przedpremierowej gorączce zgrzyta i trzeszczy. I dopiero podczas pierwszego spektaklu ta poczwarka przeradza się, no, ma szansę przerodzić się w motyla – dzięki publiczności – partnerowi z drugiej strony rampy.”

Paweł Głowacki „Przebudzenie widza”, „Dziennik Polski”, 3 kwietnia 2006:

„W teatrze Bagatela, w dwudziestej minucie wyreżyserowanej przez Marcina Sławińskiego farsy Paula Pörtnera "Szalone nożyczki", ktoś nożycami wyniesionymi z zakładu fryzjerskiego w sito zmienił szyję legendarnej pianistki Richter, mieszkającej nad zakładem. Kto dziurawił? Klasyczne pytanie kryminału. W Bagateli jest to pytanie - do ciebie, widzu. Tak, bo tym razem w teatrze nie wystarczy siedzieć, w nosie dłubać i gapić się jak cielę na pełne wymię.

(...) Na "Szalonych nożyczkach" publiczność jest najważniejsza w sensie ścisłym, a nawet skrajnym. Nie jest na zewnątrz, lecz wewnątrz fikcji. Nie jest krawędzią opowieści, lecz jej częścią. Inaczej powiem. O ile wszystkie grane dziś w Polsce przedstawienia na dobrą sprawę mogłyby być grane przy pustej widowni (i w ośmiu przypadkach na dziesięć, na przykład w Narodowym Starym Teatrze, działoby się to z wielkim pożytkiem dla publiczności), o tyle "Szalone nożyczki" są bez publiczności zwyczajnie niemożliwe. Nie istnieją.

Oto na scenie - wspomniany salon fryzjerski. w nim - obsługa. Barbara Markowska, fachowiec od kobiecych koafiur - czyli wiele dająca do myślenia aktorka Aleksandra Godlewska, w fartuszku jeszcze więcej dającym do myślenia. Obok Antoni Wzięty, specjalista od fryzur męskich - czyli aktor Wojciech Leonowicz, wybornie, z wielką dyskrecją grający mężczyznę, jak to się mówi, z gatunku "mękkuchnych, oj, nadgarstuniów, aj". Obsługa zatem. No i klienci.

Wręcz rezydentka, niejaka pani Dąbek (Ewa Mitoń). Ponury rudzielec Edward Wurzel (Przemysław Branny). Mętny Michał Tomasiak (Przemysław Redkowski). Wreszcie wlezie jakiś robociarz w kasku - postać kluczowa... No i odchodzi strzyżenie, mycie głów, golenie, nawijanie włosów na wałki, suszenie, modelowanie. Seans upiększania toczy się i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie dudnienie fortepianu piętro wyżej. To nieszczęsna Richter gra i gra...

Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, ktoś inny wraca... Nagle - wrzask. Ktoś zadźgał Richter! Wtedy okaże się, że robociarz w kasku to porucznik policji Dominik Kowalewski, a Tomasiak - to jego asystent. Nikt stąd nie wyjdzie, dokąd nie wykryjemy zbrodniarza! Śledztwo się zaczyna. Kto zabił? Właśnie ciebie, widzu, porucznik o to zapyta z proscenium. Świadkiem jesteś. Masz opowiedzieć, coś widział. Masz zdecydować, kto dźgał. Naprawdę - jesteś sednem opowieści.

Masz oceniać, masz decydować, ergo - masz pojąć, iż w teatrze nie jesteś już tylko tym mętnym cielęciem, co się na scenę bezrefleksyjnie gapi i czeka, aż teatr mu wymię w gardło wsadzi, naciśnie i wsączy jakieś prawdy do wierzenia na słowo. Rzecz jasna, ta w Bagateli gra z publicznością miała być i jest tylko świetną, fachowo odegraną, farsową zabawą dwugodzinną. Tylko i aż. (...)”

 

Joanna Targoń „Raz, dwa, trzy, wychodź ty...”, „Gazeta Wyborcza” – Kraków, 26 kwietnia 2006:

„Jeśli chcesz wiedzieć, kto zabił, zadecyduj sam - takie, na pierwszy rzut oka dziwne, zadanie mają widzowie nowego spektaklu w Bagateli.

Ile razy, czytając kryminał, typowaliśmy zbrodniarza, zastanawialiśmy się nad sprytnie zakamuflowanymi poszlakami, podejrzliwie przyglądaliśmy się charakterom i pobudkom? Czasami autor był górą, czasami my. Wyścig z autorem w rozwiązywaniu zagadek to jedna z przyjemności czytania kryminału. Twórcy "Szalonych Nożyczek" wpadli na szatański pomysł przeniesienia tego wyścigu, dokonywanego zwykle w intymnych warunkach czytelniczych i bez świadków, na teatralną widownię. Publiczność musi nie tylko wykazać się pamięcią i spostrzegawczością (proszona jest o pomoc w rekonstrukcji zdarzeń), ale i typuje (przez głosowanie) zbrodniarza. Każdego wieczoru spektakl toczy się nieco inaczej, no i ma inne zakończenie. Na kogo wypadnie, na tego bęc - i za kratki.

Zaczyna się całkiem zwyczajnie. w salonie fryzjerskim Szalone Nożyczki trwa codzienna praca. Basia (Aleksandra Godlewska) maluje sobie paznokcie, Tonio (Wojciech Leonowicz) w kokieteryjnym różowym fartuszku strzyże nieco oszołomionego klienta (Przemysław Redkowski). Myślę, że każdy kiedyś uległ fryzjerskiej przemocy i charakterystycznemu dla takich zakładów sprowadzeniu do roli przedmiotu, doceni więc pierwsze sceny - lekkie, zabawne i pełne dobrze podpatrzonych szczegółów.

Powoli zawiązuje się intryga, pojawiają się kolejni bohaterowie: pretensjonalna żona posła pani Dąbek (Ewa Mitoń), ponury "byznesmen" z teczką (Przemysław Branny), robotnik w drelichu (Łukasz Żurek). a z góry dochodzą dźwięki fortepianu, na którym gra sławna ongiś pianistka Izabela Richter. To ona będzie ofiarą, zabita fryzjerskimi nożyczkami przez jedną z osób obecnych w zakładzie.

Zabawę napędzają dwa motory: współudział widzów, co wymaga od aktorów szybkiej orientacji i zdolności do improwizacji, oraz koloryt lokalny, bo "Nożyczki" mają się dziać w tym mieście, gdzie są właśnie grane. Zamordowaną pianistkę wspomina więc w RMF Józef Opalski, handlujący antykami ponurak umawia się pod Halą Grzegórzecką, pani posłowa mieszka na Woli Justowskiej i tak dalej. (…) maszynka działa sprawnie, w czym duże zasługi ma Łukasz Żurek, na którego spada odpowiedzialne zadanie nie tylko prowadzenia śledztwa, ale przede wszystkim prowadzenia konwersacji ze świadkami, czyli widzami.”

 

Włodzimierz Jurasz „Wstrzymaj akcję”, „Gazeta Krakowska”, 5 kwietnia 2006:

„Do stojącego na scenie telefonu podchodzi jeden z aktorów. Podnosi słuchawkę, wykręca numer. - Z prezesem Filipiakiem proszę. - Jak to, kto mówi? Bogusław Cupiał. - Gdy po drugiej stronie rozlega się głos rozmówcy, aktor wykrzykuje do słuchawki: - Biała Gwiazda, jazda, jazda, jazda!!! To tylko jeden z wielu krakowskich elementów, wprowadzonych do szwajcarsko-amerykańskiej farsy Paula Pörtnera "Szalone nożyczki", której premiera odbyła się w sobotę na scenie krakowskiego Teatru Bagatela.

Rozgrywająca się w salonie fryzjerskim komedia kryminalna jest swoistym teatralnym ewenementem. Nie tylko dlatego, że w Ameryce nie schodzi z afisza od 20 lat i trafiła nawet do Księgi Guinnessa. Także dlatego, że to pierwszy w Krakowie spektakl interaktywny, w którym publiczność może włączać się w przebieg akcji, a nawet decydować o zakończeniu!

Policjant prowadzący sceniczne dochodzenie w sprawie morderstwa odwołuje się do widowni, zadaje jej pytania niczym świadkom, pyta o jej opinie, przeprowadza głosowanie decydujące o wytypowaniu zabójcy. Jednym słowem - wciąga publiczność do zabawy. (…)

Krakowska publiczność, podobnie jak było wcześniej w Łodzi, Wrocławiu czy Bielsku, stanęła na wysokości zadania, włączając się w przebieg spektaklu, nawiązując kontakt z aktorami. Można rzec, że sobotnią premierę wręcz "zrobił" Bagateli Konrad Myślik, ongiś znakomity radiowiec, dziś biznesmen, który swym wspaniale ustawionym głosem wzbudzał nawet podejrzenia o założoną z góry współpracę z Teatrem. Czemu jednak przekonywująco zaprzeczał.

Takie improwizowane przedstawienie to wielkie wyzwanie dla aktorów. Cały zespół spisał się jednak znakomicie, choć największe brawa należą się Łukaszowi Żurkowi w roli śledczego, ciągnącemu spektakl.

Znakomity pomysł, znakomite wykonanie, rewelacyjna publiczność.”

Kryminał w teatrze to na Zachodzie szalenie popularny gatunek. Zupełnie inaczej rzecz przedstawia się w Polsce. U nas jest znana wyłącznie „Pułapka na myszy” Agaty Christie. Wprowadzenie na deski polskich teatrów „Szalonych nożyczek” jest więc eksperymentem nie tylko ze względu na ich interaktywny charakter, ale również z powodu upowszechniania tego rodzaju gatunku scenicznego.

 

O genezie powstania kryminalnej komedii z udziałem publiczności Marcin Sławiński, reżyser przedstawienia, opowiada w ten sposób:

- Szwajcarski socjolog Paul Pörtner - który wciąż (niezupełnie słusznie) figuruje na wszelkich afiszach obsadowych – wpadł na pomysł, by przebadać percepcję grupy widzów. Napisał krótki tekst o tematyce kryminalnej. Zadaniem widzów miało być zapamiętanie jak największej ilości szczegółów. W ten sposób badano ich percepcję. O tym doświadczeniu dowiedziała się amerykańska para aktorsko–autorsko–producencka, która odkupiła od Pörtnera prawa autorskie. Literacki zaczyn szwajcarskiego socjologa wzięto na profesjonalny warsztat i tak powstały „Szalone nożyczki”. Komedia kryminalna, gdzie publiczność stanowi jeden z najważniejszych elementów budujących spektakl, którego akcja toczy się tu i teraz.

Nożyczki są naprawdę improwizowane przez aktorów, a na widowni nie ma żadnych podstawionych osób. Interakcja współtworzy spektakl, a jego przebieg zależy w dużej mierze od widzów.

Poza tym „Nożyczki” są skazane na sukces frekwencyjny. Trudno się więc dziwić dyrektorom teatrów...

Ja jako reżyser trochę się podśmiewam z tego spektaklu, mówiąc o nim, że to coś pomiędzy teatrem a bingo z przewagą bingo. Ale ludzie chcą oglądać to przedstawienie.

Co prawda, kiedy pierwszy raz podejmowałem się reżyserii „Nożyczek”, obawiałem się, że ten rodzaj spektaklu może się u nas nie przyjąć. Miałem z tego powodu ogromną tremę, bo są istotne różnice w mentalności i codziennym zachowaniu między Polakami a Amerykanami. My jesteśmy powściągliwi; wstydzimy się siebie, publicznych wystąpień, etc. Amerykanie są bardziej bezpośredni, i ten rodzaj interaktywnej sztuki jest im bliski. Ale polska publiczność w Łodzi, we Wrocławiu, w Bielsku „kupiła” sztukę. I tak to już trwa kilka lat.

 

/wysłuchała Magdalena Furdyna/