Za rok o tej samej porze (DS)

Bernard Slade

Czas: 125 min 1 przerwa Duża Scena Karmelicka 6

Kupuj bilet on-line
Najbliższy spektakl: 17.08.2018 19:15
Tłumaczenie Antoni Marianowicz
Reżyseria/ opr. muzyczne Henryk Jacek Schoen
Scenografia Joanna Schoen
Reżyseria świateł Marek Oleniacz
Asystent reżysera/ inspicjent/ sufler Joanna Jaworska

Za rok o tej samej porze (Same Time, Next Year)

 

Zrodzony z przypadku romans Doris i George'a nieoczekiwanie staje się związkiem na całe życie. Jak to się jednak udało, skoro gospodyni domowa i księgowy mieszkają z rodzinami na dwóch końcach kraju? Magdalena Walach i Wojciech Leonowicz zdradzają nam, jak kochać się przez wiele lat, widując tylko raz do roku.

Sztuka kanadyjskiego dramatopisarza Bernarda Slade'a od 1975 nie schodzi ze scen teatralnych na całym świecie. Przebój budzący sympatię widzów i entuzjazm krytyki został już w trzy lata po prapremierze przeniesiony na duży ekran. W rolach głównych wystąpili Alan Alda i Ellen Burstyn.

 

Premiera: 29 stycznia 2016, Scena na Sarego 7

Gala premierowa: 11 lutego 2016, Scena na Sarego 7

Bernard Slade Newbound, kanadyjski dramaturg i scenarzysta, urodził się w 1930 w St. Catharines (Ontario), w rodzinie pochodzących z Anglii Freda i Bessie Newboundów. Gdy miał cztery lata, rodzice przeprowadzili się z nim do Londynu, gdzie ojciec pracował jako mechanik na lotnisku Croydon. W czasie II wojny światowej mały Bernard podzielił los wielu ewakuowanych z miasta brytyjskich dzieci, Fred zaś cudem uniknął śmierci w bombardowaniu. Mimo częstych zmian adresu i kilkunastu szkół młody Slade połknął bakcyla amatorskiego teatru, co po powrocie w 1948 do Kanady przydało mu się w próbach dramatopisarskich.

Krótkotrwałą karierę celnika porzucił na rzecz aktorstwa, m.in. w Garden Center Theatre w Vinelandzie w rodzinnej prowincji. Choć nieustanny przymus zabiegania o role uważał za nieco poniżający, grając ponad trzysta postaci zaznajomił się z wymaganiami publiczności. Od 1957 pisał scenariusze telewizyjne. W połowie lat sześćdziesiątych przeprowadził się z rodziną do Hollywood, gdzie pracował jako scenarzysta seriali komediowych, w tym wyświetlanego w Polsce Ożeniłem się z czarownicą (Bewitched). Wymyślił i współtworzył kilka niezwykle popularnych wówczas tytułów: Love on the Rooftop, The Flying Nun, Bridget Loves Bernie, The Girl with Something Extra i The Partridge Family.

Sukcesy telewizyjne nie sprawiły jednak, że porzucił teatr, wprost przeciwnie, od 1974 poświęcił się wyłącznie dramatopisarstwu. W 1975 miała miejsce – z sukcesem! – premiera Za rok o tej samej porze (Same Time, Next Year) z Ellen Burstyn i Charlesem Grodinem. Przedstawienie zagrano 1453 razy, a Slade zdobył Drama Desk Award i nominację do Tony Award za najlepszą sztukę. Tragikomedię przetłumaczono też na ponad czterdzieści języków. Trzy lata później napisał Haracz (Tribute), historię mężczyzny, który uczy się na nowo kochać ojca, wybitnego aktora nigdy nie mającego czasu dla rodziny. Mimo udziału Jacka Lemmona spektakl nie powtórzył sukcesu debiutanckiej sztuki. Z nieco większą przychylnością spotkała się Komedia romantyczna (Romantic comedy), wystawiona w 1979 z Mią Farrow i Anthonym Perkinsem. Wszystkie swoje sztuki Slade zaadaptował na duży ekran, zdobywając nominację do Oscara za scenariusz Za rok.... Burstyn powtórzyła rolę Grace w filmie z 1978, gdzie partnerował jej Alan Alda, a Lemmon znów wystąpił w roli ojca w obrazie z 1980.

Polska publiczność zna Slade’a głównie jako autora Za rok o tej samej porze i jej kontynuacji Po latach o tej samej porze (Same Time, Another Year), również wystawianej w Teatrze Bagatela.

Iwona Pięta, „Koło życia”, „Dziennik Teatralny Kraków”, 25 lutego 2016:

„(...) W sumie widz dostaje dobrą adaptację dramatu Slade'a, zachowującą równowagę między dramatyzmem rzeczywistości a humorystyczną wizją międzyludzkich relacji. Analiza życia obojga bohaterów – składająca się z ich wynurzeń, komentarzy z rodzinnego życia, szukania pozytywów oraz negatywów wspólnej małżeńskiej egzystencji – odkrywa mechanizm poznania człowieka i rzeczywistości nie tylko przed widzem, ale i przed samymi uczestnikami tego dialogu. Dotykający problemów właściwie każdego człowieka przekaz, mimo dwóch godzin trwania spektaklu nie nuży, a humorystyczna wymiana zdań oraz komizm sytuacyjny wprowadzają ożywczy prąd, co zważywszy na to, że w sztuce brak dynamicznej akcji, jest nie do przecenienia, podobnie jak aktorska gra – pełna wyczucia i umiejętnego oddania emocji.”

 

Paweł Głowacki, „Dobre zakończenie”, „Kraków”, 16 marca 2016:

„(...) Tak, "Za rok o tej samej porze" w Teatrze Bagatela to jest rodzaj ulgi. Niewielkiej, łagodnej, spokojnej, lecz jednak. Jest rodzajem ulgi, którą zawsze przynosi oglądanie opowieści, którą na scenie opowiadają tylko po to, by została opowiedziana, opowiadają, nie mając w tym żadnych interesów, choćby publicystycznych, albo rewolucyjnych, ewentualnie renowacyjnych. Opowiadają, co kiedyś na papierze zostało opowiedziane dobrze. A co opowiedziane dobrze - zawsze warto opowiedzieć raz jeszcze. Opowiada więc tak w Bagateli Schoen. On, Magdalena Walach jako Doris i Wojciech Leonowicz w roli George'a. I jeszcze klarnecistka Kamila Pieńkos. Idąc niespiesznie przez widownię i scenę, gra wcale nie pastelowe nuty Jana Sebastiana Bacha i Franciszka Schuberta. Tak się ta opowiastka dwugodzinna zaczyna - od dźwięków szarych, cienistych, dźwięków stłumionych, jakby dochodziły spod filcowego kapelusza. (...)

Doris i George się kochają. To wszystko. Jak w milionie podobnych romansów: on ma żonę i dzieci, ona - męża i dzieci. Spotkali się przypadkowo. Alkohol, tańce, alkohol, tańce, a później jego apartament w pensjonacie, no i przebudzenie o poranku. Wielkie skrępowanie, ale... Ale zostanie już tak. Będą się tutaj na parę dni spotykać rok w rok o tej samej porze. Oto cały rytm opowieści Slade'a. Powroty. Przez lat pięć, dziesięć, dwadzieścia - powroty do bliskości, ale za każdym kolejnym razem bliskość ma inny odcień, dojrzalszy, ciemniejszy, jak te wciąż przez Schoena powtarzane w głośnikach, na klarnecie grane nuty Bacha i Schuberta. Coroczna bliskość Doris i George'a ma za każdym razem inny odcień, bo tam, w dwóch ich życiach oficjalnych, wydarza się, co nieuchronne: coś wystyga, ktoś się rodzi, ktoś umiera, wyczerpują się nadzieje, bólu coraz więcej, coraz mniej sił na zmiany. Rozmawiają o tym rok w rok o tej samej porze. W tym samym apartamencie, pomiędzy łóżkiem, sofą, niskim stolikiem obok pianina, kominkiem i oknem z widokiem nie na Polskę, a na świat po prostu - opowiadają sobie nawzajem o swych powoli ciemniejących losach oficjalnych. To wszystko, cała opowieść. I ulga, że teatr niczego od ciebie nie chce. I jeszcze, a raczej przede wszystkim - przyjemność oglądania Walach i Leonowicza. Nie jest łatwo zagrać snujący się gdzieś pod erotycznymi igraszkami, pod śmiechem i milczeniem - zupełny brak sił, by zmienić wszystko. (...)”